Wywiad: Internal Quiet w Mielcu

  • 6.09.2016, 13:25 (aktualizacja 06.09.2016 13:31)
  • Redakcja
Wywiad: Internal Quiet w Mielcu fot. nadesłane
Zespół założony w Aleksandrowie Łódzkim z inicjatywy kompozytora i gitarzysty Sławomira Papisa oraz basisty Andrzeja Kostrzewy rozpoczął swoją działalność w maju 2011, początkowo jako studyjny projekt o heavy metalowym zabarwieniu z naciskiem na oryginalność muzyczną i tworzenie tekstów o charakterze konceptualnym. Na dwa dni przed ich koncertem w Mielcu zdradzamy kim są i jaką muzykę grają.

W swoich artystycznych poczynaniach Internal Quiet od samego początku stawia tak na krajowy, jak i na międzynarodowy kierunek działań oraz anglojęzyczną formę wypowiedzi. Jej fizyczny rezultat w postaci opusu "When The Rain Comes Down" właśnie trafia na sklepowe półki, prezentując słuchaczom oryginalną i zarazem sentymentalną podróż w rejony klasycznego hard’n’heavy, co przy doskonałych umiejętnościach i barwie głosu Macieja Wróblewskiego oraz wykwintnych riffach i solówkach Sławka Papisa czyni z "When The Rain Comes Down" szczególnie atrakcyjny debiut i pozycję obowiązkową dla każdego fana muzyki o tym profilu.

Coraz bardziej popularny już zespół 8 września odwiedzi Mielec, gdzie zagra koncert w roli gościa specjalnego legendy polskiej sceny muzycznej – formacji Turbo. Na tę okoliczność lider Internal Quiet Sławek Papis udzielił nam ciekawego wywiadu promującego koncert i najnowsze wydawnictwo zespołu.

Jesteś gitarzystą i producentem o wieloletnim stażu, współpracowałeś z wieloma popularnymi nazwiskami na polskiej scenie rozrywkowej. Skąd tak późno pomysł na założenie własnego zespołu? Dlaczego dopiero teraz startujesz z formacją Internal Quiet?

No cóż, przez wiele lat zwyczajnie zniechęciłem się, obserwując doświadczenia innych popularnych muzyków i zespołów, z którymi miałem okazję współpracować bądź utrzymywać koleżeńskie stosunki. Zwlekałem długo z uwagi na cały showbiznes, nawet jeśli przez te lata okazyjnie komponowałem do szuflady, a większość materiału i szkielet części kompozycji na "When The Rain Comes Down" miałem już w sumie napisany pod koniec lat osiemdziesiątych. Na szczęście chęć zrobienia czegoś swojego i wyjścia z tym do szerszej publiczności ostatecznie zwyciężyła.

Jak zdefiniowałbyś nazwę i styl muzyki Internal Quiet?

Zespół powstał w 2011 roku, kiedy to spotkałem mojego kolegę Andrzeja, który muzycznie wciąż poszukiwał wówczas swej drogi, nawet po doświadczeniach wyniesionych z innych zespołów i projektów, w których brał udział. Ja miałem wtedy podobne przemyślenia i całą szufladę muzyki skomponowanej dość dawno, ale jakoś nie potrafiłem poskładać tego w całość pod kątem realizacji i doboru właściwych muzyków. Z Andrzejem ruszyliśmy ten temat. Z czasem powstał pomysł, aby znaleźć perkusistę i drugiego gitarzystę, gdyż na początku graliśmy jedynie pod metronom. Zespół budował się powoli…

Nazwa "Internal Quiet"... co odzwierciedla?

Przyszła mi na myśl wiele lat temu, a zaczerpnąłem ją ze specyficznego stanu poczucia braku świadomości co do obrania właściwego kierunku działań w życiu codziennym i zawodowym, nadania ludzkim poczynaniom właściwego charakteru. To bardzo dziwny i częstokroć nie do końca pozytywny stan umysłu, z którego wyjście może być czasami bardzo trudne. Aby odzyskać pełnię świadomości i pozytywny stosunek do rzeczywistości, a w konsekwencji znaleźć się dalej w pożądanym punkcie konieczne jest często zresetowanie umysłu, pozostanie przez jakiś czas na uboczu, bycie jakby zawieszonym w próżni... Mocną stroną każdego człowieka (w tym również artysty) powinien być ten wewnętrzny spokój niezbędny do w pełni świadomego tworzenia, rozumiany jako idealny stan ciszy umysłu, nie spowity troską, obawami, stresem czy też silnymi doznaniami emocjonalnymi.

Jak wyglądały wasze początki?

W 2013 roku zagraliśmy już kilkanaście koncertów, w tym większych imprez - zadebiutowaliśmy m.in. na festiwalu Summer Dying Loud, który to koncert scalił nas muzycznie i upewnił co do kierunku, w jakim chcemy podążać. Stylistycznie Internal Quiet to jest wypadkowa całej muzyki, której każdy z nas słuchał. Z drugiej jednak strony pracowaliśmy też nad tym, aby ta stylistyka w naszym wydaniu stała się możliwie unikatowa. Owszem, oscylujemy w klimatach hard'n'heavy i nic szczególnego nie odkryliśmy, ale chcieliśmy połączyć warstwy typowe dla stylu ze szczyptą progresji oraz intrygującej melodyki, wyjątkowym nastrojem i warstwą liryczną w formie luźnego koncept albumu.

Rok 2016 jest chyba przełomowym w waszej dotychczasowej karierze. Właśnie ukazuje się płyta o intrygującym tytule „When The Rain Comes Down”, macie także zaplanowaną obszerna trasę promującą to wydawnictwo...

To prawda - rok 2016 to rzeczywiście bardzo ważny okres dla naszego zespołu. Bardzo zależało nam, aby zgrać w czasie premierę płyty i trasę koncertową promującą nasze pierwsze wydawnictwo. Z działaniami w tym kierunku ruszyliśmy już od września zeszłego roku, po koncercie w Rymanowie, bo wtedy tak naprawdę ustabilizował się obecny skład zespołu Internal Quiet. Wówczas to wespół z naszym managementem rozpoczęliśmy prace, aby poskładać to wszystko - nasze działania łącznie z bukowaniem koncertów, zakończeniem nagrywania płyty i wydaniem całości w formie ekskluzywnego pod kątem graficznym CD. Zdecydowanie 2016 to przełomowy rok w działalności IQ – ruszamy w 40 koncertowe tournee u boku TURBO – czego chcieć więcej na start?

Jak opisałbyś filozofię i przekaz zespołu zawarty na waszym debiucie "When The Rain Comes Down"?

Ciężko jest to jednoznacznie określić, bo przekaz i muzyka Internal Quiet mają charakter wielowymiarowy. Tekstowo jest w tym sporo z refleksji na temat przemijania. W życiu często jest tak, że wszystko co robimy, choćby miało dalekosiężny i istotny dla nas cel gdzieś tam ostatecznie przemija. Realizujemy marzenia, które później mijają po to, aby realizować kolejne... To samo jest z życiem i uczuciami. W tym miejscu zawsze miałem skojarzenia z deszczem, którego krople obficie spadają, a kiedy wstajemy na drugi dzień rano tego deszczu już nie ma. Brzmi to może melancholijnie, ale włożone w hard rockowo-metalowy uniform nabiera intrygującego kolorytu. I ten rodzaj refleksji chciałem przekazać na "When The Rain Comes Down", nawet jeśli ciężko jest mi określić do kogo jednoznacznie adresujemy naszą muzykę.

Muzyka Internal Quiet nie jest szczególnie prosta i łatwa do jednoznacznego zaszufladkowania. Czy trudno było ci wypracować ten właściwy pomost pomiędzy hard rockiem i klasycznym heavy metalem ze szczyptą progresu w tle?

To jakoś samo tak wyszło, po prostu. Nigdy o tym nie myślałem, aby jakoś szufladkować muzykę, którą chcę robić. To wyszło w pełni naturalnie. Również z instrumentami klawiszowymi, które początku w ogóle nie były w koncepcji zespołu Internal Quiet, a które ostatecznie wykorzystaliśmy w naszym albumie.

Z jakich źródeł czerpaliście muzyczną inspirację do pracy nad albumem?
 
Starałem się nie czerpać inspiracji od innych wykonawców - wszystkie nagrania, które trafiły na płytę, powstały podczas ćwiczeń bądź też zwykłych czynności i sytuacji życiowych, kiedy, jadąc np. samochodem, wpadł mi do głowy jakiś riff i później wokół tego budowałem fundament danej kompozycji. Starałem się robić rzeczy bez utartych schematów, nawet jeśli czasami jest to dość trudne. Wiadomo też, że nie uniknie się pewnych podobieństw, wpływów czy naleciałości, jednak starałem się nie czerpać z gotowych schematów od innych muzyków na rzecz zachowania elementów improwizacji i naturalnego procesu twórczego. W ten sposób powstają kompozycje dla Internal Quiet – gram po sobie wymyślone przeze mnie akordy, potem to nagrywam i do tego improwizuję sobie partie solowe oraz linię melodyczną.

Można odnieść wrażenie, że w dużym stopniu uciekacie od nowinek technicznych i dzisiejszych możliwości nagraniowych na rzecz ciepłego, jakby "żywego" brzmienia. Skąd takie zamiłowanie do analogu?

To prawda i myślę, że być może jest to coś, co wyróżnia dziś nieco naszą muzykę. Internal Quiet nie zagrał bowiem nic według schematu i nie zarejestrował według schematu, co nadaje nieco progresywny szlif naszej działalności. Dziś ludzie powszechnie stosują resampling, nagrywają gitary czyste, później dokładają przestery. Tymczasem wszystko, co usłyszycie na "When The Rain Comes Dow" jest nagrane bezpośrednio z głośnika, przez co jest w pełni szczere i organiczne brzmieniowo.
W kontekście realizacji studyjnej płyty unikaliśmy skompresowaniej muzyki i sztucznych bębnów, poprawiaczy wokali i solówek. Postanowiliśmy zrobić coś innego - nagrać wszystko bardzo organicznie, łącznie z klawiszami, które również były nagrywane przez mikrofony. Wierzę, że udało się osiągnąć intrygujący efekt, będący dziś wyznacznikiem brzmienia Internal Quiet.

Czy czujesz, że wasza muzyka ma w dzisiejszych czasach pewną misję, coś do udowodnienia?

Nigdy nie myślałem o tym w ten sposób, w ogóle nie brałem pod uwagę udowadniania dziś komuś czegokolwiek. Jeśli cokolwiek udowodniłem to jedynie sobie, że potrafię zagrać to, co słyszę w głowie i to jest dla mnie niezwykle budujące. Chciałbym natomiast, żeby ludzie polubili naszą muzykę i nas jako zespół, bo chciałbym, aby Internal Quiet był postrzegany jako grupa miłych ludzi. Nie buców tylko miłych ludzi, takich jacy jesteśmy dla samych siebie. Osobiście zawsze sprzedaję taką dewizę, aby zachowywać się tak, jakbyśmy chcieli, aby ludzie zachowywali się w stosunku do nas samych. Myślę, że to fundamentalne podejście do dzisiejszej otaczającej nas rzeczywistości.

Czego można się spodziewać po waszym koncercie w Mielcu?

Myślę, że wszyscy fani rocka i metalu, którzy nie chcą słuchać tylko i wyłącznie mocno brzmiących gitar i sekcji rytmicznej, a mają potrzebę wsłuchać się w tekst oraz interpretować go po swojemu, znajdą na naszym koncercie cząstkę samego siebie. Muzycznie będzie to dopracowane, wielowymiarowe i dynamiczne widowisko spod znaku hard’n’heavy. Wierzymy, że spodoba się ono odbiorcom. Na pewno liczymy na odzew publiczności, bowiem po pięciu latach istnienia zespołu to już jest czas aby iść do przodu na całego albo zejść ze sceny, na którą tak naprawdę jeszcze dobrze nie weszliśmy. Chwytamy więc szansę, mając nadzieję na coraz większą liczbę fanów przyjaźnie nastawionych do twórczości Internal Quiet.

Internal Quiet zagra 8 września w klubie Studio w Mielcu. Start koncertu o godzinie 19.00.

Redakcja
Podziel się:
Oceń:
  • TAGI:

 

Komentarze (2)

Dodanie komentarza oznacza akceptację regulaminu. Treści wulgarne, obraźliwe, naruszające regulamin będą usuwane.

wow
wow 6.09.2016, 18:01
Gratka dla prawdziwych fanów
Johnny22
Johnny22 6.09.2016, 14:02
Super!

Pozostałe