O krok od tragedii

  • 11.12.2019, 17:22 (aktualizacja 11.12.2019, 18:01)
  • MW, BW, K. Radoń

Podziel się:

Oceń:

O krok od tragedii Fot. Przecław News Zapach spalin atakował już od wejścia.
Dziś już nikt nie wyobraża sobie życia bez prądu. Jak żyć bez oświetlenia, lodówki, zamrażarki czy nawet telewizora? Krótka awaria wystarczy, żeby wszyscy z utęsknieniem oczekiwali, kiedy znów prąd popłynie po liniach energetycznych... Czasami jednak prąd może przynosić więcej szkody niż pożytku. Tak jak w przypadku pana Jana z Rzemienia. Pozbawiony prądu z sieci, został wyposażony w agregat. Urządzenie, które miało nieść pomoc, omal nie doprowadziło do tragedii...

Pan Jan Kowalczyk mieszka z niepełnosprawnym synem w niewielkim domu w Rzemieniu. Choć sam sumiennie płaci rachunki, przez swojego sąsiada, który miał zaległości w płatnościach, został pozbawiony dostępu do sieciowego prądu. Zamiast tego pracownicy PGE podłączyli mu w domu agregat prądotwórczy. Urządzenie to zasilane jest paliwem, a kiedy było włączone, wydobywały się z niego spaliny. Jak można było żyć w takich warunkach?

 O całym zdarzeniu dowiedzieliśmy się 23 listopada, kiedy to czytelnik przekazał nam informacje, co dzieje się w jednym z domów w Rzemieniu. Niezwłocznie udaliśmy się na wspomniane miejsce i zrobiliśmy rozeznanie. Przywitał nas właściciel gospodarstwa, zaprowadził do środka domu, aby pokazać, w jakich warunkach żyje. Od razu po wejściu do pomieszczenia uderzył nas zapach spalin. W oddzielnym, niezamieszkiwanym pokoju umieszczony był agregat, który wstawili tam panowie z PGE.

Z opowieści pana Jana wynika, że 9 października do jego domu przyjechali pracownicy PGE i pozbawili go dostępu do prądu. Jak zaznacza nasz bohater, wcześniej nie został o niczym poinformowany, żadne pismo do niego nie dotarło. - Po prostu panowie przyjechali, odcięli prąd i zamontowali mi agregat - mówi pan Jan. Nikt z PGE nie powiedział, jak długo będzie musiał funkcjonować bez elektryczności. Benzynę do prawidłowego działania agregatu systematycznie dowozili pracownicy PGE. - Wielokrotnie zapewniany byłem, że to jest nowoczesny agregat i nie truje. Jednak smród jest nie do zniesienia. Wietrzyłem cały dom, okna były wyotwierane, ale to nie jest lato, zimno ciągle dostawało się do domu , więc zamykałem, a wówczas znowu był smród i pojawiał się ból głowy - mówi pan Jan.

Nadaliśmy bieg sprawie. Skontaktowaliśmy się z PGE oraz poinformowaliśmy burmistrz Przecławia o całej sytuacji. Po interwencjach w PGE, pracownicy tej instytucji wynieśli wspomniany sprzęt na zewnątrz, a po trzech dniach gospodarstwo pana Jana znowu zostało podpięte do sieci elektrycznej.

 

Renata Siembab, burmistrz Przecławia
- Zaraz po otrzymaniu sygnału o zaistniałej sytuacji niezwłocznie skontaktowałam się z dyrektorem Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej w Przecławiu, z panem Lucjanem Łazarzem, informując go właśnie o tym przypadku i prosząc, żeby natychmiast pracownik MOPS-u wyjechał w teren, celem sprawdzenia tej sytuacji na miejscu. Od 18 listopada mieliśmy problemy z wodą i nie chciałam, żeby było podejrzanie, że przez zakażenie baterią coli coś stało się mieszkańcowi Rzemienia. Zadzwoniłam też do do pana Stanisława Moździocha , radnego miejscowości Rzemień, żeby wspomógł pracownicę MOPS-u i by łatwiej było jej wejść do domu pana Kowalczyka. Według oświadczenia telefonicznego pana radnego Rzemienia, faktycznie w całym domu było czuć bardzo spalinami i od razu wywietrzyli mieszkanie. Pracownica MOPS-u robiła wywiad, w międzyczasie pan Lucjan Łazarz, dyrektor MOPS-u, próbował zgłaszać sprawę w pogotowiu energetycznym. Ta sytuacja była w moim przekonaniu niedopuszczalna, by agregat znajdował się w środku, w mieszkaniu od kilku dni, co najmniej od 2 tygodni.
Około godz 18.00 dom pana Kowalczyka odwiedzili pracownicy zakładu energetycznego, aby dostarczyć paliwo do tego agregatu. Później dyrektor skontaktował się ze mną, że skutecznie złożył swój wniosek do zakładu energetycznego, żeby niezwłocznie odpowiednie służby usunęły agregat z mieszkania pana Jan.
Ja osobiście również prosiłam pana Stanisława Moździocha, żeby skontaktował się z mieszkańcem Rzemienia i sprawdził, czy wszystko u niego w porządku, czy nie używa tego agregatu, jeżeli nie jest wyniesiony. Pan radny kontaktował się z panem Kowalczykiem mniej więcej koło godz 22.00, a następnie poinformował mnie, że rozmowę taką odbył.
Ta sytuacja jest analizowana przez dyrektora MOPS-u i jego pracowników.

 

Stanisław Moździoch, radny Rzemienia

- Pani burmistrz powiadomiła mnie o całym zdarzeniu. Niezwłocznie udaliśmy się z paniami z MOPS-u z Przecławia do państwa Kowalczyków. Początkowo myśleliśmy, że źle się czuje w związku ze skażeniem wody, które było w naszej gminie. Po otwarciu drzwi do domu pana Jana pierwsze co poczułem, to drażniący zapach spalin i słychać było pracujący silnik agregatu. Urządzenie to umieszczone było w środku, w komórce. Natychmiast zacząłem otwierać okna i drzwi, aby przewietrzyć dom, bo ciężko było oddychać. Podjęliśmy decyzję, aby ten agregat usunąć na zewnątrz, bo mogło dojść do tragedii. Pani burmistrz zawiadomiła PGE o całej sytuacji, panowie przyjechali i wynieśli agregat na zewnątrz. Przez dwa tygodnie agregat cały czas działał wewnątrz domu.

STANOWISKO PGE

- Sąsiad pana Kowalczyka nie płacił rachunków za energię elektryczną i w związku z tym Spółka PGE Obrót w lipcu zleciła wyłączenie zasilania tego odbiorcy. Nie wpuścił on jednak elektromonterów PGE Dystrybucja na posesję (tam stoi słup) w celu odłączenia go od sieci. Na miejsce została wezwana policja, niestety również w obecności policjantów nie było możliwe wejście na tę posesję (miało to miejsce w sierpniu). W tej sytuacji 9 października wyłączono zasilanie na innym słupie, które to wyłączenie spowodowało wyłączenie zasilania u p. Kowalczyka, sąsiada osoby niepłacącej rachunki z działki obok. Tego samego dnia panu Kowalczykowi - za jego zgodą i po uzgodnieniach lokalizacji - zainstalowano agregat i dostarczono paliwo na koszt PGE Dystrybucja. Agregat zamontowano w pomieszczeniu gospodarczym, znajdującym się obok budynku mieszkalnego. Po kilkunastu dniach na prośbę pana Kowalczyka umieszczono agregat na zewnątrz budynku.
W tym czasie Rejon Energetyczny Mielec starał się przywrócić zasilanie poprzez podejmowanie rozmów z osobą niepłacącą rachunków, budowę tymczasowej linii w celu zasilenia Pana Kowalczyka.
Rejon Energetyczny Mielec 27 listopada wysłał pismo do sąsiada p. Kowalczyka z informacją, że PGE Dystrybucja przywraca zasilenie na w/w słupie z zastrzeżeniem, że dostęp do energii elektrycznej z sieci będą mieli zarówno p. Kowalczyk jak i jego sąsiad, ale ten drugi nie może z niej korzystać, bo nie ma umowy ze sprzedawcą energii elektrycznej i w tej sytuacji korzystanie z niej będzie traktowane jako nielegalny pobór energii, za co grożą konsekwencje zapisane w Kodeksie Karnym.
28 listopada w godzinach popołudniowych sąsiad uregulował wszystkie zaległości i podpisał nową umowę z PGE Obrót .
29 listopada o godz. 9:15 przywrócono zasilanie do p. Kowalczyka z sieci.
Tego samego dnia w godzinach popołudniowych pracownicy Rejonu Energetycznego Mielec dokonali kontroli układu pomiarowego i przywrócili zasilanie do sąsiada pana Kowalczyka.

MW, BW, K. Radoń

Komentarze (3)

Dodanie komentarza oznacza akceptację regulaminu. Treści wulgarne, obraźliwe, naruszające regulamin będą usuwane.

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu korso.pl. Agencja Wydawniczo Reklamowa Korso Spółka z o.o. z siedzibą w Mielcu, ul. Biernackiego 1/4, 39-300 Mielec jest administratorem twoich danych osobowych dla celów związanych z korzystaniem z serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.
sprawiedliwy
sprawiedliwy 13.12.2019, 15:18
Oczywiście bzdurą jest, aby z powodu niepłaconych rachunków odbiorcy odciąć prąd Bogu ducha winnego sąsiada. Niestety dla panów z PGE jest to możliwe. Dlaczego zatem przedstawiciele PGE proponowali Panu Janowi podpisanie umowy na budowę osobnego zasilania (słupy już zostają ustawiane). Więc wyjaśniam: powodem wyłaczenia prądu w dniu 9.10.2019 był fakt, że decyzja o budowie końcowego odcinka sieci który miał miejsce w ubiegłym roku została uchylona prawomocnym wyrokiem Sądu Administracyjnego w Rzeszowie. Panowie z PGE wybudowli linię niezgodnie z prawem co ograniczyło prawa Spółki do przesyłu energi elektrycznej. Wyłączenie w brutalny sposób pana Jana z zasilania jego budynku miało na celu zmiękczenie właścicieli posesji sąsiadującej, aby odstąpili od należnych roszczeń co do nielegalnie wybudowanej sieci. Pan Jan cały czas utrzymywany był w przeświadczeniu, że PGE wykonuje naprawę sieci. Burza zaczęła się w chwili interwencji ujawnienia w jakich warunkach żyje Pan Jan od 50 dni. Tak właśnie powstał wymyślony mit który miał ukryć prawdę o faktycznym stanie sprawy (rzekomych niepłaconych rachunkach za prąd przez sąsiada Pana Jana). W całej sprawie bulwersujące jest to, że Pan Jan wykorzystany został jako karta przetargowa do załatwienia problemów Spółki. Ciekawy jestem jak Panowie z PGE zrekompensują Panu Janowi zaistniałą uciążliwą sytuację. Oczywiście sąsiad Pana Jana nie uregulował żadnych rachunków, bo ich nie miał. Włączenie prądu odbyło się po naciskach Pani burmistrz i lokalnej prasy. Tak się spraw nie załatwia Panowie z PGE. ŚWIADCZY TO O WASZYM BRAKU JAKIEJKOLWIEK KULTURY I NIEWYOBRAŻALNYM CHAMSTWIE. W oświadczeniu do artykułu nie przeprosiliście Pana Jana za uciążliwość której byliście autorami, bezpodstawnie pomówiliście sąsiada o niepłacenie rachunków za prąd szkalując jego dobre imie. Powinien was za to pozwać do sądu.
Zły
Zły 12.12.2019, 13:11
Ale jaja, PGE do prokuratury marsz!!!
Rozpoznawanie
Rozpoznawanie 12.12.2019, 10:53
Jak zawsze w Polsce są dwie prawdy. Prawda i prawda wg dziennikarza tak zwana dziennikarska. Której wierzyć nikt nie wie.

Pozostałe