Easy Riders. Życie na trasie

  • 27.07.2019, 09:40
  • MW
Podziel się:
Oceń:
Easy Riders. Życie na trasie Fot. archiwum Gdzie szosy biała nić...
Ze statystyk wynika, że 80% mężczyzn i 51% kobiet w Polsce posiada prawo jazdy. Co najmniej jeden samochód jest w 75% gospodarstw domowych. Można więc powiedzieć, że Polska kierowcami stoi. Wielu z nich uważa się za mistrzów kierownicy, część używa samochodu symbolicznie "w niedzielę do kościoła". Wszyscy jednak, niezależnie od liczby przejechanych kilometrów, w ostatni czwartek obchodzili swoje święto - czyli dzień patrona kierowców, św. Krzysztofa.

Kierowca jednak kierowcy nierówny. Porozmawialiśmy z tymi, którzy patrzą "z góry" na innych uczestników dróg. I to dosłownie. Kierowca tira. Panie - kierowca busa i MKS-u. Jak im się jeździ po polskich drogach? Jacy są kierowcy? Jak wygląda życie na drodze? Sprawdźmy.

 
Joanna. Będzie wiózł nas dziś ten wóz

 

 Joanna Nowak pracuje jako kierowca busa. Minęło już dziesięć lat, odkąd zrobiła prawo jazdy na autobus - i to jako pierwsza kobieta w Mielcu!

  - Zawsze chciałam jeździć czymś większym niż tylko samochód osobowy - wspomina Joanna. - Miałam do wyboru prawo jazdy na autobus ( kat. D ) lub na ciężarówkę ( kat. C ), a więc nie zastanawiając się, stwierdziłam - autobus. Egzamin na kat. B zdałam za pierwszym razem, na kat. D zdałam za drugim, a wszystko przez mały, malutki błąd. Zapomniałam pokazać światła STOP. Nie uważałam tego za błąd, ale oczywiście takie wtedy były procedury... .

Nie od razu jednak Asia ruszyła w trasę. Po zdaniu egzaminu i odebraniu prawa jazdy, włożyła dokument do portfela i tak przeleżał sobie kilka lat, nie widząc Bożego świata, a Joanna pracowała w zupełnie innej branży.

 - Po kilku latach stwierdziłam, że czas na zmiany - wspomina z nostalgią. - Znalazłam ogłoszenie " potrzebny kierowca autobusu na trasie Mielec - Kraków - Mielec" . Pomyślałam:  "Trzeba spróbować!" Choć trochę stresu mnie to kosztowało...

Jazda takim busem była dla Joanny nowością, ale wszystko dobrze się ułożyło, a to dzięki koledze, który wszystko dokładnie wytłumaczył. Jeździłam też na trasie Krosno - Warszawa, a potem woziłam wycieczki - między innymi do Grecji. I to właśnie lubię najbardziej! - śmieje się Joanna. - Wycieczki to taka rozrywka, uwielbiam podróżować, bo równocześnie zwiedzam, poznaję nowych ludzi - uwielbiam to! Są miasta w Polsce i za granicą, które są "trudne" do jazdy, wąsko, ciasno i duży ruch. Wtedy większe skupienie, oczy wkoło głowy i autobusu  - i jedziemy!

"Baba" za kierownicą nigdy nie ma łatwo, a jeśli do tego prowadzi duże auto... To bywa wesoło.

 - Kiedyś w Warszawie jeden pan, wsiadając, popatrzył na mnie i mówi: "Kobieta? To ja nie pojadę!".  Odpowiedziała: "Nie zmuszam, to pana wybór". W końcu jednak jego siostra namówiła go, żeby pojechał. Na przerwie podchodzi pan do mnie i mówi : "Dobrze, że pojechałem, super z pani kierowca...".

Praca kierowcy nie jest łatwa, a kobieta ma w niej wyjątkowo trudno.

- Kilka lat temu zaczęłam pracę w firmie Markpol. Początki znowu trudne i stresujące, ale w takich sytuacjach najważniejsi dla mnie są koledzy, którzy nigdy nie odmówili mi pomocy, służyli i służą dalej dobrymi radami, wspierają w trudnych momentach, co pozwala później pewniej poczuć się na trasie. Nawet najbardziej doświadczeni kierowcy też kiedyś mieli trudne początki i każdy przechodził przez ten sam etap.

Na drodze bywa trudno. Szczególnie teraz, kiedy samochodów przybywa w lawinowym tempie, a wyobraźni kierowcom jakby mniej...

 - Na trasie zdarzają się niebezpieczne sytuacje - przyznaje Joanna. - Zwłaszcza przy ambicjach niektórych użytkowników dróg, którzy muszą za wszelką cenę wyprzedzić autobus, zajechać mu drogę i ustawić się przed nim na światłach. Jedno jest pewne - pośpiech i nerwy są niewskazane. Zdarzają  się też awarie pojazdów. Po cichu mogę powiedzieć, że ja się na tym w ogóle nie znam, ale zawsze mogą liczyć na kolegów. Czasami wystarczy parę wskazówek przez telefon i da się dalej jechać. W firmie są prawie tylko i wyłącznie nowe autobusy, a więc jak się zaświeci jakaś kontrolka, to albo nie wpływa to na komfort jazdy, albo trzeba podpiąć komputer. Tak to teraz wygląda.

Czy Joanna zamieniłaby swoją pracę na jakaś inną, może spokojniejszą, na osiem godzin?

 - Daje się radę! - zapewnia. - Czy to zajęcie jest męczące? Zależy od dnia, od pogody, od pasażerów. Czasami można jechać setki kilometrów i można jechać dalej, jak tylko czas i tachograf pozwala, a czasami są "ciężkie dni". Ale - jest dobrze!

 

 
Bernadetta. Udał się nam dzisiaj wóz i jego szofer

 

 Bernadetta jest kierowcą w mieleckim MKS-ie. Przygodę z prowadzeniem autobusu zaczęła już 7 lat temu.

  - Na początku jeździłam mniejszymi busami do okolicznych miejscowości - wspomina Bernadetta. -  Następnie jeździłam po całej Polsce do momentu, gdy stwierdziłam, że jestem gotowa na to, by prowadzić autobusy miejskie. To zresztą było moim marzeniem, od kiedy zrobiłam prawo jazdy. Egzamin, wbrew pozorom, nie był aż taki trudny. To zasługa mojego instruktora, który oprócz wiedzy praktycznej i teoretycznej, przekazał mi wiele cennych wskazówek odnośnie do prowadzenia autobusów. Dzięki niemu do egzaminu przystąpiłam bez stresu i w pełnej koncentracji.

Przed wyjazdem na miasto nogi się jednak trochę trzęsły...

 - Oczywiście że miałam obawy - przyznaje Bernadetta. - Przede wszystkim ze względu na gabaryty autobusu, bo jednak bus a autobus różni się wielkością. Ale już po tygodniu za kierownicą autobusu czułam się lepiej niż we własnym samochodzie. To normalne, że z zewnątrz autobus wydaje się ogromny, ale dzięki dużym szybom i lusterkom, w których wszystko jest widoczne, jeździ się nim często lepiej niż w niejednym aucie osobowym,

Czy pasażerowie nie patrzą na kobietę za kierownicą autobusu jak na coś niezwykłego? Przez lata stanowisko to było zarezerwowane dla mężczyzn, którzy przecież i dziś stanowią przeważającą siłę wśród zawodowych kierowców.

- Zazwyczaj pasażerowie ze zdumieniem patrzą na kobietę za kierownicą - przyznaje Bernadetta. -  Niektórzy liczą, ile nas kobiet jeździ, choć nie jest to trudne, ponieważ kobiet kierujących autobusami wciąż jest mniej niż mężczyzn. Zabawnych sytuacji jest naprawdę wiele i przydarzają się niemalże codziennie i na szczęście przeważają nad tymi niebezpiecznymi. Kiedyś wiozłam starszego pana na działkę i kiedy wysiadał, zapytał, czy następnym kursem też będę jechać, a że miałam taką zmianę, gdzie cały czas jeździłam na tej samej trasie, więc odpowiedź była twierdząca. Po jakimś czasie, gdy podjechałam na przystanek, gdzie ten pan wcześniej wysiadł, on stał tam z bukietem kwiatów ze swojego ogródka i mi je podarował. To było bardzo miłe i zabawne. Zresztą najbardziej w tym zawodzie podoba mi się właśnie ciągły kontakt z ludźmi oraz poczucie, że spełniam siebie i robię to, co mi sprawia przyjemność. Jest to jednak praca, która wymaga bardzo dużo uwagi i skupienia. Kierowca musi kontrolować sytuację zarówno w autobusie, jak i na drodze. Do tego dochodzi odpowiedzialność za pasażerów, więc zmęczenie na koniec zmiany jest rzeczą naturalną.

 
Damian. Gdzie szosy biała nić...

 

Damian, mimo że ma dopiero 21 lat, z niejednego już pieca chleb jadł i niejedną drogę przejechał. O pracy kierowcy marzył od małego i kiedy tylko przekroczył magiczną osiemnastkę, zapisał się na kurs prawa jazdy - i to na samochody osobowe oraz tiry!

 - Rodzice co prawda woleli, żebym miał spokojną pracę, osiem godzin i do domu - przyznaje Damian - ale ja wolę takie życie.

A początki nie były wcale łatwe. Co prawda, egzamin praktyczny zdany za pierwszym razem, ale trasa to całkiem coś innego. A zdarzyć się na niej może niejedno. Awarie, naprawy, ciasne uliczki, niskie wiadukty... Na jednej z pierwszych jazd, jeszcze z kolegą, bus Damiana zepsuł się gdzieś na południu Europy. Nie udało się go naprawić, więc trzeba było czekać na transport z kraju... Innym razem samochód uległ awarii we Francji.

Na szczęście pomogli inni kierowcy i skierowali mnie do polskiego mechanika - opowiada Damian. - Zdarzało się też, że trzeba było gdzieś na trasie wymienić koło, a to w tak wielkim aucie, obciążonym ładunkiem nie jest łatwe...

 Jak wygląda życie w trasie?

 - Mam w tirze kuchenkę, lodówkę, więc mogę sobie coś upichcić - relacjonuje Damian. - Ale często zabieram coś z domu. Mama świetnie gotuje i pakuje mi jedzenie na drogę, a jeśli nie ma mnie dłużej, to jeżdżąc po Polsce, wiem już, gdzie mogę dobrze zjeść. Myjemy się na stacjach benzynowych albo w oddziałach firmy, a w ogóle to tiry są trochę jak nasze małe domy, mamy tu łóżka i wszystko, co potrzebne do życia...

Praca kierowcy to nie bułka z masłem, nawet wtedy, kiedy nie zdarzają się niebezpieczne sytuacje, jak wtedy, w Calais.

- Przywiozłem towar i czekałem na rozładunek, ale z samego rana na teren firmy nie można było wjechać, musiałem więc czekać - opowiada Damian. - W lusterkach widziałem już, że imigranci zamierzają mi się zapakować do samochodu. Odpalałem więc samochód i przejeżdżałem w inne miejsce. I tak w kółko, dopóki nie wpuścili mnie na teren firmy.

Jak ludzi zachowują się wobec tirowców? Według Damiana - generalnie życzliwie.

- Kiedy wiadukt okazał się za niski i nie mogłem pod nim przejechać, to kierowcy bez problemu wycofywali się. Oczywiście, są i tacy, którzy po prostu patrzą i krytykują. A tymczasem każdemu kierowcy, nawet najbardziej doświadczonemu, może zdarzyć się wpadka. Dlatego nie lubię takich, którzy przechwalają się, jakimi to oni nie są bohaterami -  kończy Damian.

MW

Komentarze (0)

Dodanie komentarza oznacza akceptację regulaminu. Treści wulgarne, obraźliwe, naruszające regulamin będą usuwane.

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu korso.pl. Agencja Wydawniczo Reklamowa Korso Spółka z o.o. z siedzibą w Mielcu, ul. Biernackiego 1/4, 39-300 Mielec jest administratorem twoich danych osobowych dla celów związanych z korzystaniem z serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.

Pozostałe