Robi sobie jaja. Dosłownie

  • 26.05.2019, 13:38
  • MW
Podziel się:
Oceń:
Robi sobie jaja. Dosłownie
Panu Aleksandrowi, mimo że przekroczył już siedemdziesiątkę, niejeden młodzieniaszek mógłby pozazdrościć pomysłowości, wyobraźni i tego, że nie drżą mu ręce... A przekonać się o tym można, podziwiając wykonywane przez niego pisanki. Choć na próżno szukać na nich baranków i kurczaczków.

Każda dobra historia ma jakiś początek, który często zaczyna się od słów  "Dawno, dawno temu..."  I w tym przypadku jest podobnie, Tylko że to "dawno" nie jest może aż tak odległe, bo działo się w 1967 roku.  

 

Pasja przez przypadek

 

 - W Mielcu działał wtedy przy WSK klub "Owiewka", zorganizowany w głównej mierze przez inżynierów lotnictwa, miejscową elitę. Do klubu każdy jednak miał wstęp. Byłem wtedy na 1 roku studiów i gdy mieliśmy przerwę w nauce, spotykaliśmy się z kolegami w tym klubie. Można tam było kupić wina, wspaniałe, jakich już dziś nie ma. Były to bardzo sympatyczne czasy, mimo mitów, które teraz pokutują. W okresie Wielkanocy w klubie na szybkiego zorganizowali konkurs – po prostu rozdali jajka i żyletki ludziom, którzy tam przyszli. A byli tam też Niemcy z NRD, pewnie na jakiejś prelekcji. Wyskrobałem wtedy takie bazie, które potem często powtarzałem na robionych przeze mnie jajkach. Zająłem drugie miejsce, choć uważam, że temu Niemcowi, który wygrał, to dali pierwsze miejsce tylko dlatego, że był gościem, bo zrobił takie bazgroły...  Od tego się zaczęło i odtąd co roku robiłem coraz więcej pisanek. Nie robiłem ich w trakcie roku, ale właśnie na Wielkanoc. Większości jajek już jednak nie mam. Po prostu je rozdałem, rodzinom, przyjaciołom, ale nigdy żadnego nie sprzedałem. Największą kolekcję pisanek ma córka w Oslo, trochę znajduje się w Wiedniu, były nawet w Dreźnie, na wystawce w prywatnym muzeum. W Mielcu zresztą też robiłem wystawy, jeszcze w hotelu "Jubilat" - wspomina pan Aleksander. 

 

Jaja, cebula i szwajcarski scyzoryk 

 

Jak robi się takie cuda? Do farbowana jajek pan Aleksander używa wyłącznie naturalnych barwników. 

- Trzeba zgromadzić sporo suchych łupin z cebuli. To jest bezwzględnie najlepszy sposób farbowania. Układamy jak najwięcej łupin w garnuszku, na to kładziemy jajka. Jajka trzeba dobierać białe, nie kolorowe. Najlepsze pisanki powstają na jajach gęsich. Są białe, to raz, a po drugie, są na tyle chropowate, że barwnik cebulowy w nie wnika. Kurze często nie są dość szorstkie, o kaczych nie ma nawet co wspominać. Nawet jeśli wydaje się, że są pięknie zafarbowane, to wystarczy wyłowić je z wody, a cały barwnik elegancko z nich spływa, bo są zbyt gładkie.  Koszmarem jest za to jajko strusie - praktycznie niemożliwe do zafarbowania. Jajka można farbować na jaśniejszy lub ciemniejszy kolor – to zależy od czasu farbowania. Ja gotuję przeważnie powyżej półtorej godziny.   Tak długo gotowane jajka są całkowicie wyjałowione z bakterii, więc mogą przetrwać nawet 50 lat. Najstarsze jajko, jakie posiadam, ma 45 lat. Wykonane zostało na jajku liliputki  - zdradza tajniki swojego warsztatu pan Aleksander. 

Do robienia pisanek używa niewielkiego, szwajcarskiego scyzoryka. Przez lata używania ostrze skróciło się o dobry centymetr... Aż trudno uwierzyć, że niepozorne jajka dały rady szwajcarskiemu ostrzu...  

 - Wzory na jajku rysuję tylko ołówkiem, nie stosuję żadnych innych przyrządów, wszystko to precyzyjna, ręczna robota. Jeśli coś mi się nie uda, to ścieram ołówek palcem i poprawiam. Bo jak zacznę drapać scyzorykiem, to już nie ma przeproś. Cała sztuka polega na tym, że jeśli zbierze się nożykiem mniej barwnika, to jajko będzie ciemniejsze, a jeśli więcej – to jaśniejsze. W taki sposób można uzyskać na jajku różne odcienie. A dzięki temu jednym kolorem można uzyskać przepiękny rysunek - komentuje.

Pana Aleksander nie tworzy typowych jajeczek z barankiem i kurczaczkiem. Jego jajka dotykają różnych tematów, nawet i najnowszych wydarzeń społecznych, jak pożar Katedry Notre- Dame!

 

Statki, gwiazdy i dzięcioły

 

Zresztą, dosłownie wszystko stać się może inspiracją. Na jednym z jajek widnieje na przykład motyw olimpijski – po jednej stronie sylwetka Justyny Kowalczyk – po drugiej – polskich łyżwiarek, które zdobywały medale olimpijskie.

Pan Aleksander, który dwadzieścia lat spędził, pływając po Wiśle, często używa motywów marynistycznych i astronomicznych. Żaglowce na jego pisankach to nie byle stateczki – odtworzone są dokładnie wszystkie żagle, drabinki i działa – a chyba nie trzeba tłumaczyć, jak trudno osiągnąć taki efekt na niewielkiej, w dodatku wypukłej powierzchni jajka. Podobnie jest zresztą z jajkami "architektonicznymi" - jak na przykład przedstawiającymi pałacyk Oborskich albo wieżę w Rzemieniu - odwzorowane jest każde okno, każdy załom muru. 

Jest też cały cykl jajek "przyrodniczych". Jednym z chyba najpiękniejszych dziaeł pana Aleksandra jest tu globus na jajku, z zaznaczonymi  wszystkimi kontynentami. Są jajka "górskie" z największymi polskimi szczytami , jajka "ornitologiczne" z różnymi gatunkami ptaków, a nawet z największymi dziełami sztuki, jak "Słoneczniki" van Gogha...  Pan Aleksander czerpie również z wzorów ludowych, nie tylko polskich, ale też aborygeńskich czy rumuńskich. 

Jak osiągnąć takie rezultaty? 

- Cała sztuka w robieniu pisanek polega jednak na oszukaniu  patrzącego... Rysunki są robione na krzywiźnie i trzeba tak poprowadzić linie, by rysunek wydawał się prosty. Dlatego jednym z najtrudniejszych jaj są jajka-koszyczki, z prostymi liniami przeplatającymi się na całym jajku. Trudno jest tak poprowadzić proste, żeby spotkały się w jednym miejscu. Rzadko zdarza mi się już niszczyć jaja, czasami, jak zbyt mocno nacisnę, ale w ostatnich latach już praktycznie w ogóle mi się nie zdarzyło, doszedłem do wprawy. Na wykonanie takiej pisanki trzeba poświęcić od jednego do kilku dni. 

Kiedy rysunek jest już gotowy, jajka są zabezpieczane na różne sposoby – czy to lakierem (choćby do paznokci) czy werniksem.

Jak mówi żona pana Aleksandra, jej mąż to człowiek pozytywnie zakręcony. Ale jak inaczej nazwać człowieka,  który i pisankę pomaluje, i wnukom drewniane zabawki zrobi i doskonałą rybę przyrządzi...?

MW

Komentarze (0)

Dodanie komentarza oznacza akceptację regulaminu. Treści wulgarne, obraźliwe, naruszające regulamin będą usuwane.

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu korso.pl. Agencja Wydawniczo Reklamowa Korso Spółka z o.o. z siedzibą w Mielcu, ul. Biernackiego 1/4, 39-300 Mielec jest administratorem twoich danych osobowych dla celów związanych z korzystaniem z serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.

Pozostałe