Z PODKARPACIA. Anioły mówią szeptem

  • 26.12.2018, 21:05 (aktualizacja 26.12.2018 21:09)
  • T. Majdosz
Podziel się:
Oceń:
Z PODKARPACIA. Anioły mówią szeptem
Współczesny heroizm nie musi być wcale głośny. Nie potrzebuje rozgłosu w mediach społecznościowych. Przez to bardzo często jest niezauważany. Wolontariusze pracujący w Niepublicznym Zakładzie Opieki Zdrowotnej im. św. Brata Alberta w Sanoku po prostu są.

Ich bezinteresowna praca, poświęcenie się na rzecz osoby potrzebującej nie szuka poklasku, nie unosi się pychą. Wolontariat pani Ani Kopiec, Agnieszki Wojtowicz, Basi Kwiatanowskiej i Mai Musiał jest cichy i cierpliwy. Parafrazując słowa "Hymnu o miłości" świętego Pawła, nie sposób ich nie odnieść do postawy tych kobiet.

REKLAMA

 Zanim umówiłem się z nimi na spotkanie, długi czas rozmawiałem z panią Czesławą Kurasz, legendarną już prezeską i współtwórczynią Powiatowego Centrum Wolontariatu w Sanoku, do którego należą pani Ania, Magda oraz Basia i Maja. Pani Czesława długo mówiła o różnych formach wolontariatu, o niebywałym poświęceniu jednego człowieka dla drugiego. O niezwykłej empatii. Takich rozmów odbyliśmy wiele. Ale raz pani prezes zdradziła, że wyjątkowo trudnym "odcinkiem wolontariatu" jest praca w hospicjum. Wówczas pojawiło się nazwisko pani Anny Kopiec, znanej miłośniczki turystyki w Sanoku, osoby, która już od dziewięciu lat udziela się w pracy w sanockim hospicjum.

Anioł pierwszy

Energiczna, z uśmiechem na twarzy, którym zaraża otoczenie. Przy pierwszym spotkaniu sprawia wrażenie osoby niezwykle ciepłej, ale i zdecydowanej. To z pewnością siłaczka. Od początku w wolontariacie PCW w Sanoku, studentka Uniwersytetu Trzeciego Wieku działającego przy Państwowej Wyższej Szkole Zawodowej w Sanoku. Trzy lata temu została uhonorowana tytułem wolontariusza roku. Nie ma soboty czy niedzieli, kiedy nie odwiedzałaby swoich przyjaciół w hospicjum. Miłośniczka gór, jeszcze parę lat temu udzielała się też jako przewodniczka, dzisiaj jest przewodniczką duchową 30 podopiecznych przy ulicy Korczaka 15 w Sanoku.

 - Nigdy w swoim otoczeniu nie miałam do czynienia z tak poważnie chorymi i potrzebującymi osobami - mówi - dlatego zanim przyszłam do hospicjum, targały mną sprzeczne uczucia. Nie wiedziałam, czy sobie poradzę, nie wiedziałam, co ja mogę tym ludziom powiedzieć.

 W rozmowie przyznaje, że jej przyjaciele w hospicjum cierpią na pustkę i samotność. A także beznadzieję i bezsens patrzenia w sufit. Z tego stanu wytrąca ich oddany personel, rodzina, którą również zastępują wolontariusze.

 - Wie pan, co sprawiło, że zostałam z nimi? - zdradza pani Ania - Przy pierwszym spotkaniu usłyszałam z pozoru zwykłą prośbę i pytanie "wróci pani do nas?". Za tydzień wróciłam już bez obaw i wracam do nich tak od dziewięciu lat.

Anioł drugi

W hospicjum pracuje od marca tego roku. Wolontariatem i pomocą na rzecz najbardziej potrzebujących zaraziła ją pani Ania Kopiec. Agnieszka Wójtowicz na co dzień jest przedszkolanką i jak sama mówi, ten zawód dużo jej pomógł w pracy przy obłożnie chorych.

 - W obu przypadkach - wspomina - potrzebna jest cierpliwość, empatia i oddanie, takie na sto procent, bez taryfy ulgowej.

 Pani Agnieszka angażuje się także w innych formach pomocy, na przykład podczas ostatniego dnia Wszystkich Świętych kwestowała na miejskim cmentarzu.

 - Lubię pomagać. Tym łatwiej mi teraz, ponieważ moje dzieci wyfrunęły już z gniazda. Dlaczego akurat hospicjum? Bo tutaj trzeba być, bo wszystko postawione jest tutaj na jedną kartę. Ci ludzie mają rodzinę, wspaniały personel, są jednak takie chwile, kiedy pustka krzyczy z ich niemych ust. A zwykły gest, uśmiech, przytrzymanie ręki, sprawia, że ich codzienności i cierpieniu nadajemy sens. Jednocześnie uczy nas to pokory, proszę mi wierzyć, to prawdziwa lekcja tajemnicy życia i śmierci.

Anioł trzeci

Basia w każdą sobotę wsiada do autobusu i z Zarszyna dojeżdża do podopiecznych Niepublicznego Zakładu Opieki Zdrowotnej. Chociaż ma dopiero siedemnaście lat, od 2016 roku pracuje w hospicjum, jest animatorem Ruchu Apostolstwa Młodzieży, regularnie także odwiedza i pomaga osobom starszym w swojej miejscowości. Niedawno za swoją pracę wolontariacką została zaproszona w nagrodę przez europosłankę Elżbietę Łukacijewską do Brukseli.

 - Od dziecka marzyłam, żeby być wolontariuszem - przyznaje Basia - musiałam jednak odczekać jakiś czas po to, by być na tyle dojrzała do swojej decyzji.

 Gdy wypełniała ankietę wolontariacką, zaznaczyła wszystkie formy bezinteresownej pomocy.

 - Nie wiedziałam, czym mogę się zająć. Po rozmowie z panią Czesławą Kurasz zdecydowałam się pójść do hospicjum.

 Przyznaje, że mocno zżyła się z pacjentami. Jest wśród nich pan Henryk, który wyczekuje swojej wolontariuszki. Gdy tylko słyszy jej głos, z niecierpliwością wierci się na łóżku.

 - To wzruszające, ile miłości jest w tych ludziach. Pan Henryk zawsze na przykład pamięta o moich urodzinach, wzajemnie obdarowujemy się ręcznie robionymi kartkami. Naprawdę cieszę się, że jestem ważną częścią ich kruchego życia.

Anioł czwarty

Pani Ania Kopiec swoją bezinteresownością potrafiła zarazić innych. Ale też dzięki swojej postawie dała przykład wnuczce Mai. Młoda wolontariuszka od małego zapamiętała obraz wychodzącej, co weekend, do hospicjum babci. Postanowiła, że pójdzie w ślady ukochanej babci. Maja obecnie jest w klasie maturalnej.

 - Któregoś dnia pomyślałam, że to jest czas, żeby spróbować - mówi Maja. - Pierwszego dnia bacznie przyglądałam się babci, długo to jednak nie trwało. Stałam w progu sali i poczułam, jak łzy same oblały mi twarz. Przeraziła mnie bezradność podopiecznych. Zrozumiałam jednocześnie, że jestem szczęśliwym człowiekiem. Doceniłam to, co mam.

 Maja podobnie jak Basia też miała swojego ulubieńca, pana Emila.

 - Był małomówny, nie sposób opisać, jak cieszył się na mój widok. Pewnego razu złapał mnie za rękę i powiedział, żebym do niego, jeżeli to możliwe, zwracała się "dziadku". Byłam zdumiona, ile w człowieku drzemie pokładów miłości i jak bardzo potrzebuje bliskości drugiej osoby. Samotność to najgorsza ze znanych nam chorób.

Gdy rozstawałem się z panią Anią, Agnieszką, Basią i Mają, pomyślałem, że aż trudno uwierzyć, ile siły i dobroci mają te kobiety. Dzieli je wiek, dzielą pokolenia, ale łączy niebywały altruizm, który głęboko chowają, bo niesienie pomocy drugiemu człowiekowi jest jak oddech, bezwarunkowe i niezbędne do życia.

***

Komentarz autora:

Pomaganie staje się coraz popularniejsze. W Polsce powstają codziennie nowe fundacje, rodzą się nowe formy pomocy. Jedną z pierwszych i największych spektakularnych akcji pomocowych jest Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy, która gra z powodzeniem już 25 lat. To bez wątpienia piękny sposób na pokazanie miłości człowieka do człowieka.

Zdecydowałem się jednak opisać takich ludzi, którzy bez fleszy kamer swoją ciężką, bezinteresowną pracą oddolnie budują obraz dobrej strony człowieczeństwa. Ważne, że każda z wymienionych kobiet nie ogłasza swoje pracy wolontariackiej społeczeństwu. Nie chwali się w mediach społecznościowych. Wyróżnia ich skromność i pokora. I to wydaje mi się chyba najbardziej szlachetne. Pomagam, bo chcę, a nie po to, by przypodobać się innym czy zdobyć uznanie w sieci. A takich przykładów obserwujemy niestety sporo. Ktoś oddał szpik i na każdym kroku to podkreśla, ktoś inny działa w fundacji, ale w mediach więcej jego osoby niż samych podopiecznych.

Doprawdy wielki ukłon dla prawdziwej bezinteresowności, która, jak się okazuje, też rośnie w siłę.

T. Majdosz

Komentarze (0)

Dodanie komentarza oznacza akceptację regulaminu. Treści wulgarne, obraźliwe, naruszające regulamin będą usuwane.

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu korso.pl. Agencja Wydawniczo Reklamowa Korso Spółka z o.o. z siedzibą w Mielcu, ul. Biernackiego 1/4, 39-300 Mielec jest administratorem twoich danych osobowych dla celów związanych z korzystaniem z serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.

Pozostałe