Kilka tragicznych historii wojennych z powiatu mieleckiego 

  • 10.05.2020, 16:24

Podziel się:

Oceń:

Kilka tragicznych historii wojennych z powiatu mieleckiego Fot. Narodowe Archiwum Cyfrowe. Niemieccy żołnierze przeszukują zabudowania.
8 maja minęła 75. rocznica zakończenia II wojny światowej w Europie. Ten straszny konflikt pochłonął wielką liczbę ofiar i na zawsze zmienił świat. Ale historia II wojny to nie tylko przełomowe wydarzenia z kart podręczników. To przede wszystkim losy ludzi z naszego regionu, którym przyszło żyć w tak bardzo trudnych warunkach.

Coraz mniej już jest wśród nas tych, którzy pamiętają tamte dni, dlatego każde wspomnienie należy zachować, aby przekazać je przyszłym pokoleniom.

Zaprezentowane wspomnienia wojenne pochodzą z publikacji "Kurier Wadowicki 1944", wydanej przez Towarzystwo Historyczno – Regionalne w Wadowicach Górnych. Towarzystwo stawia sobie za cel zachowywanie pamiątek z przeszłości, stąd liczne publikacje i zbiory wspomnień mieszkańców gminy.

To tylko garść wspomnień, kropla w morzu podobnych opowieści, daje jednak pewien obraz losów ludzkich w strasznych latach wojny.

To było piekło

Front był już bardzo blisko. Mieszkańcy opuszczali swoje domy, zabierając ze sobą kilka najważniejszych rzeczy i trochę jedzenia. Uciekali przed zbliżającym się frontem na południowy zachód, inni kryli się w polach wśród rowów i kanałów. Mała Gienia nie zapomni, że latem 1944 roku spała wraz z innymi pod gołym niebem przy kopce siana. Noc była bardzo ciepła, na niebie ukazywały się raz po raz serie wystrzeliwanych w górę rakiet. Słychać było terkot karabinów maszynowych i łukiem lecące czerwone naboje karabinowe, z oddali dochodziły odgłosy do pocisków artyleryjskich.

20 sierpnia 1944 roku, niedziela, godzina 10:00. Ranek był równie pogodny i ciepły. Kilkoro dzieci wyszło z ukrycia i wypędziło bydło na pobliskie łąki. Było bardzo spokojnie, cicho i jakby pusto. Nagle ziemia zaczęła drgać i trząść się. Huk i świst zlały się w jeden straszliwy grzmot. Pociski padały tak gęsto, że w kilka sekund wieś zakryła gęsta ściana kurzu i dymu, przez które można było dostrzec ogień płonących zabudowań i usłyszeć okropny krzyk ludzi. To nie były pociski, to były katiusze. To było piekło! Nic nie było widać, tylko ogień. W mgnieniu oka wszyscy rozproszyli się, chowając się, gdzie kto mógł.

Wspomnienia Genowefy Ogorzałek spisała Kamila Merchut.


Niemcy podpalali każdy dom

Był piękny dzień, już było po żniwach. Wstaliśmy koło 9:00, wszędzie były wojska. Niemieccy żołnierze przychodzili do domu prosić o jedzenie i picie, jednak tata ich wygonił. Mieliśmy konie w stajni, gdy stajnia się zapaliła, tata wziął konie i poszedł z nimi w kierunku Kawęczyna, aby je uratować. W polach żołnierze zaczęli strzelać do taty, więc puścił konie i ukrył się w ziemniakach.

W tym czasie Niemcy zaczęli podpalać każdy dom po kolei. Schowaliśmy się w rowie. Niemcy zauważyli nas i zaczęli strzelać w naszym kierunku. Zmusili nas do pójścia w kierunku szkoły. Zebrali tam większość mieszkańców wsi, zamknęli mężczyzn w szkole oraz pobliskiej stodole, aby ich podpalić, jednak nie zdążyli, bo przyjechali Rosjanie i uwolnili więźniów. Mnie z siostrami i mamą popchnięto dalej. Potem kazano nam wracać, ale jeden z żołnierzy wziął nas ze sobą i odprowadził w bezpieczne miejsce. Schowaliśmy się w polach, a nad ranem wszystko się uspokoiło.

Wspomnienia mieszkańców gminy z okresu rozpoczęcia działań wojennych na jej terenie spisała Weronika Krupa.


Ryzykowne pola

Już w styczniu na naszych terenach nie było działań wojennych. Niekiedy jeszcze zabierano młodych do wojska, ale nie były to już wielkie pobory. Ludzie na wsi mieli ciężkie warunki do życia. Brakowało pożywienia, zwierząt gospodarskich, zboża na siew. By zaspokoić głód, ludzie jedli buraki. Były nieco przemarznięte, ale gotowało się je na syrop i tym smarowano chleb. Pito najbardziej powszechny napój – kawę zbożową. Poza tym praca na roli była niebezpieczna, gdyż było wiele ukrytych pocisków i niewypałów. Nawet jeśli miał kto i z czym iść w pole, nie wiadomo było, czy będzie mu dane z niego wrócić.

Wspomnienia spisała Izabela Piechota.

Tragiczny los rodziny


Komentarze (0)

Dodanie komentarza oznacza akceptację regulaminu. Treści wulgarne, obraźliwe, naruszające regulamin będą usuwane.

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu korso.pl. Agencja Wydawniczo Reklamowa Korso Spółka z o.o. z siedzibą w Mielcu, ul. Biernackiego 1/4, 39-300 Mielec jest administratorem twoich danych osobowych dla celów związanych z korzystaniem z serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.

Pozostałe