Spełniają marzenia fanów motoryzacji. Niezwykłe historyczne samochody powstają pod Mielcem

  • 10.08.2018, 09:24
Spełniają marzenia fanów motoryzacji. Niezwykłe historyczne samochody powstają pod Mielcem JZ Lech Kowalski (z prawej) repliki samochodów wyścigowych z lat 60. ubiegłego wieku buduje od 11 lat. W prowadzeniu tego niezwykłego biznesu pomaga mu syn Karol (z lewej), który o autach może opowiadać godzinami.
Kto nie marzył, by choć raz poprowadzić takie auto – Shelby Daytona Coupe, wielką legendę sportów motorowych, dzieło Carolla Shelby`ego, które debiutowało w 1964 roku, a potem błyskawicznie zapisało się złotymi zgłoskami w historii motoryzacji. Dziś takie samochody powstają pod Mielcem. Ich produkcją zajmują się prawdziwi pasjonaci czterech kółek.

Na pierwszy rzut oka są jak ogień i woda i poza tężyzną fizyczną nie mają żadnych wspólnych mianowników. Wystarczy jednak zamiana kilku zdań, aby taką opinie zmienić o 180 stopni. Lech Kowalski i jego syn Karol to prawdziwi pasjonaci motoryzacji, którzy o samochodach mogliby rozmawiać godzinami.

Pasja jest wszędzie

Wystarczy zrobić kilka kroków po pracowni Kowalskich, aby zdać sobie sprawę, że wszystko, co jest tu wykonywane, robione jest z ogromną pasją. Właściciele firmy Caro Cars wiedzą, że bez niej nie udałoby się nic osiągnąć. Ten duet pracuje ze sobą już od ponad dekady i rozumie się doskonale. Ojciec – postawny wysoki mężczyzna, wielokrotny uczestnik i medalista mistrzostw Polski w rzucie młotem. To właśnie sport sprowadził go do Mielca. W latach młodości trafił do Lekkoatletycznego Klubu Stal Mielec, gdzie święcił swoje największe sukcesy. Po zakończeniu kariery podjął pracę w jednej z mieleckich firm, zajmującej się konstrukcją maszyn.  Syn to absolwent filologii angielskiej. Spokojny i rozważny. O samochodach może rozmawiać godzinami. 

– Jak to się wszystko zaczęło? – zagaduję Karola, który przez kilka minut pokazywał mi zdjęcia samochodów, wykonanych wspólnie z tatą. – 11 lat temu do jednej z mieleckich firm branży motoryzacyjnej, w której pracował mój tata, przyszła oferta na skonstruowanie samochodu opartego o legendarny model Scarab – wspomina Karol Kowalski. -  Ojciec szybko zdecydował, że podejmie się tego wyzwania.

Zadanie zbudowania repliki modelu Scarab nie było jednak łatwe. Okazało się, że pierwotnie wyprodukowano jedynie trzy takie samochody. Jeden z nich rozbił się w wyścigu. Drugi był w rękach kolekcjonera, który nie miał zamiaru go udostępniać. Ostatni egzemplarz udało się zlokalizować w jednym z amerykańskich muzeów motoryzacji. Problem polegał na tym, że jego władze nie wyraziły zgody na jego dotknięcie. – Ludzie ze Stanów wymierzyli go bez dotykania – mówi Karol Kowalski, który wspólnie z tatą prowadzi firmę Caro Cars. – Dodatkowo udało im się wykonać wiele zdjęć. Dosłali nam również fotografie archiwalne, czarno – białe – wspomina.  

Mimo tak wątłej bazy danych, mielczanie zabrali się do pracy. Gdy efekt był gotowy, ich zleceniodawca nie mógł uwierzyć własnym oczom. Choć brakowało wielu szczegółów i informacji, spod rąk Lecha i Karola Kowalskich wyszła tak wierna replika, że mówiono bez wątpliwości – to oryginał. W środowisku międzynarodowych kolekcjonerów samochodów wyścigowych szybko zaczęło się mówić o mielczanach. Zaczęły napływać również kolejne zamówienia. – Tak zaczęła się nasza przygoda, która trwa już ponad dekadę – mówi Lech Kowalski.

Marzenie każdego

Po niewątpliwym sukcesie, jakim było skonstruowanie repliki modelu Scarab, do Mielca nadeszły kolejne oferty. W chwili obecnej Kowalscy nie mają żadnego działu marketingu, nie muszą reklamować się na poczytnych portalach czy branżowych stronach internetowych. Markę w środowisku udało się wyrobić dzięki kolejnym udanym konstrukcjom. Do tego udało się nawiązać współpracę ze znanym wśród miłośników zabytkowych bolidów dystrybutorem. To on pomógł zadomowić się mielczanom na rynku. Zamówień jest naprawdę sporo.

Od pewnego czasu do Trześni pod Mielcem przychodzą zamówienia głównie na samochód  Shelby Daytona Coupe. Ten przepiękny samochód wyścigowy debiutował pod koniec 1964 roku. Przed ówczesnymi konstruktorami postawiono jasny cel - zdetronizować Ferrari i ich GTO w prestiżowej klasie GT. Nie jest to ciężki samochód. Waży ok. 1043 kilogramy.  

 Shelby Daytona był prawdziwą rakietą - do pierwszej setki potrzebował zaledwie 4,1 sekundy i bez najmniejszych problemów przełamywał granicę 300 km/h. Cobra nie ograniczała się tylko do pięknych cyferek, auto bardzo szybko potwierdziło swoją klasę na torach i błyskawicznie zdominowało klasę GT. Najważniejsze sukcesy to triumfy w 12-godzinnym wyścigu w Sebring 1964 i 1965, a także w słynnym 24-godzinnym Le Mans 1964. Piękna kariera tego samochodu skończyła się po kilku latach. Teraz pod Mielcem Kowalscy wskrzeszają legendę, a zadanie początkowo znów nie było łatwe. Model Shelby Dytona Cobra został wyprodukowany w oryginale jedynie w 6 egzemplarzach. Mielczanie poradzili sobie i z tym wyzwaniem.

Praca od podstaw

Budowa bolidu to z reguły kwestia kilku miesięcy. – To przede wszystkim praca długofalowa i wymagająca ogromnej precyzji i cierpliwości – wyjaśnia Karol Kowalski. – Budujemy samochody niemalże od zera i na wszystko trzeba czasu. Oczywiście dziś mamy dużo więcej doświadczenia niż jeszcze kilka lat temu, nie oznacza to jednak, że czas oczekiwania uległ diametralnemu skróceniu. Nic takiego się nie dzieje. Wszystko trzeba robić z jak największą starannością. Wbrew pozorom o błąd jest łatwo – zaznacza. Budowa samochodu wyścigowego składa się z kilku etapów. Każdy musi trwać określoną ilość czasu. Jak mówią Kowalscy – wszystko musi być zrobione z najwyższą starannością, a staranność zawsze wymaga precyzji i czasu. Co trzeba zaznaczyć, Kowalscy tworzą samochód w stanie surowym: karoseria, rama, panele wewnętrzne. To jedzie do klienta. Ten zamawia firmę, która wykonuje podwozie. Czasem nadwozia zamawiają także firmy, które sprzedają już gotowe auta. Cena nadwozia z Caro Cars, razem z elementami z pleksi, szybami, lampami, owiewkami, chłodnicą, zbiornikiem paliwa, zestawem owiewek na hamulce, to spory wydatek. A na wszystko trzeba czekać.

– Nie wszyscy klienci są jednak cierpliwi. Czasem okres oczekiwania wydaje się dla potencjalnego nabywcy za długi i klient po prostu rezygnuje – wyznaje Lech Kowalski. Niecierpliwych jest jednak coraz mniej. Prawdziwi fani i pasjonaci motoryzacji wiedzą, że na takie "cudo" trzeba odpowiednio poczekać. – W chwili obecnej to okres od sześciu do dziewięciu miesięcy – uściśla właściciel Caro Cars. 

 

Podziel się:
Oceń:
  • TAGI:

Komentarze (0)

Dodanie komentarza oznacza akceptację regulaminu. Treści wulgarne, obraźliwe, naruszające regulamin będą usuwane.

Przepraszamy, ale możliwość komentowania jest niedostępna.

Pozostałe