Józef Wójcik z Mielca odkrył tajemnice Kaszubów

Józef Wójcik z Mielca odkrył tajemnice Kaszubów
Wilk morski czy odkrywca tajemniczych historii rodem z Kaszub? Józef Wójcik wciąż czuje się kimś stąd, z okolic Mielca. Odkąd z rodzinnych stron ruszył na Wybrzeże, wiele się w jego życiu dzieje...

Góralem został nazwany przez przypadek. Nigdy też nie prostował, że Podkarpacie, z którego części pochodzi, jest od gór jednak dość daleko. - Dla mieszkańców Wybrzeża Podkarpacie to góry i niech tak zostanie - żartuje pan Józef. I od tego żartu zaczyna opowieść, przy której przygody Jamesa Bonda wydają się dziecinnymi igraszkami.
18 w skali Beauforta

 Urodził się w Książnicach w 1947 roku. W Mielcu skończył LO. W 1965 wyjechał nad morze, na studia. Tam najpierw skończył Akademię Marynarki Wojennej w Gdyni i został inżynierem nawigatorem. Później Wyższą Szkołę Morską. Od 1970 do 1987 roku był wykładowca w cywilnej Akademii Morskiej. - W rodzinne strony już nie wróciłem - mówi Józef Wójcik - ale żonę też mam stąd, z Podleszan - dodaje i zapewnia zaraz, że nigdy nie zapomniał o tych stronach, bo nie było takiego roku, żeby nie przyjechał tu choć raz.

Ale Wybrzeże wciągnęło go nie na żarty. Został prawdziwym wilkiem morskim.  Pływał na wszystkich rodzajach statków: pasażerskich, kontenerowcach, masowcach, drobnicowcach, żaglowcach, bo zdobył wszystkie uprawnienia. Jako kapitan statku dwukrotnie udzielał morskiego ślubu. W afrykańskiej dżungli znalazł opuszczoną wioskę murzyńską. Uczestniczył w ekspedycjach arktycznych i antarktycznych. Jakby tego było mało, kandydował też na prezydenta RP i w kwietniu 2010 roku był w Smoleńsku podczas 70 rocznicy zbrodni katyńskiej. Tyle, że pociągiem, dlatego wciąż  żyje.

 - Nigdy nie traktowałem pływania wyłącznie jako pracy dla pieniędzy - zapewnia pan Józef. - To było hobby, przygoda. Na morzu przeżyłem niesamowite chwile, wśród nich i te straszne, kiedy dopadł mnie sztorm - była składana 18 w skali Beauforta. 12 to najwięcej - czyli wiatr o prędkości do 65 węzłów, a mnie zdarzyło się przeżyć przy wietrze o prędkości 95 węzłów. Wszystko wokół się waliło. I wtedy przyszła do głowy myśl, żeby o tym wszystkim napisać.

 
Tak jak Hemingway

 

- Jestem matematykiem z upodobania i  dyslektykiem polonistą - żartuje się z siebie Józef Wójcik. - Zawsze robiłem błędy. Dlatego wszystkim dziś mówię, że piszę za pokutę.

Już jako uczeń miał wszelkie predyspozycje do tego, by zostać pisarzem. Umiejętność zapamiętywania, wyobraźnię. Niestety, fotograficzna pamięć nie obejmowała nigdy zasad pisowni: ani interpunkcji, ani ortografii. Dlatego pod jego wypracowaniami szkolnymi poloniści pisali: "Treść fantastyczna, ortografia skandaliczna".

Pisarzem został w 1995 roku. I jak przekonuje dziś, zaczął pisać tak późno, bo czekał na komputery, które poprawią jego błędy. - Nie ma się co wstydzić dysleksji - mówi pan Józef. - Jestem w doborowym towarzystwie. Dyslektykami byli Hemingway, Żeromski, a nawet Einstein.

 

 
Szczęśliwa 12

 

Do tej pory napisał 12 książek. Podczas gdy pierwsze z nich były o tematyce marynistycznej, w kolejnych przeszedł do tematyki biograficznej, później historii Kaszub. Udało mu się nawet odkryć nieznane dotąd tajemnice Kaszub i mieszkańców tych terenów. I były to nie lada tajemnice, bo jak się okazało, o wielu z nich nie wiedzieli nawet sami Kaszubi.

Podczas wodowania jednej z książek z cyklu historycznego prezes Zrzeszenia Kaszubsko - Pomorskiego powiedział:  "Nam, Kaszubom, zabrakło śmiałości, by napisać o pewnych rzeczach. Dopiero góral musiał napisać historię Kaszub. - Nigdy tego nie prostowałem, że spod Mielca w góry jest dość daleko - śmieje się pan Józef. - Dla ludzi morza Podkarpacie to już góry i niech tak zostanie.

Józef Wójcik poznawał kaszubskie dzieje dzięki ludziom, których los stawiał na jego drodze. Wśród nich była m. in.  niania jego dzieci - rodowita Kaszubka, która była dla niego jak druga mama.

 
 Wodowanie książki

 

10 października na Darze Pomorza odbyło się wodowanie, czyli promocja,  ostatniej książki Józefa Wójcika - "Kaszubskie losy część II.  Powstanie miasta z marzeń i morza" . Przyszły prawdziwe tłumy miłośników twórczości  tego autora.

Była, jak to przy wodowaniu, matka chrzestna, była też  laudacja i patronat wszystkich znaczących mediów z Wybrzeża. Patronat honorowy nad tym wydarzeniem objęło Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego.

I kiedy wszyscy świętowali literackie wydarzenie, autor "Kaszubskich losów" zaczął już obmyślać trzeci tom...

Katarzyna Sobieniewska-Pyłka
Podziel się:
Oceń:
  • TAGI:

Komentarze (0)

Dodanie komentarza oznacza akceptację regulaminu. Treści wulgarne, obraźliwe, naruszające regulamin będą usuwane.


Pozostałe