Niewidoczna inwestycja

  • 28.09.2017, 15:57
  • Małgorzata Skóra
Niewidoczna inwestycja fot. S.Burek
Otwarcie długo remontowanego placu Armii Krajowej w Mielcu wydawało się być wielkim wydarzeniem. Wszyscy z ciekawością oczekiwaliśmy na efekty prac. Wielkie było zaskoczenie, gdy okazało się, że zmiany w wyglądzie placu są niewielkie.

Wiele osób wręcz nie dowierza, że na remont pacu AK przeznaczono ponad 1 mln 172 tys. złotych. - Brakuje nam mieszkań socjalnych, a miasto przeznacza tyle pieniędzy na plac, który po remoncie wygląda tak samo – mówi pani Krystyna.

- Na co poszły te pieniądze, skoro efektów nie widać? – pytają inni mieszkańcy miasta. Niezmieniony wygląd placu może budzić wątpliwości, zważywszy, że był on zamknięty bardzo długo, bo prawie pół roku.

- Trudno było robić jakąś rewolucję, która byłaby jeszcze droższa niż ta, jaką zakładaliśmy. Przeprowadziliśmy remont nawierzchni, ponieważ okazało się, że na tę wykonaną wcześniej mogły wjeżdżać jedynie samochody lekkie. Nie przewidywano takiego obciążenia, na jakie w rzeczywistości był plac narażony, chociażby wtedy, gdy ustawialiśmy scenę na różne  imprezy – wyjaśnia zastępca prezydenta Mielca, Tadeusz Siemek.

Gdy na placu rozkładano scenę, wjeżdżały  samochody ciężarowe, pod masą których płytki zaczęły pękać. Dlaczego jednak zmian w wyglądzie płytek na pierwszy rzut oka nie widać?

- Dana partia kamienia jest niepowtarzalna, np. pod względem koloru, pękniętych płytek nie dało się więc od tak zamienić, wykonawca musiał zamówić specjalny ich rodzaj i dobrać je, jak w przypadku wymiany elementów fontanny. Dlatego też był pewien przestój w prowadzonych przez firmę pracach, która czekała na dowóz materiału – mówi Siemek.  - Remont placu był proponowany już dawno, przyszedł jednak taki moment, że trzeba było go zrobić.  

Kosztowna nawierzchnia
Aby rozwiać wątpliwości co do wysokości kwoty tej inwestycji, poprosiliśmy urząd miasta o kosztorys. Wynika z niego, że przeprowadzone przez firmę Budimex prace rzeczywiście były drogie. Same pomiary placu oraz prace rozbiórkowe wynikające ze ściągnięcia nawierzchni wyniosły ponad 100 tysięcy złotych. Najbardziej kosztowna była wymiana uszkodzonych płytek wraz z podbudową, która wyniosła niemal 500 tysięcy złotych. Nie wszystkie płytki zostały wymienione na nowe.

- Część  placu wykonana została w taki sposób, że nośność była zachowana, np.  w miejscu, gdzie ustawialiśmy scenę, były mniejsze zniszczenia niż na pozostałej części placu, gdzie  płytki były zbyt cienkie, a podbudowa zbyt słaba. Tam właśnie trzeba je było zmienić - mówi Siemek.

Po co te szubienice?
Wymiana elementów małej architektury, w tym okładzin ścian szubienic czy uzupełnienie zniszczonych płytek fontanny, wyniosła ponad 300 tys. złotych.

- Ramy szubienic były wymieniane kilka lat temu. Płyty granitowe odpadały z nich, zrobiliśmy wtedy okładzinę z tych samych płytek, wykonaliśmy jednak metalowe wzmocnienia w postaci ramek, które trzymały płytki granitowe, żeby nie odpadły. Teraz natomiast zostały one zdjęte i zastąpione okładziną ze specjalnego szkła, ramy te zostały też podświetlone - mówi zastępca prezydenta. 

- Po co są te szubienice potrzebne, przecież to niczemu nie służy? - pyta z kolei pan Fryderyk z Mielca.

- Ramy te przy projekcie pierwotnym miały założenie pełnić pewną funkcję, w ich wewnętrznej części pojawiły się kioski, przystanki, pozostałe miały być wykorzystane np. do handlu kwiatami. Odstąpiliśmy jednak od tego pomysłu, by na placu nie powstały stragany w sposób niekontrolowany - odpowiada Tadeusz Siemek.

Pod ziemią stworzono natomiast przyłącza do kurtyn wodnych, które wyniosły najmniej, bo niecałe 35 tysięcy. W tej chwili są dwie takie kurtyny, które montowane są na placu w upalne dni. - Wytwarzają one mgłę wodną, mają zamontowany czujnik temperatury,  więc gdy jest upalnie, to same się włączają - mówi Siemek.

Drogie te prace
Wszystkie te prace razem, do których doliczono jeszcze podatek VAT, złożyły się na tę kosmiczną, milionową kwotę.

- Generalnie roboty budowlane w tym roku są dużo droższe. Mamy kilka przetargów, w których kosztorysy inwestorskie były na niższym poziomie, życie jednak pokazało, że prace te były  w rzeczywistości dużo droższe - wyjaśnia Siemek.

Małgorzata Skóra
Podziel się:
Oceń:
 

Komentarze (3)

Dodanie komentarza oznacza akceptację regulaminu. Treści wulgarne, obraźliwe, naruszające regulamin będą usuwane.

J24
J24 29.09.2017, 22:37
sytuacja jak z filmu barei, ,, najbardziej dochodowe są słomiane inwestycje... ,, dlaczego mieleccy pis-owcy nie zajmą się tematem
pisze co widze
pisze co widze 28.09.2017, 22:18
dlaczego mnie to nie dziwi?
a moze NIK by sie tym zajal?: czuje lapokwe z daleka. a moze sprawdzic kto ma nowa fure, a kto byl ostatnio na Kanarach?
acha tydzien temu wrocilem z Mielca, widzialem ten plac-MASAKRA

jak i wiele innych nietrafionych inwestycji. fajnie sie wydaje spoleczne pieniadze, a przy okazji zawsze mozna cos ugryzc
Adam
Adam 28.09.2017, 21:48
Skoro wcześniej zostało żle zrobione to dla czego nie ma winnego !!! co to piekarze robili ? kto za to odpowiada Ci ludzie przecież jeszcze żyją {może nawet piastują jakieś odpowiedzialne funkcje } niech odpowiadają za decyzje i wykonanie Po co plany zatwierdzenia nadzór nad budową itd itp Gdzie odpowiedzialność za zmarnotrawienie naszych pieniędzy ?? Ano nie ma i nie będzie !! winni się rozpłynęli we mgle polskiej bezkarności :-) A ty Człowiecze pomyl się o drobinę to się dowiesz jak prawo na ciebie działa :-(


Pozostałe