Kobieta z charakterem

  • 15.09.2017, 05:00
  • Marietta Mateja Nowak
Kobieta z charakterem mm
Ciężką pracą można osiągnąć wszystko, czego się pragnie. Udowodniła to Sylwia, której udało się awansować na wysokie stanowisko w jednym z największych banków w Londynie. Nie zawahała się jednak wrócić do Mielca, by z powodzeniem rozkręcić swój biznes.

Z Mielca do Londynu wyjechała, mając 18 lat. Od dawna sygnalizowała, że będzie studiować w Anglii, ale nikt nie traktował tych słów poważnie. Sylwia jednak dopięła swego i wraz koleżanką w 1999 zamieszkały w wynajętym pokoju w stolicy Wielkiej Brytanii. 

Prestiżowe studia
Sylwia Stefanowicz dostała się na jedną z najlepszych uczelni na świecie - London School of Economics. Wybrała kierunek bankowość i finanse. Jak sama mówi, pierwszy rok był bardzo ciężki. - Nikogo nie znałyśmy, będąc daleko od domu, nie mogłyśmy liczyć na niczyją pomoc. Pamiętam, gdy poszłyśmy do salonu z telefonami, wyszłyśmy z pustymi rękami, nic nie rozumiałyśmy z tego, co do nas mówiono, a byłyśmy pewne, że nasz język jest fantastyczny - wspomina Sylwia, która pasjonowała się angielskim. 

Wyjazd na Wyspy w tamtych czasach nie był jeszcze tak popularny i prosty jak dzisiaj, więc Sylwia przecierała dopiero emigracyjne ścieżki. Koszt studiów i życia w Anglii jest duży, więc mielczanka musiała pracować na swoje utrzymanie. Początkowo był to McDonald, który okazał się szkołą życia.

 - Praca przy najruchliwszej ulicy w Londynie była ciężka, często nie miałam czasu nawet na zjedzenie posiłku. Początkowo moje życie opierało się tylko na nauce i pracy - mówi Sylwia. Szybko okazało się także, że studia w obcym języku to kolejne wyzwanie, z którym musiała się mierzyć. - Pierwszy rok to tak naprawdę studiowanie języka, a nie kierunku, na którym byłam. Nie chodzi nawet o to, że nie przerabialiśmy takiego słownictwa w szkole, ale Polska była na zupełnie innym etapie ekonomicznym i pewne określenia, terminologia z zakresu biznesu czy finansów były tu nieznane - komentuje Sylwia. 

Na głęboką wodę
Przyjaciele i rodzina Sylwii określają ją jako bardzo odważną kobietę, lecz według niej to kwestia charakteru. Gdy pojawiło się ogłoszenie, że największy bank na świecie szuka pracownika do obsługi klienta, reakcja Sylwii była naturalna. Wysłała swoje zgłoszenie. Dostała zaproszenie na rozmowę kwalifikacyjną, pierwszą w życiu tak poważną, trwającą ponad godzinę.

 - Musiałam zrobić dobre wrażenie, bo zaproponowano mi od razu lepsze stanowisko - uśmiecha się Sylwia, która dzisiaj przyzwyczajona jest do trzygodzinnych rozmów kwalifikacyjnych w obecności niekiedy sześciu osób decyzyjnych. 
-  Przez wiele lat  wspinałam się po szczeblach kariery. Na moim ostatnim stanowisku w HSBC pracowałam nad strategią globalną dla banku, czyli wdrażaniem konceptu, jak obsługiwać międzynarodowe biznesy na całym świecie. To bardzo ekskluzywna pozycja, nade mną byli już najwyżsi dyrektorzy banku - dodaje.

 Sylwia kieruje się zasadą, by robić w życiu to, w co się wierzy. Jak mówi, wszystko, co ją spotkało, to zasługa ciężkiej pracy, a nie szczęścia, jak niektórym może się wydawać. - Podczas pracy w banku miałam możliwość współpracować z przedstawicielami wielu biznesów, mniejszego i większego kalibru, z osobami z różnych branż, często pracowałam nad ogromnymi transakcjami. Sylwia zawsze miała wiele inicjatywy i w tym chyba tkwi źródło sukcesu. Stała na czele oddziałów HSBC, zajmujących się obsługą polskich biznesów w Anglii. Chętnie udziela się w akcjach charytatywnych. Współpracowała z radiem BBC, londyńską prasą i izbami handlowymi, gdzie udzielała eksperckich wypowiedzi.

Spełniając marzenia
Mogłoby się wydawać, że Sylwia Stefanowicz miała wszystko, o czym wielu młodych ludzi marzy. Praca w renomowanej firmie, ugruntowane stanowisko, pokaźna pensja, przyjaciele, ale jej marzeniem było posiadanie własnego biznesu z siedzibą we własnym mieście. Dzięki sieci kontaktów, które zdobyła, żyjąc w Londynie, natrafiła na asortyment bielizny renomowanych producentów, który w jej odczuciu idealnie sprawdziłby się w Polsce.

 - W pewnym momencie w życiu, gdy osiąga się sporo, ma się ochotę na jeszcze więcej, szuka się nowych wyzwań i chęci realizowania marzeń. Dzięki pracy w HSBC mogłam jechać do Dubaju, do Nowego Jorku, ale cały czas robiłabym to samo - tłumaczy Sylwia. Złożyła wypowiedzenie. - Znajomi i przyjaciele myśleli, że oszalałam. Dyrektor banku nie krył zdziwienia, ale rozstaliśmy się w dobrych relacjach, wiem, że zawsze mogę tam wrócić. Nie lubię palić za sobą mostów. 

Do Mielca wracała z młodzieńczym sentymentem, mając w głowie ambitny plan o własnym biznesie. Dziś mija siedem miesięcy, odkąd Sylwia prowadzi firmę. Jej outlet z bielizną ma już 12 punktów sprzedażowych na terenie kraju. Ale Sylwia planuje ciągły rozwój działalności. Chce, by jej bielizna była dostępna także poza granicami Polski, prowadzi rozmowy na Ukrainie i Białorusi. 

Ostatni rok w życiu Sylwii to spora zmiana, ale jak mówi, warto podejmować ryzyko. Po tak długiej nieobecności w Mielcu można mieć wrażenie, że wszystko zaczyna się od nowa, że wszystko trzeba jeszcze raz wypracować. 

- Wiem, że trudno jest prowadzić firmę w Polsce, ale chcę udostępnić dobrej jakości produkt w cenach outletowych. Każda kobieta pragnie dobrze wyglądać i czuć się piękna, ale niestety nie zawsze sobie może na to pozwolić. Chciałabym to zmienić poprzez moją inicjatywę. Co do mieleckiego rynku, uważam, że warto zdobyć mieleckie serca i mam nadzieję, że mi się to uda poprzez atrakcyjne oferty sprzedażowe i obsługę klienta na wysokim poziomie - kończy Sylwia Stefanowicz.

Marietta Mateja Nowak
Podziel się:
Oceń:
 

Komentarze (0)

Dodanie komentarza oznacza akceptację regulaminu. Treści wulgarne, obraźliwe, naruszające regulamin będą usuwane.


Pozostałe