Popołudnie z... Pawłem Wilkiem

  • 20.08.2017, 08:19
  • Marietta Mateja Nowak
Popołudnie z... Pawłem Wilkiem fot. AŁ
W piłkę ręczną gra od zawsze. To cały jego świat, w którym miejsce znalazła też jego sportowa rodzinka. Do szczęścia brakuje mu tylko... teleskopu.

Na oficjalnej stronie SPR Stali Mielec w diagramie opisującym Pawła Wilka na pytanie "od kiedy w Stali" widnieje całkowicie prawdziwa odpowiedź "od zawsze". "Wales" jest symbolem Stali, kibice twierdzą, że Stal bez Pawła nie byłaby tą samą Stalą i nie wyobrażają sobie bez niego ukochanego klubu.

Piłka ręczna
Zazwyczaj życie sportowca to życie na walizkach. Ciągłe wyjazdy, treningi, ale i zmiany barw klubowych. Rzadko zdarza się, by zawodnik całą karierę spędził w jednym klubie. Paweł Wilk jest wyjątkiem. To w Stali zaczął swoją karierę i tu gra już od wielu lat. Pracował z wieloma trenerami, jak mówi, od każdego czegoś się nauczył. Obecnie trenerem "Czeczeńców" jest Krzysztof Lipka - dobrze wszystkim znany bramkarz Stali i kolega Pawła.

- Rzucamy do jednej bramki, zależy nam, by wszystko było jak najlepiej. Współpraca z Krzyśkiem oparta jest na dialogu. Zawsze się nas pyta, czy nie jest za ciężko, czy wszystko jest dobrze - tłumaczy Paweł. - Wiadomo, że teraz jest przede wszystkim trenerem, a jak każdy trener ma swoje metody, cele, do których dąży, to jest naturalna rzecz. Najważniejsze, że nasze cele się pokrywają - dodaje.

Wyjazd do innego miasta i klubu kusił Pawła, lecz gdy jest rodzina, to nie jest to już takie proste. Paweł jest doświadczonym zawodnikiem, więc do sportu podchodzi ze spokojem. Jak mówi, ma pracę, którą lubi, i to jest duże szczęście. Po zakończeniu ligi, gdy ma  miesiąc wolnego, tęskni za treningami i meczami. -  Miesiąc bez piłki ręcznej to bardzo dużo. Jeśli chce się grać na wysokim poziomie, to nie da się nawet w przerwie od gry nic nie robić, trzeba pobiegać, iść na siłownię - przekonuje skrzydłowy Stali.
 
Paweł nie zastanawia się jeszcze, co będzie robił po zakończonej karierze. Chce grać tak długo, na ile pozwoli mu zdrowie. 
 
Rodzina najważniejsza
Było ich dziewięcioro. Sportowe geny odziedziczyli po mamie, która pchała kulą i rzucała dyskiem. Na swoim koncie ma zresztą rekord województwa rzeszowskiego. Tata także lubił sport, uprawiał go hobbistycznie. Nic zatem dziwnego, że większość  rodzeństwa jest ze sportem za pan brat.

Dwie siostry Pawła są siatkarkami, związanymi obecnie z klubem w Pile, jedna z nich - Agata wyszła za mąż za znanego szczypiornistę Adama Babicza, z którym poznała się w Mielcu. - Szwagier gra obecnie w Głogowie, dzieli ich 200 km. Takie jest właśnie życie sportowca - opowiada Paweł. Jeden z braci mieszka w Gdańsku, gdzie związał się z siatkarką, drugi brat mieszka w Krakowie, tam pracuje i gra w piłkę nożną. Do sportu namawiała ich mama  - Zachęcała nas do trenowania, nie chciała, byśmy przesiadywali pod blokiem. Sport uczy dyscypliny, dążenia do celu - dodaje skrzydłowy.

Spotkania rodzinne wyglądają bardzo okazale, najbliższa rodzina liczy prawie 40 osób, więc zwykły obiad to prawdziwe przyjęcie. Podobnie prezentują się wspólnie oglądane mecze i kibicowanie. - Rodzice podchodzą do sportu bardziej emocjonalnie, my trochę mniej, wiemy, jak wygląda to z drugiej strony - tłumaczy Paweł.

Żona i dzieci
Swoją żonę Paweł spotkał w 2010 roku, to on zrobił pierwszy krok, by ją poznać. Trzy lata później wzięli ślub. Mają dwóch synów - Aleksandra i  kilkumiesięcznego Adama. Decyzję, czy zajmą się sportem, zostawia im. - Mogę im pomóc, zachęcić, ale ostatecznie to musi być ich inicjatywa - zapewnia Paweł.

Czas wolny starają się spędzać aktywnie, grają w piłkę, jeżdżą na rowerach. Żona Pawła zaszczepiła w nim pasję do zwiedzania. Mimo że jako sportowiec sporo jeździ, to na rodzinny wypad nad wodę czy w góry zawsze stara się mieć siłę, choć to nie jest takie łatwe. Profesjonalny sport wymaga odpowiedniego odpoczynku i regeneracji. 
Ostatnio w głowie Pawła zrodził się oryginalny pomysł - wymarzył sobie teleskop, by w ciszy i spokoju relaksować się, patrząc w gwiazdy. Niestety, solidny sprzęt sporo kosztuje, więc marzenie o teleskopie musi na jakiś czas odłożyć. Choć, jak sam mówi, to nie jest najważniejsze, ważne jest zdrowie. Zatem tego zdrowia, ale i teleskopu mu życzymy.

Marietta Mateja Nowak
Podziel się:
Oceń:
 

Komentarze (0)

Dodanie komentarza oznacza akceptację regulaminu. Treści wulgarne, obraźliwe, naruszające regulamin będą usuwane.


Pozostałe