Jak z amerykańskiego snu

  • 25.07.2017, 15:57
  • Marietta Mateja-Nowak
Jak z amerykańskiego snu mm
Życie pana Janusza jest jak film, który oglądałoby się z zapartym tchem, czekając na rozwój wydarzeń. I to film produkcji polsko-amerykańskiej, bo jego początki sięgają Mielca, następnie akcja przenosi się do USA.

Janusz Młynek chodził do Technikum Mechanicznego w Mielcu. Grał w piłkę nożną z Grzegorzem Lato w jednej drużynie i szło mu to całkiem nieźle. Do szermierki trafił zupełnie przypadkiem. Przed spartakiadą szykowano reprezentantów z poszczególnych dyscyplin. Tak się złożyło, że w Mielcu brakowało szermierzy.  Po dwóch tygodniach nauki szermierki wystartował w pierwszych w swoim życiu zawodach. Na 9 powiatów zajęli 8. miejsce. I tak się wszystko zaczęło. Młynek, Żola, Lechociński i Drożdżowski - te cztery nazwiska chłopaków z Mielca zaczęły odgrywać ważną rolę w świecie szermierki. 

Szermierka
Szermierka składa się z trzech konkurencji - floretu, szpady i szabli. - W szpadzie zadaje się pchnięcia w całe ciało. We florecie liczy się tylko korpus, bez rąk i głowy. W szabli natomiast całe ciało, dodatkowo nie zadaje się pchnięć, a raczej cięcia, niczym Wołodyjowski - tłumaczy pan Janusz. - W Mielcu zajmowałem się szpadą i byłem nawet mistrzem województwa, ale w szabli też odnosiłem sukcesy - dodaje.

Ciągnęło go do piłki nożnej, lecz w szpadzie kusiły podróże, początkowo do Rzeszowa, ale z czasem po całej Polsce. Każdy kolejny sukces mobilizował pana Janusza do cięższej pracy, coraz bardziej zależało mu na sporcie. Marzył także o igrzyskach olimpijskich, o które się otarł, niestety życie potoczyło się innym torem. Szermierz dostał powołanie do wojska. Legia potrzebowała dobrych sportowców, stąd Młynek i Lechociński znaleźli się wśród 120 sportowców. CWKS Legia Warszawa wybrała 29 najlepszych z nich. Janusza Młynka wyczytano jako ostatniego - 29 sportowca, przed którym otworzyły się drzwi do ogromnej kariery. 

W pierwszym turnieju Legii Janusz Młynek zajął ostatnie miejsce, będąc jednocześnie mistrzem województwa, wtedy rzeszowskiego, co ukazuje ogromną przepaść i różnice poziomów między Mielcem a Warszawą. Legia miała najlepszych trenerów, świetny sprzęt, sale treningowe, w których sportowcy spędzali większość dnia. Niestety, w pewnej chwili zabrakło kogoś, kto doradziłby panu Januszowi pozostanie w stolicy. Wrócił do Mielca.

Ameryka
Pewnego dnia Janusz Młynek po namowie kolegi zaczął ubiegać się o wizę do Kanady, której wkrótce został szczęśliwym posiadaczem. Wyruszył do Montrealu za kolegą.

- Stamtąd chciałem wjechać do Stanów Zjednoczonych, ale mnie nie wpuścili, podejrzewając, że będę chciał tam zostać na stałe. Cofnąłem się do Kanady, bo miałem wybór: albo to, albo deportacja - opowiada szermierz. Jednak szczęście pana Janusza nie opuściło, udało mu się wylosować wizę wraz z zieloną kartą z Kanady do Stanów Zjednoczonych. - To była loteria, losowanie z całego świata. Nie jechałbym, ale skoro już mnie wylosowali, a inni ludzie czekali na to latami, to żal było nie skorzystać. Spakowałem się na dwa miesiące, a zostałem 25 lat - mówi pan Janusz.

Tam początkowo pracował na budowach i w fabrykach, mieszkał u znajomych, później wraz z rodziną wynajęli mieszkanie. Po prawie trzech latach zgłosił się do Polskiej Fundacji Kulturalnej w Clark. Zaproponował darmowe lekcje szermierki dla polskich dzieci. Zgodzili się od razu. Początkowo przychodziło dwoje, troje dzieci, później nieco więcej. Przełom nastąpił, gdy pan Janusz wziął udział w mistrzostwach New Jersey, które wygrał. O tym wydarzeniu zaczęły rozpisywać się nowojorskie gazety, a nazwisko pana Janusza zaistniało w świadomości Amerykanów. Zdobycie złota na tak prestiżowych zawodach stanowiło najlepszą reklamę dla zajęć, które prowadził.

Więcej w 30 numerze Korso

Marietta Mateja-Nowak
Podziel się:
Oceń:
 

Komentarze (0)

Dodanie komentarza oznacza akceptację regulaminu. Treści wulgarne, obraźliwe, naruszające regulamin będą usuwane.


Pozostałe