Uwaga na list z kancelarii

  • 18.06.2017, 15:57
  • Msk
Uwaga na list z kancelarii fot. kamienskie.info
W ostatnim czasie wielu z nas otrzymało list z kancelarii prawnej z informacją, że ściągnęliśmy z internetu nielegalne pliki. Czy coś nam za to grozi? Czy ktoś najzwyczajniej w świecie chce wyłudzić od nas pieniądze?

Jeśli internauta pobrał film i go obejrzał, to złamał prawo, ale nie popełnił przestępstwa, tylko czyn niedozwolony.

Jeśli natomiast udostępnił film, zgodnie z przepisami stał się przestępcą. Taka właśnie sytuacja ma miejsce przy pobraniu torrentów, które automatycznie umożliwiają dzielenie się plikiem z innymi.

Tymczasem w profesjonalnym liście, w którym podane są nasze dane, w tym IP komputera, wymienione są konkretne pliki, które ściągnęliśmy. Powagi sytuacji dodaje doręczone do listu pełnomocnictwo firmy, którą kancelaria reprezentuje. W treści podana jest też wartość ściągniętych przez nas plików, która zazwyczaj wynosi kilkadziesiąt tysięcy złotych. Znajduje się też w nim data i godzina, kiedy złodziejskiego procederu mieliśmy się dopuścić. Są to jednak zdarzenia nawet sprzed kilku lat. Trudno jest więc nam sobie taką sytuacje przypomnieć. Niepewność jednak pozostaje.

Tymczasem nadawca informuje nas, że zostaliśmy przyłapani na gorącym uczynku. Kara więc nas nie ominie i sprawa zostanie przekazana do prokuratury. Jest jednak pewna możliwość, aby temu zapobiec. Jak informuje kancelaria, jedynym warunkiem uniknięcia konsekwencji jest ugoda polegająca na zapłacie za skradzione pliki. Nadawca jednak idzie nam na rękę, żądając jedynie części tej kwoty. Tutaj pojawia się suma około 1000 złotych. - Przyszedł do mnie list z kancelarii z Gdańska, w którym zagrożono, że jeśli nie zapłacę tej kwoty, sprawa zostanie przekazana do prokuratury. Nie przypominam sobie, abym kiedykolwiek ściągała wymienione w liście pliki - mówi Krystyna. Kobieta wystraszyła się jednak, traktując sprawę poważnie. - Myślałam nawet o zapłacie tych pieniędzy - mówi. Nie zrobiła tego jednak i postanowiła poczekać.

Pewnego dnia do kobiety zapukała policja. Jak się spodziewała, ta przyszła w konkretnym celu. Prokuratura otrzymała od kancelarii zawiadomienie o przestępstwie. - Nie było mnie w domu, więc dostałam wezwanie na komendę - mówi. Tam kobieta dowiedziała się, że policjanci na wniosek prokuratury rutynowo sprawdzają donosy z wiadomej kancelarii. Gdy się okaże, że nie ma podstaw do wszczęcia postępowania, sprawa zostaje umorzona. Tak też było w przypadku Krystyny, która korzysta z rutera bezprzewodowego, na który teoretycznie każdy może się włamać.

Są osoby, które dadzą się wkręcić i kancelarii zapłacą. Ta wykorzystuje to i masowo szantażuje ludzi. Pamiętajmy, konsekwencje - jak na razie - grożą nam jedynie w przypadku rozpowszechnia cudzej własności i czerpania z tego korzyści majątkowej, o czym mówi art. 116. kodeksu karnego.

Msk
Podziel się:
Oceń:
 

Komentarze (0)

Dodanie komentarza oznacza akceptację regulaminu. Treści wulgarne, obraźliwe, naruszające regulamin będą usuwane.


Pozostałe