50 lat razem!

  • 15.06.2017, 05:00
  • mm
50 lat razem! fot. mm
W tym roku siedem par z Mielca świętuje złote gody, czyli 50 lat pożycia małżeńskiego! Małżonkowie zdradzili nam swoją receptę na tak długi związek.

Historie każdej z par są piękne i wzruszające, bo przeżyć w zgodzie 50 lat to marzenie wielu małżonków. Niestety, nie każdemu się to udaje. 

Pani Maria i Władysław Rybińscy mają trójkę dzieci, dwie córki i syna. Zgodnie przyznają, że nie potrafią bez siebie żyć. - Gdy nie widzimy się parę godzin, to zaraz jedno dzwoni do drugiego - mówi pan Władysław. - Poznaliśmy się przypadkiem. 

Spacerowałam z koleżanką... - zaczyna swoją opowieść pani Maria. - Chodzi się ulicą, mija wielu ludzi, na których nie zwraca się uwagi i nagle idzie ta dziewczyna. Widzi się tylko ją  i wtedy wiadomo, że to musi coś oznaczać - wtóruje żonie pan Władysław.

Parą byli przez pięć lat. Pan Władysław bardzo często przynosił swojej wybrance kwiaty, tak bez okazji. - Jestem starszej daty i uważam, że kwiatami powinno się obdarowywać na co dzień - mówi mąż pani Marii. Oświadczyn nie było: w przypadku państwa Rybińskich padło hasło "pobieramy się" i tak też zrobili. Przez te 50, lat jak sami mówią, było różnie. - Wesoło, fajnie, ale była też choroba, czekanie na męża, bo wyjeżdżał zawodowo. Teraz żałuję, że nie mógł z nami spędzać więcej czasu - mówi pani Maria. 

Na pytanie, jaka jest recepta na miłość, odpowiadają zgodnie, że najważniejsze to nie gniewać się na siebie. - Nigdy nie kładliśmy się spać obrażeni, zawsze każdy konflikt musieliśmy szybko rozwiązać. Lepiej się odezwać i przeprosić. Po prostu porozmawiać - twierdzi pan Rybiński. - W najgorszym wypadku wykrzyczeć, może wtedy ta druga osoba zrozumie, że źle zrobiła - śmieje się pani Maria.

Maria Rybińska ma 69 lat, jej mąż 75, ślub wzięli młodo - ona miała 18, a on 24 lata. Jak sami mówią, nikt nie wierzy, że są ze sobą tak długo. Na ich palcach błyszczą piękne obrączki. - To prezent od dzieci. Kiedyś obrączki były z tombaku, a te mają nas trzymać przy sobie przez kolejne 50 lat - mówi żona pana Władysława, który historię o ich miłości kończy słowami: - Jak między dwojgiem ludzi jest uczucie, to ono nigdy nie przeminie.

Bolesław Gujda, pokonując niemały kawałek drogi do szkoły, codziennie przechodził obok domu pani Krystyny. - Wpadłem jej w oko i tak się ze mną zaprzyjaźniła - mówi pan Bolesław. - Co ciekawe, do szkoły chodziłem z bratem bliźniakiem, ale żona wybrała właśnie mnie - dodaje. Zarówno pan Bolesław, jak i pani Krystyna, uwielbiali sport, zresztą tak zostało do dziś. - Ja grałem w piłkę, żona w siatkówkę, los chyba tak chciał, żeby połączyć sportowca ze sportowcem.

Po ukończeniu szkoły odbyły się zaręczyny, później ślub. Po trzech latach państwo Gujdowie doczekali się syna, potem dwóch kolejnych dzieci, rok po roku. Jeden z synów przebywa w Stanach Zjednoczonych, ale rodzina często się odwiedza. Córka jest nauczycielką, a drugi syn dyrektorem Melexu. Pan Bolesław nie ukrywa, że jest z dzieci bardzo dumny. -  Dużo czasu poświęcamy rodzinie, pomagamy im szczególnie w gotowaniu - mówi z uśmiechem mąż pani Krystyny. - Nie nudzimy się - dodaje.

Małżeństwo Gujdów ostatnie 50 lat wspomina dobrze. Para, podobnie jak wspomniani wcześniej państwo Rybińscy, uważa, że kluczem do sukcesu jest zgoda i wspólne dążenie do porozumienia. 

mm

Zdjęcia (6)

Podziel się:
Oceń:
 

Komentarze (0)

Dodanie komentarza oznacza akceptację regulaminu. Treści wulgarne, obraźliwe, naruszające regulamin będą usuwane.


Pozostałe