Udana promocja książki Andrzeja Szarmacha

  • 18.05.2017, 11:53
  • damian głodzik
Udana promocja książki Andrzeja Szarmacha fot. Krzysztof Lanka
Andrzej Szarmach to żywa legenda polskiej piłki nożnej oraz Stali Mielec. To osoba przypominająca najmłodszym kibicom biało-niebieskich o bogatej przeszłości podkarpackiego klubu, który dwukrotnie sięgał po mistrzostwo kraju. Taki był m.in. cel autorów książki "Andrzej Szarmach – Diabeł nie anioł" – Jacka Kurowskiego i Andrzeja Szarmacha – w jednym z mieleckich lokali.

Liczna grupa kibiców wypełniła lokal, by posłuchać anegdot związanych z legendą Stali Mielec, która gdy tylko może, ogląda poczynania biało-niebieskich z wysokości trybun, choć nie mieszka w Mielcu. Pierwotnie zakładano, że podpisywanie książek odbędzie się po spotkaniu, ale wyszło inaczej. Kibice zaraz po zaopatrzeniu się w książkę dostali podpis i oficjalne rozpoczęcie spotkania nieco się opóźniło.

Rozpoczął je dziennikarz Telewizji Polskiej, Jacek Kurowski. – Osoby siedzącej obok mnie nikomu nie trzeba przedstawiać, bo to legenda polskiego futbolu, która w Mielcu czuje się jak w domu. Jestem bardzo wzruszony tym, że tak wiele osób przyszło na spotkanie. Mam świadomość, że Mielec jest miastem piłkarskim i z tego, co opowiadał Andrzej podczas wspólnej pracy, to ludzie tutaj czują sport, a szczególnie piłkę nożną – rozpoczął 41-letni dziennikarz.

Dziennikarz Telewizji Polskiej postanowił pomóc Szarmachowi w stworzeniu swej sportowej biografii i poruszyć kwestie, które nie były powszechnie znane. Te również przedstawiono przybyłym osobom w trakcie spotkania. Prace nad książką rozpoczęły się w 2015 roku, a do pierwszego spotkania doszło w czerwcu. Wiosną minionego roku dopięto ostatnie szczegóły publikacji, w której przedstawiona jest nie tylko sportowa kariera popularnego Diabła, ale również czasy, w których grał, osoby, które spotykał na swej drodze sportowej i nie tylko.

Na spotkaniu poruszono głównie kwestie Stali Mielec, reprezentacji Polski oraz przejścia do Górnika Zabrze. Rozpoczęto nietypowo, bo od Mielca. – Widziałem, że w Zabrzu drużyna powoli się wypala. Dużą rolę przy moim dołączeniu do mieleckiej drużyny odegrał Grzegorz Lato. Dołączenie do Stali okazało się świetnym ruchem – powiedział. Swoją rolę w tej sytuacji odegrał również Hubert Kostka, który został trenerem Górnika, a Szarmachowi nie było z nim po drodze. Do Stali dołączył jednak zbyt późno, bo już po tym, jak tak dwukrotnie sięgnęła po mistrzostwo Polski.

Swoje trzy grosze do opowieści o przenosinach Szarmacha do Mielca dołożył Edward Kazimierski, ówczesny prezes Stali. – Byłem osobą, która dopinała przejście Szarmacha do Mielca. O wielu rzeczach, które przeżyliśmy w związku z pozyskaniem go, nawet nie wie on sam – zaznacza. – Prezes Górnika Zabrze przedstawił nam warunki nie do przyjęcia. Pojechałem do Warszawy do Głównego Komitetu Kultury Fizycznej i Sportu i powiedziałem, że Andrzej chce grać w Stali. Ówczesny prezes komitetu nie przepadał za Śląskiem, gdzie rządził prezes Ruchu Chorzów i Górnika Zabrze. Decyzją prezesa GKKFiS Górnik został zmuszony, by wydać kartę zawodnika Stali Mielec – zakończył.

Prezes Stali Mielec miał odebrać tę kartę w PZPN-ie, gdzie akurat były władze śląskiego ZPN. Tak też się stało, ale na nieszczęście Stali zagrać mógł dopiero za trzy dni. Oznaczało to, że opuści mecz z Realem Madryt.

- Życie w Mielcu wyglądało jak w jednej wielkiej rodzinie. Wszyscy zawodnicy mieszkali blisko siebie. Po sól czy cukier mogliśmy chodzić w kapciach, bo tuż obok mieszkał Krzysztof Rześny, Henryk Kasperczak czy Zygmunt Kukla. Do dziś utrzymujemy ze sobą stały kontakt. Od tego czasu wiele się zmieniło, bo miasto znacząco się rozbudowało. Gdy grałem w Stali, nie było ono duże, bo w zaledwie kilka minut można było je obejść podczas spaceru. Nam jednak nie było zbyt wiele potrzeba, bo mieliśmy wszystko, co potrzebne do gry w piłkę – wspomina Szarmach.

Na koniec spotkania każdy ze zgromadzonych kibiców mógł podejść zarówno do Szarmacha, jak i Kurowskiego i po raz kolejny poprosić nie tylko o podpis, ale również o wspólne zdjęcie. Chętnych nie zabrakło, a kolejka przez długie minuty się nie zmniejszała. Była to świetna okazja dla najmłodszych, by poznać żywą legendę odradzającego się mieleckiego klubu.

damian głodzik
Podziel się:
Oceń:
 

Komentarze (0)

Dodanie komentarza oznacza akceptację regulaminu. Treści wulgarne, obraźliwe, naruszające regulamin będą usuwane.


Pozostałe