Zakleszczeni w boreliozie

  • 12.05.2017, 11:57
  • Małgorzata Skóra
Zakleszczeni w boreliozie fot. wikipedia.org
Szukanie właściwej diagnozy w tym przypadku przypomina błądzenie po omacku. Chorujemy, więc czujemy się źle, to oczywiste, mniej jasne jest, gdy w takiej sytuacji nie wiemy, co nam dolega. Jeśli lekarz odsyła nas z kwitkiem, bo wyniki wychodzą nam dobrze, to o co chodzi? Możliwe, że o boreliozę.

Czujemy się źle, mamy stany podgorączkowe, do tego bolą nas stawy. Sądząc, że to zwykła infekcja, postanawiamy ją przeczekać. Stan ten utrzymuje się jednak tak długo, że w końcu idziemy do lekarza. Ten z lekami odsyła nas do domu. Niestety, złe samopoczucie nie mija, szukamy więc diagnozy dalej.

Co mi jest?
Gdy przewlekła grypa staje się codziennością, nasza wyobraźnia zaczyna podsuwać nam najczarniejsze scenariusze. Jeśli kolejne badania i wizyty u lekarza nic nie wyjaśniają, wyobrażenie to staje się rzeczywistością. - Byłam u wielu specjalistów, wszyscy mówili, że nic mi nie jest. A ja ciągle czułam się chora, do tego sztywność i ból stawów. Wszystkie te objawy były wręcz nie do zniesienia – mówi Ilona z Mielca. Lekarze patrzą na wyniki, gdy  są one dobre, problemu nie widzą.  - Pamiętam jednego z lekarzy, który nie dowierzając w moje objawy, skierował mnie do psychiatry  - dodaje kobieta. Mijały miesiące, postępujący brak sprawności i silne bóle stawów,  głowy czy innych części ciała sprawiają, że nasze samopoczucie pogarsza się. - To był straszny czas. Myślałam, że nikt już mi nie pomoże – opowiada. Pomimo zwątpienia kobieta poddać się jednak nie zamierzała. Pewnego dnia, robiąc szereg innych badań, postanowiła wykonać też test na obecność krętek borelii. - Byłam w szoku, gdy wynikł wyszedł pozytywnie – mówi mielczanka, która nie przypomina sobie ugryzienia kleszcza. Zagadką jest więc to, jak doszło do zarażenia. Chorobę często przenoszą nimfy kleszcza. Mikroskopijne kleszcze, których praktycznie nie widać.

Zdarza się również tak, że pomimo ugryzienia rumień wędrujący, uznawany za główny symptom choroby, nie pojawi się. - Zaraz po wyciągnięciu kleszcza poszedłem do lekarza, charakterystycznego rumienia jednak nie miałem, lekarz stwierdził, że skoro go nie ma, to jestem zdrowy  – mówi z kolei Marek. Tak jednak nie było. Jakiś czas później mężczyznę zaczęła boleć szyja. Później ból rozprzestrzenił się na bark. Po paru miesiącach nieskutecznego leczenia sterydami Marek trafił do szpitala. Wykonano mu wtedy badania, które nie pozostawiały złudzeń, że to borelioza. Mężczyzna dostał antybiotyk, który brał 3 miesiące. – Niestety, lepiej nie było - wspomina. Bóle nie ustąpiły, gdy Marek usłyszał, że na tym koniec leczenia.

Pomocy brak
W wielu poradniach chorób zakaźnych w Polsce lekarze, słysząc o objawach boreliozy, które występują pomimo leczenia antybiotykiem, twierdzą, że to tak zwany "zespół poboreliozowy", którego już się nie leczy. To, że braliśmy antybiotyk, a nawet to, że wynik testu ELISA, który wykonuje się na obecność krętek borelii, jest negatywny, wcale nie oznacza, że jesteśmy zdrowi. Jak się okazuje, badanie testem ELISA nie jest wiarygodne. - Czułość tego badania jest na poziomie nie większym niż 60%, czyli w 40% nie potwierdza choroby, ponadto im później od zarażenia się, tym szansa pozytywnego wyniku maleje. Bardziej dokładnym badaniem jest Western blot, który w takiej sytuacji  powinno się wykonywać. W przypadku boreliozy liczą się przede wszystkim objawy choroby, nie wynik testu – mówi dr n. med. Marek Kozak, który jest jednym z nielicznych w Polsce lekarzy zajmującym się leczeniem boreliozy metodą ILADS.

Szukając rozwiązania
Późno rozpoznana borelioza nie zawsze reaguje na antybiotyk. A już na pewno nie na jeden. Pozostaje więc leczenie dwoma jego rodzajami, metodą  ILADS. Ze względu na to, że metoda ta  jest dość radykalna, ma równie dużo zwolenników co przeciwników. Długotrwała antybiotykoterapia niesie ze sobą poważne konsekwencje. Utrata odporności jest jednym z nich. – W wyniku brania antybiotyku nabawiłam się grzybicy, z którą do tej pory się zmagam – mówi Ilona. Mimo tego w tym przypadku boreliozy leczenie to może też i pomóc – Brałam antybiotyk ponad pół roku, objawy choroby częściowo minęły – dodaje kobieta. Nie każdy odważy się jednak na takie rozwiązanie. Są osoby, które szukają innych możliwości, często niekonwencjonalnych. - Stosuję zioła z protokołu dr Buchnera. W tej chwili ból barku jest o jakieś 50 % mniejszy – mówi Marek. W przypadku ziół jedno jest pewne: używane z umiarem na pewno nie zaszkodzą.

Metod leczenia boreliozy jest więcej. Oprócz antybiotykoterapii i ziołolecznictwa, stosuje się również leczenie gorącem (sauna), ozonowanie krwi (terapia polegająca na dożylnym podawaniu ozonu)  czy biorezonans ( leczenie za pomocą wibracji). Trudno jednak stwierdzić, czy któraś z tych metod jest odpowiednio skuteczna.
 Nie należy zapominać również o właściwej diecie oraz aktywności fizycznej. Unikanie cukrów, białej mąki czy węglowodanów nie zaszkodzi, a - jak twierdzą niektórzy - może pomóc.

Droga do wyzdrowienia w tym przypadku bywa trudna. Nikt jednak nie powiedział, że niemożliwa do pokonania. Gdy więc już zachorujemy, nie pozostaje nam nic innego, jak znaleźć najbardziej skuteczną dla siebie metodę leczenia, najlepiej taką, która nie zaszkodzi, a pomoże.

Małgorzata Skóra
Podziel się:
Oceń:
 

Komentarze (2)

Dodanie komentarza oznacza akceptację regulaminu. Treści wulgarne, obraźliwe, naruszające regulamin będą usuwane.

wiedza
wiedza 13.05.2017, 20:11
teraz ja musze wiedziec do kogo mam isc, jakie badania zrobic... od lekarza raczej sie nie dowiem - pewien lekarz rodzinny kilka lat powtarzal choremu ze to wiek, specjalistka (prywatnnie) ok 2-3 leczyla na Alzheimera. Wobec braku poprawy po wizycie w innym miescie lekarz specjalista (ta sama specjalnosc jak spec wyzej) rozpoznal ksiazkowego Parkinsona!!!! takich mamy fachurow w okolicy....nie ma kto do ksiazki, internetu zajrzec..... znam tez bardzo dobrych lekarzy ale nadal bledow jest za duzo. Siostra kilka lat sie bujala po calej Polsce zanim znalazla sama fachowca od boreliozy bo od lekarzy sie nie dowiedziala a kilku lekarzy kierowalo ja do psychiatry.... to jest poziom wiedzy..... weterynarz zbada czy kleszcz moze zarazic psa....czlowieka w przychodni sie nie da zbadac....
ja
ja 12.05.2017, 14:05
diagnoza w nasze rzeczywistości polega na tym, że sami musimy się diagnozować, prywatnie robić badania, szukać w necie co może być przyczyną bólu stawów, zawrotów głowy i wielu innych dolegliwości a lekarz rodziny z miłym uśmiechem na twarzy zapyta "to co pani właściwie jest?" skierowania do reumatologa nie da, bo wg niego to ból od zwyrodnień (ortopeda wykluczył) i reumatolog prywatnie ,tony badań, kupa kasy na badania poszła a składki płacę....szkoda gadać a i jeszcze na siłownie mi kazał iść ,dobre ze stanem zapalnym stawów jak się później okazało. Tylko tak naprawdę nie wiadomo skąd się wziął. Kleszcze miałam 20 lat temu, sama wyciągałam, było ich kilka...rumienia nie pamiętam...jak wygląda diagnoza w naszej rzeczywistości wie ten, kto przez to przechodzi.....

Pozostałe