Wielkanocne zwyczaje

  • 15.04.2017, 05:47
  • Arkadiusz Łysoń
Wielkanocne zwyczaje A. Łysoń
Podobnie jak wszystkie najważniejsze święta kościelne, również Wielkanoc ma w tradycji ludowej bardzo bogatą obrzędowość. I choć wiele z tych dawnych zwyczajów ma korzenie nie tylko w samej religii chrześcijańskiej, ale również w ludowych wierzeniach, to jednak wszystkie znakomicie wpisują się w symbolikę zwycięstwa nad śmiercią i odradzającego się życia.

Wiele dawnych zwyczajów dziś już odeszło w zapomnienie albo pozostało tylko w formie szczątkowej. Są ludzie, którzy starają się, aby przetrwały one w pamięci jako część naszego niepowtarzalnego dziedzictwa narodowego. Zanim więc damy się porwać nurtom kultury masowej, zatrzymajmy się na chwilę nad tym, co polskie.

Wiosenny czas
Wielkanoc słusznie kojarzy się z wiosną – odradzająca się przyroda nastraja nas do myślenia o życiu i jego zwycięstwie nad śmiercią. Nasi niechrześcijańscy przodkowie również świętowali o tej porze roku, obchodząc Jare Święta i czcząc odradzającą się przyrodę. Jednak data Wielkanocy nie ma nic wspólnego z pogaństwem – po prostu z przekazów biblijnych i historycznych wiemy, kiedy miała miejsce śmierć i zmartwychwstanie Chrystusa. Było to około połowy żydowskiego miesiąca nisan, odpowiadającego naszemu marcowi, tuż przed świętem Pesach (Paschą), najważniejszym żydowskim świętem, obchodzonym na pamiątkę wyzwolenia narodu izraelskiego z niewoli egipskiej.

W dawnej Polsce święta wielkanocne obchodzone były dłużej niż dziś. Wielkanoc trwała trzy dni, obejmując Niedzielę Zmartwychwstania Pańskiego, a także następujący po niej poniedziałek i wtorek.

Wielki Tydzień
Święta poprzedzał Wielki Tydzień. Rozpoczynał się on Niedzielą Palmową, zwaną także Kwietną, Kwiecą, Wierzbną. Święcono wówczas w kościołach palmy, czyli w polskich warunkach przyrodniczych zazwyczaj gałązki wierzby, pokryte baziami lub świeżymi listkami. Te bazie (bagniątka) były w tradycji ludowej uważane za lekarstwo, dlatego połykano je, wierząc, że ochronią przed chorobami. Uderzano się też młodymi gałązkami wierzby, wypowiadając przy tym słowa: wierzba bije, nie ja biję, za tydzień – wielki dzień, za sześć noc - Wielkanoc.

Był także inny zwyczaj związany z Niedzielą Palmową, mianowicie procesje, w czasie których wożono drewnianą figurkę Chrystusa na osiołku, na pamiątkę Jego wjazdu do Jerozolimy. Przypominały one procesje w Boże Ciało, były uroczyste i radosne. Z czasem zakazano tego, ponieważ procesje bywały dla wielu okazją do żartów i rubasznych przyśpiewek, nielicujących z powagą Wielkiego Tygodnia.

W Wielką Środę odprawiano tzw. ciemną jutrznię, podczas której gaszono po jednej świecy po każdym odśpiewanym psalmie. Po niej księża psałterzami i brewiarzami uderzali w ławki na znak zamieszania, które zapanowało w naturze po śmierci Chrystusowej. Tymczasem chłopcy zabawiali się w inny sposób. Sporządzali kukłę mającą przedstawiać Judasza (według tradycji chrześcijańskiej Wielka Środa była dniem, w którym Judasz zdradził Jezusa). Ubierano ją w stare odzienie, wkładając do kieszeni trzydzieści kawałków szkła, na pamiątkę trzydziestu Judaszowych srebrników. Następnie zrzucano "zdrajcę" ze szczytu wieży kościelnej, włóczono po ulicach i bito kijami tak długo, aż kukła została całkowicie zniszczona, resztki natomiast topiono. Zwyczaje te miały swoje lokalne odmiany, na przykład w Żywcu był zwyczaj zrzucania z chóru czarnego kota, który miał symbolizować Judasza (kota umieszczano w glinianym naczyniu, wypełnionym popiołem). Mniej chlubnym faktem było to, że czasem pod kije nawinął się prawdziwy "Judasz", czyli Żyd, których w dawnej Polsce nie brakowało.

Triduum Sacrum
Trzy Święte Dni, zwane też Triduum Paschalnym, obejmowały Wielki Czwartek, Wielki Piątek i Wielką Sobotę. Był to czas poświęcony szczególnie rozpamiętywaniu Męki i Śmierci Chrystusa, a także bezpośrednie już przygotowanie na święta wielkanocne.

W Wielki Czwartek, na pamiątkę przykładu danego Apostołom przez Chrystusa podczas Ostatniej Wieczerzy, biskupi (jako następcy Apostołów) i magnaci (zapewne naśladując biskupów, jako okazujący pokorę możni tego świata) myli nogi dwunastu ubogim starcom, których potem sowicie obdarzano.

Od Wielkiego Czwartku aż do samej rezurekcji milczały kościelne dzwony. Zastępowały je drewniane grzechotki i klekoty. Klekot był to drewniany instrument, wydający głuchy stuk. Obwożono go po wsi, zwołując ludzi na nabożeństwo. Grzechotki natomiast kupowano lub sporządzano samodzielnie – nie były one bowiem używane jedynie w pobożnych celach, ale dostarczały wiele zabawy chłopcom, zwłaszcza w Wielki Piątek, kiedy to tuż przed świtem  chodzili z nimi po mieście, budząc ludzi na nabożeństwo.

Cieszono się też, że Wielki Post ma się ku końcowi, urządzając "pogrzeb żuru" – pospolitej postnej potrawy, której pełen garnek wynoszono z kuchni, namówiwszy przechodnia, aby niósł żur na plecach albo głowie, podobnie jak noszono trumny. Zabierano ze sobą łopatę jakoby w celu wykopania grobu, w rzeczywistości jednak po to, ażeby nią strącić garnek żuru na głowę naiwnego. Obrywało się także innej postnej potrawie – śledziowi, którego "za karę" wieszano, uwiązując za ogon na drzewie.

Wielki Piątek – czas pokuty
Post w Wielki Piątek był szczególnie ścisły. Umartwiano jednak niekiedy ciało w sposób o wiele bardziej bolesny niż ograniczenia dietetyczne. Tego dnia bowiem przez wsie i miasta przeciągały procesje biczowników. Trzeba w tym miejscu dodać, że biczowano się w kościołach także przez cały Wielki Post podczas nabożeństw pasyjnych. Czynili to ochotnicy lub ci, którym za pokutę na spowiedzi zadano ten sposób umartwienia. Byli oni odziani w pokutne szaty, twarze mieli zasłonięte kapturami, tak, że widać im było tylko oczy, a plecy obnażone, przykryte jedynie specjalnymi kapami. Tacy pokutnicy w Wielki Piątek obchodzili kościoły i stacje drogi krzyżowej, chłoszcząc się przy każdej z nich biczami z rzemienia aż do krwi.

W oczekiwaniu na Zmartwychwstanie
W Wielką Sobotę odwiedzano Groby Chrystusowe, ustawiane w kościołach. Gospodarze kościołów starali się, aby wystawić groby jak najpiękniejsze i najbardziej okazałe. To tam na czas Triduum Sacrum znajdował się Najświętszy Sakrament. Przy grobach trzymali wartę żołnierze, nieraz prawdziwi, ale równie często przebrani, czasem dość fantastycznie.

Przy każdym grobie leżał krzyż (czasami relikwie, jeżeli takie znajdowały się w kościele), który należało ucałować, rzucając datek. Wzdłuż przejścia do grobu stali lub siedzieli liczni żebracy, a także kwestarki. Były to panny i panie, nieraz damy wysokiego urodzenia. Jałmużna zbierana przez nie przeznaczona była najczęściej na kościół, w którym kwestowały.

Jedną z najbardziej znanych tradycji wielkanocnych było i jest oczywiście święcenie pokarmów. Odbywało się ono czasem w kościele, nieraz w wyznaczonym domu.

Rodzaj święconych pokarmów miał wielkie znaczenie. Wszystko, co potem miało znaleźć się na wielkanocnym stole, było symbolem. Święcono więc przede wszystkim baranka, przypominając prawdziwego Baranka - Chrystusa i Jego triumf. Święcono wędliny z wieprzowiny, czyli mięsa, którego Żydzi nie mogli spożywać według praw swojej religii - na dowód, że Chrystus przyniósł nową wiarę. Święcono również chrzan na znak goryczy Męki Jezusowej. Produktem o szczególnym znaczeniu było jajko – symbol życia. Było ono specjalnie zdobione. Farbowano je w wywarach roślinnych, pokrywając niektóre miejsca woskiem – w ten sposób tworzyły się wzory. Takie pisanki (nosiły one też inne nazwy, w zależności od techniki wykonania – na przykład kraszanki były jednokolorowe) miały rozmaite przeznaczenie. Bywały na przykład podarunkiem dla miłej sercu osoby.

Niedziela Wielkanocna
Wydarzeniem, które otwierało wielkanocne obchody, była rezurekcja. Odbywała się ona o różnych porach, najczęściej w Wielką Sobotę po zapadnięciu zmroku. W niektórych kościołach rezurekcja odbywała się o północy, jako porze nastania Dnia Zmartwychwstania, w innych zaś w samą niedzielę o świcie. Zdarzało się, że w mieście, w którym znajdowało się kilka lub kilkanaście kościołów, dzwony na rezurekcję biły o różnych porach.

W procesji rezurekcyjnej brano udział powszechnie, niekiedy do katolików przyłączali się także przedstawiciele innych chrześcijańskich wyznań. Miejscowi dygnitarze, najgodniejsze osoby, prowadziły pod ręce księdza niosącego pod baldachimem Najświętszy Sakrament. Procesja trzy razy okrążała kościół na zewnątrz (niekiedy tylko wewnątrz). Podczas niej czyniono wiele hałasu, strzelano z moździerzy, armat i strzelb. Najwspanialsze były procesje warszawskie, w których zazwyczaj brał udział sam król.

Wielki Post kończył się rankiem w Niedzielę Wielkanocną. Spożywano wówczas uroczyste i bardzo obfite śniadanie, złożone głownie ze święconego, przy czym królowały malowane jaja. Święconym jajkiem dzielili się domownicy, podobnie jak opłatkiem w Wigilię. Co charakterystyczne, śniadanie wielkanocne było posiłkiem spożywanym całkowicie na zimno. W niektórych domach w dzień Wielkanocy w ogóle nie rozpalano ognia. Regułą jednak był dostatek i tłustość pokarmów.

Na śniadania często zapraszano gości. Wówczas stoły odznaczały się szczególnym przepychem. Jednak centralne miejsce na każdym wielkanocnym stole zajmował zawsze baranek, wykonany najczęściej z masła lub ciasta.

Śmigus czy dyngus?
Od poniedziałku wielkanocnego powszechne było wzajemne oblewanie się wodą. Zwyczaj ten mylnie nazywany jest śmigusem - dyngusem. W rzeczywistości nazwy te – śmigus i dyngus – oznaczały pierwotnie dwa odrębne zwyczaje. Polewanie się wodą i dodatkowo jeszcze smaganie rózgami był to śmigus, dyngus natomiast (albo raczej dyngowanie) oznaczał zbieranie datków i poczęstunku. Znane były także inne nazwy: oblewanka, polewanka, dzień św. Lejka, przy czym w poniedziałek wielkanocny mężczyźni oblewali wodą kobiety, a we wtorek i w inne następujące dni - kobiety mężczyzn.

Oblewano się na różne sposoby: wytworni kawalerowie skrapiali damy wodą różaną, inni chlustali garnkami, a nawet cebrami. Zdarzały się również przymusowe kąpiele w rzece lub stawie, nieraz skutkujące chorobą, a nawet śmiercią. Pomimo tego jednak zwyczaj był powszechnie praktykowany, a niezamężna dziewczyna poczytałaby sobie za ujmę, gdyby w ten dzień pozostała sucha. Na te żarty pozwalano sobie jednak tylko w stosunku do osób równych urodzeniem i pozycją społeczną, a także najczęściej i wiekiem.

Skąd wziął się ten wesoły zwyczaj, tak naprawdę nie wiadomo - najprawdopodobniej wiosenne polewanie wodą wynikało z bardzo starej i mocno zakorzenionej wiary ludu w oczyszczające ciało i duszę życiodajne właściwości wody.

Arkadiusz Łysoń
Podziel się:
Oceń:
 

Komentarze (0)

Dodanie komentarza oznacza akceptację regulaminu. Treści wulgarne, obraźliwe, naruszające regulamin będą usuwane.


Pozostałe