W pogoni za Niebieskim Wielorybem

  • 2.04.2017, 08:45
  • Arkadiusz Łysoń
W pogoni za Niebieskim Wielorybem A. Łysoń
Niebezpieczna gra jest już w Polsce i zbiera coraz większe żniwo wśród młodych osób. Sensacja. Internet, prasa, radio, a nawet telewizja mają już pożywkę dla swoich odbiorców. Czy jednak na pewno wygląda to tak, jak myślimy?

Początkowo miał powstać artykuł o sensacyjnych doniesieniach na temat rzekomej gry internetowej, która doprowadza do tragedii. Jednak dociekliwość dziennikarska spowodowała zapalenie się czerwonej lampki w głowie.

O co chodzi?
Aby zdobyć na ten temat jak najwięcej informacji, postanowiliśmy znaleźć grę w Internecie. I tu już pierwszy kłopot. Wpisujemy nazwę "niebieski wieloryb" w popularną wyszukiwarkę. Pierwszych 20 wyszukanych wyników dotyczy popularnych w Polsce tytułów prasowych, które starały się zainteresować swoich czytelników jakąś straszną tragedią. A więc czytamy sensacyjne doniesienia medialne. I co? Zdecydowana większość nie różni się niczym od siebie, są tylko nieco sparafrazowane. Wszędzie te same dane, te same cytaty. Choć wszyscy piszą o 50 zadaniach do wykonania w grze, to jednak jako przykład podają tylko kilka, i to dokładnie tych samych. O pozostałych nikt nie wspomina. Przy bardziej szczegółowych poszukiwaniach można znaleźć kolejne zadania, ale nadal nie wszystkie. Jak się okazuje, po szumie medialnym, który powstał, w ciągu kilku dni wszystkie przypadki samookaleczeń czy próby samobójcze w Polsce, Europie i Rosji postanowiono połączyć z niebieskim wielorybem.

Mechanizm plotki
Ktoś coś powiedział, drugi coś do tego dodał, wszyscy powtarzają, ale nikt tak naprawdę nie wie, czy to prawda ani kto zaczął – tak powstają plotki. W podobny sposób rozprzestrzeniają się doniesienia o rzekomej grze. Cała historia zaczęła się w mediach społecznościowych w Rosji, w tamtejszym odpowiedniku światowego Facebooka. Następnie temat poruszyły brytyjskie media, Europa i Polska. Każdy szukał dla siebie sensacji i poczytności, opierając się głównie na informacjach podanych przez poprzedników.

Wiele się pisze i mówi, że "Niebieski wieloryb" jest grą komputerową, ale tak nie jest. Nazwa ta funkcjonuje jedynie w mediach społecznościowych, a poszczególne zadania przekazywane są osobie zainteresowanej za ich pośrednictwem.

Sytuacja ta pokazała jednak światu, jak za pomocą środków masowej komunikacji niektóre osoby mogą manipulować nie tylko dziećmi, lecz także osobami dorosłymi.

Nieistniejąca gra, która powoduje okaleczenia
Nie oznacza to jednak, że problemu nie ma – wręcz przeciwnie. W licznych komentarzach można wyczytać, że wirtualna gra powstała na bazie poczucia bezsensu życia, niechęci do działania, niechęci do podejmowania wyzwań i pracy nad sobą. Ziarno głupoty padło na żyzny grunt.

Z rozmów z mieleckimi gimnazjalistami wynika, że doskonale znają temat – oczywiście głównie z doniesień medialnych. Niektórzy chwalą się, że nawet próbowali w rzekomą grę grać, ale gdy zapytać ich o szczegóły, rozmowa już się nie klei. Niestety, dzieci chętnie szukają linka do gry i wszelkich informacji, aby zobaczyć, o co chodzi – już to samo w sobie jest problemem, gdyż mogą przy tej okazji natrafić na osoby, które na bazie popularności rzekomej gry będą chciały sprowokować ich do zrobienia sobie krzywdy. Uczniowie jednak chcą też poznać opinię specjalistów i starszych. Warto więc posiadać rzetelną wiedzę na ten temat, a nie powtarzać błędnych interpretacji wielu publicystów.

Problem jak najbardziej prawdziwy
Problem samookaleczeń istnieje od dawna i pedagodzy szkolni zwracają na niego uwagę. Młodzi ludzie dokonują takich czynów, aby zwrócić na siebie uwagę swoich rodziców i otoczenia, powiedzieć, że mają z czymś problem. Drugim powodem dobrowolnego wyrządzania sobie krzywdy jest chęć zaimponowania kolegom i koleżankom z klasy lub ze szkoły, chęć pokazania, że jest się w stanie zrobić coś "ponadprzeciętnego".

Pedagodzy od dawna alarmują, że źle się dzieje w rodzinach, jeżeli dzieci próbują w ten sposób demonstrować swoją rzekomą odwagę. Świadczy to o braku kontaktu z dorosłymi, zaniedbaniu podstaw wychowania, które powinno kształtować światopogląd młodych ludzi. Dobry przykład ze strony rodziców na co dzień i czas przeznaczony dla dzieci powinny uczyć samoakceptacji, wzmacniać poczucie własnej wartości i pokazywać, czym tak naprawdę jest odwaga.

Za robieniem sobie krzywdy stoją więc często bardzo poważne kłopoty – w rodzinie, szkole, na podwórku, z kolegami, itp. Często kłopoty niezauważane przez rodziców z powodu lekceważenia lub braku czasu. Rodzice nieraz nie znają swoich dzieci, nie znają ich planów i marzeń. Młodzi ludzie szukają więc tego, czego nie dostają w domu – w sieci internetowej.

Kilka przykładów samookaleczeń pokazało, że już sama wiara w istnienie takiej gry i krążące w Internecie instrukcje zrobienia sobie i innym krzywdy są mocniejsze od zdrowego rozsądku. Pytanie, czy ktoś tego nie wykorzysta? Czy ten swoisty "test" podatności nie spowoduje dalszego rozwoju i kolejnych prób manipulacji młodymi ludźmi?

Jak jest w Mielcu?
- W szkole pojawiły się rozmowy między uczniami na temat niebezpiecznych gier. W związku z tym zleciłam wszystkim wychowawcom, aby na godzinach wychowawczych przeprowadzili pogadanki na temat świadomego korzystania z gier komputerowych i internetu – powiedziała nam dyrektor Zespołu Szkół nr 2 w Mielcu Teresa Lechocińska – Ciupa. - Również na najbliższych wywiadówkach nauczyciele przekażą rodzicom informacje na ten temat. Chodzi o uświadomienie rodziców, aby zwracali uwagę na to, co młody człowiek robi przy komputerze – mówiła nam dyrektor. - Dodatkowo nauczyciele wychowania fizycznego są wyczulani na to, aby obserwowali uczniów, czy nie mają jakiś śladów samookaleczenia na ciele – dodała. Dowiedzieliśmy się również, że w szkole cyklicznie trwają zajęcia profilaktyczne na temat bezpiecznego korzystania z internetu i zagrożeń z niego płynących.

Więcej w 13 numerze Korso

Arkadiusz Łysoń
Podziel się:
Oceń:

Komentarze (0)

Dodanie komentarza oznacza akceptację regulaminu. Treści wulgarne, obraźliwe, naruszające regulamin będą usuwane.


Pozostałe