|
Bez kontuzjowanych etatowych środkowych Sylwii Pyci i Doroty Pykosz pojechała do Dąbrowy Górniczej drużyna Stali Mielec i nikt nie dawał jej szans w starciu z wysoko mierzącym zespołem trenera Waldemara Kawki. Kobieca siatkówka ma to do siebie, że czasami przynosi rozstrzygnięcia, które przeczą jakiejkolwiek logice i tak też było w minioną sobotę w dąbrowskiej hali. W środę (21.12) Stal gra w Pucharze Polski z Budowlanymi Łódź, a po świętach (29.12) w lidze z Gwardią Wrocław.
TAURON DĄBROWA GÓRNICZA - KPSK STAL MIELEC 1:3 (25:19, 20:25, 21:25, 21:25) Gdy kibice Dąbrowy zobaczyli drużynę z Mielca w ledwie 9-osobowym składzie, bez dwóch eksreprezentantek Polski, byli zapewne przekonani, że będzie to przysłowiowa siatkarska „godzina z prysznicem”. Tymczasem po 105 minutach gry przyszło im przełknąć gorzką pigułkę. Na pewno nie takiego prezentu gwiazdkowego oczekiwali od swojej drużyny. Kolejny raz okazało się, że to nie nazwiska grają na boisku, a liczy się przede wszystkim charakter i ten charakter zespół z Mielca pokazał w najmniej spodziewanym momencie. Po poprzednim przegranym u siebie meczu z Bielskiem atmosfera w mieleckim klubie nie była najlepsza. Trener Adam Grabowski został wyprowadzony z równowagi głosami niektórych kibiców domagających się jego dymisji. - Nie mam zamiaru sam się zwalniać – powiedział tuż po meczu. Z zamiaru zwolnienia szkoleniowca zrezygnował także zarząd klubu, któremu przed wyjazdem ekipy Stali do Dąbrowy przybył kolejny problem. Do kontuzjowanej Magdaleny Sadowskiej i do narzekającej na problemy z kolanem Sylwii Pyci doszła kontuzja pleców Doroty Pykosz. Z konieczności na środku siatki obok Iwony Kandory trener Grabowski musiał postawić na Urszulę Bejgę – zawodniczkę, która w Stali już drugi sezon spędza w kwadracie dla rezerwowych. Już mecz z Bielskiem pokazał, że być może warto podjąć większe ryzyko i z większą konsekwencją postawić na rezerwowe, bo to przecież Marzena Wilczyńska była odkryciem poprzedniego meczu z BKS. W minioną sobotę zawodniczka ta miała jeszcze większą ochotę do gry, bo w Dąbrowie spędziła kilka sezonów i chciała pozytywnie przypomnieć się tamtejszym kibicom. Wilczyńska sobie jednak w Dąbrowie nie pograła, bo jej koleżanki, poza pierwszym setem, spisywały się jak znakomicie dobrane trybiki w maszynie. Okazało się, że mielczanki potrafiły wyciągnąć wnioski z porażki z bielszczankami, które rozbiły Stal blokiem. To właśnie blok był tym elementem, w jakim Stal miała dużą przewagę nad Dąbrową. Aż 5 punktów zdobyła w ten sposób Urszula Bejga, potrafiąca wykorzystać swoje nieprzeciętne warunki fizyczne. W meczu z Bielskiem zawodniczkami, które zawiodły na całej linii były Katerina Kociova i Rita Liliom. W Dąbrowie obie mieleckie „stranieri” wróciły do swojej normalnej dyspozycji, a w zdobywaniu punktów mocno potrafiła je wesprzeć Agata Babicz i to były najważniejsze zręby tego ogromnego sukcesu, jakim jest przywiezienie z Dąbrowy kompletu trzech punktów. Pierwszy set wcale nie zapowiadał sensacji. Magdalena Śliwa ze spokojem dyrygowała poczynaniami swoich dużo młodszych koleżanek, a Izabela Zebrowska i Elżbieta Skowrońska kończyły większość ataków. Mielczanki próbowały utrudnić zagrywkę, ale więcej z tego było strat niż pożytku, stąd wygranie pierwszego seta nie przysporzyło miejscowym większego problemu. To prawdopodobnie nieco uśpiło czujność siatkarek trenera Kawki, bo od początku drugiej partii gra stała się bardzo wyrównana. Po pierwszej przerwie technicznej Stal wygrała trzy piłki z rzędu i tej przewagi nie oddała już potem do końca seta. Zadecydowała o tym głównie świetna postawa bloku mielczanek. Po wygraniu drugiej partii „stalówki” jeszcze bardziej uwierzyły, że w tym meczu wcale nie muszą być dziewczynkami do bicia. Kolejnym po bloku kluczem do sukcesu była zagrywka. Odrzucone od siatki zawodniczki z Dąbrowy nie były już tak skuteczne w ataku jak w pierwszej partii, co było wodą na młyn coraz bardziej napędzających się siatkarek z Mielca. Waldemar Kawka próbował zmianami w składzie obudzić swoje podopieczne, ale ani Dorota Ściurka, ani Katarzyna Zaroślińska nic nowego do jakości gry swojego zespołu nie potrafiły wnieść. Po trzecim secie Stal miała już jeden punkt w kieszeni, ale przysłowie mówi, że żelazo trzeba kuć, póki jest gorące. No i mielczanki kuły, zaczynając czwartego seta od prowadzenia 3:0. Trener miejscowych poprosił o czas, ale żadnego przełomu w grze swoich podopiecznych nie dokonał. Gospodynie, jak bokser po nokaucie, szarpały się w swojej bezsilności, a zawodniczki Stali kilkupunktową przewagę konsekwentnie utrzymały do końca trzeciej partii, mimo dramatycznego momentu, kiedy przy stanie 21:18 z boiska zniesiona została Urszula Bejga, a na boisku musiała ją zastąpić...rozgrywająca Paulina Szpak. Najczęściej punktującą zawodniczką Stali w czwartym secie była Rita Liliom, która dręczyła rywalki trudną zagrywką i skończyła mecz atakiem ze skrzydła. Po chwili ogromnej radości wraz z koleżankami i sztabem szkoleniowym Węgierka odebrała nagrodę MVP meczu. -Może nie zaczęłyśmy rewelacyjnie tego meczu, ale z biegiem czasu było tylko lepiej i grałyśmy naprawdę dobrze. Starałyśmy się zastąpić też zawodniczki, które nie mogły przyjechać z nami do Dąbrowy. Jestem szczęśliwa i myślę, że cała drużyna również się cieszy – mówiła po meczu szczęśliwa Rita Lilom. Kapitan Dąbrowy Magdalena Śliwa nie miała wesołej miny: -Mogę tylko pogratulować mielczankom, które rozegrały bardzo dobre spotkanie, z wielką wolą walki do samego końca. Edward Tabor Odsłon: 269
|
- Proszę utrzymaj temat wiadomości związany z przedmiotem artykułu.
- Osobiste słowne ataki będą usunięte.
- Proszę nie używaj komentarzy, które mogą zablokować witrynę. Taki materiał będzie usunięty.
- Upewnij się zanim klikniesz przycisk 'Wyślij', czy widzisz poprawny kod zabezpieczeń chroniący naszą witrynę przed spamem. Jeśli nie, kliknij *Odśwież Stronę* w twojej przeglądarce.
- Jeśli nie możesz przesłać zawartości prawdopodobnie wpisałeś zły kod bezpieczeństwa.
|
Powered by AkoComment Tweaked Special Edition v.1.4.6 AkoComment © Copyright 2004 by Arthur Konze - www.mamboportal.com All right reserved |