Korso - Tygodnik Regionalny | Mielec

Wtorek
Maj 22
    Imieniny obchodzą: Emil, Helena, Jan
Rozmiar tekstu
  • Increase font size
  • Default font size
  • Decrease font size
Advertisement
Start arrow Rozrywka arrow Na weekend arrow W poszukiwaniu prawdziwych Chin
W poszukiwaniu prawdziwych Chin Drukuj Poleć znajomemu
19.01.2012.
Image
Chiny zawsze znajdowały się na naszej liście punktów podróży. Z zazdrością czytaliśmy blogi, artykuły i relacje tych, którzy je już odwiedzili. Jednak nigdy nie skusiliśmy się na pobyt wakacyjny, ponieważ z góry wiedzieliśmy, że 2 lub 3 tygodnie to za mało, by w pełni poznać bogactwo kulturowe tego kraju. Po prawie dwóch miesiącach spędzonych w Chinach w dalszym ciągu nie  ma dnia, by coś nas tutaj nie zaskoczyło. Każdy dzień niesie nowe wyzwania, doświadczenia, a czasem rozczarowania. W tym dwumiesięcznym odcinku czasu mieści się 11 odwiedzonych prowincji, 25 miast i wiosek oraz parę tysięcy kilometrów przemierzonych pociągami, autobusami, a nawet i stopem. Dla nas pobyt w Chinach to ciężkie zderzenie wyobrażeń z rzeczywistością.

Gdzie ta autentyczność
Jest kilka takich zabytków w Chinach, które są obowiązkowe, a my potwierdzamy, że warto. Zakazane Miasto w Pekinie, Wielki Mur Chiński czy Armia z Terakoty są niesamowitymi pozostałościami po wielkim Imperium Państwa Środka. Kiedy je odwiedzaliśmy, czuliśmy mały dreszczyk emocji i ekscytacji. Jednak wiele z miejsc, do których dotarliśmy, nie miały żadnego uroku, a jednak przyciągały masy turystów. Pekin, Szanghaj, Hong Kong, Guangzuo, a nawet Guilin to wielkie metropolie i o ile nie chce się odwiedzać centr handlowych, to nie ma w nich tak naprawdę nic do zobaczenia. Chiński sposób na „renowację zabytków” to demolowanie i budowanie od nowa. Nawet słynne świątynie w Szaolin zostały niedawno odbudowane. Wszystko pod turystów – byle piękniej i byle wyglądało jak w USA, którymi Chińczycy są bardzo zafascynowani. Dlatego my traktowaliśmy duże metropolie jako bazy przejazdowe, by szukać tej autentyczności w okolicznych miastach i wioskach. W taki właśnie sposób odkrywaliśmy starożytne centrum finansowe Chin w PingYao, kanałowe miasta Jangsu: Suzhou i TonGli oraz Xiaozhou - „Wioskę Wody” pod Guanzhou, gdzie ludzie żyją wolnym tempem, tak jak kiedyś ich przodkowie. W szczególności PingYao i Tongli zachwyciły nas swoim urokiem i spokojem - jakby czas się zatrzymał. Te dwa miasteczka wydają się odcięte od cywilizacji. Bez ruchu samochodowego, z domami zbudowanymi w starym stylu i z brukowanymi, a nie asfaltowymi ulicami. Do tego nieskończona ilość mostów nad kanałami oraz tradycyjnych świątyń toistycznych lub konfucjonistycznych. W prostocie tkwi piękno tego kraju. Nie da się porównać spaceru w mieście (gdzie na każdym rogu znajduje się KFC, a wielkie centra handlowe przyciągają znanymi markami ubrań) z przechadzką po wiosce rybackiej, gdzie jej mieszkańcy piją herbatę na ulicy, gotują pikantne zupy z makaronem domowej roboty i oferują  ręcznie robione ozdoby. Napotkani ludzie opowiadali nam, że jeszcze 15 lat temu Chiny w ogóle nie przypominały tego, co zastaliśmy obecnie. Jeśli ta „zmiana na nowoczesne” będzie się odbywać w takim tempie jak teraz, to nie wiem, co można będzie zobaczyć w Chinach za parę lat.

Kraj wielu narodów
Kiedy odwiedzaliśmy Muzeum Narodowe w Szanghaju, byliśmy mocno zdziwieni działem ukazującym rozmieszczenie różnych mniejszości narodowych w Chinach. Nie zdawaliśmy sobie sprawy z tego, że jest ich tak wiele. Kiedy więc nadarzała się okazja, by odwiedzać takie miejsca, to nie wahaliśmy się ani chwili. Czasem musieliśmy podróżować wiele godzin, by do nich dojechać, a nawet raz zmuszeni byliśmy zapisać się na zorganizowaną wycieczkę z chińskim przewodnikiem, bo inaczej się nie dało. W prowincji Fujian zwiedzaliśmy niesamowite Tolou – okrągłe, starożytne kamienice mieszkalne, zbudowane głównie z gliny, ryżu i bambusa, należące do ludu Hakka. W prowincji Guangdong odwiedziliśmy wieże Dialou, zbudowane w XIX w. przez powracających z zagranicy dorobkiewiczów, zwanych Huagiao (pracujących przez lata w niewolniczych warunkach podczas kolonizacji Ameryk, Afryki czy Azji Południowej, stąd też wpływ na architekturę wież). Podczas bardzo ekscytującej wyprawy do Tarasów Ryżowych w Gulin, mieszkaliśmy w gościńcu ludzi z mniejszości Zhuang. Większość kobiet w Parku Narodowym Longi nosi wciąż tradycyjne stroje ludowe i włosy sięgające do kostek – ścinane są one tylko raz w wieku 18 lat.

Wszystko dla ludu
Chiny klasyfikowane są jako kraj rozwijający się, choć jak się jest na miejscu, to wcale nie wygląda na to, żeby był ubogi. Wielkie drapacze chmur, apartamentowce, centra handlowe, ruchome schody na każdym kroku, nowoczesna technologia elektroniczna, internet oraz piękne stacje kolejowe i pociągi TGV. Niektóre z wyżej wymienionych znacznie przekraczają standardem to, co znajduje się w Europie czy USA. Jednak to masy biednych ludzi, którzy mieszkają poza metropoliami, znacznie zaniżają standard pod względem zarobków i stylu życia. Wiele jeszcze pozostało z czasów reżimu komunistycznego Mao Tse Tunga - jego obrazy na każdym kroku, cenzura prasy, TV czy internetu. Transmisje telewizyjne na żywo opóźnione są o około 5 minut, aby sprawdzić i ocenzurować ich zawartość. By zalogować się na Facebooku, musieliśmy używać serwera z Japonii, ponieważ w Chinach jest on zabroniony. Nawet internetowe skrzynki pocztowe są w dalszym ciągu sprawdzane. Rząd decyduje o tym, co wolno oglądać i jakie muzea zwiedzać poprzez kontrole cen biletów wstępu. Te muzea, które rozgłaszają wielkość Republiki Chińskiej i jej bogate dziedzictwo historyczne, są za darmo. Te, które są zaledwie tematyczne, jak np. Muzeum Jedwabiu czy Herbaty, są płatne i to tak, żeby odstraszyć przeciętnego Chińczyka. Niektóre ogrody, parki, zoo czy nawet maszyny do ćwiczeń są darmowe dla ludzi. Natomiast parki narodowe czy przełęcze górskie objęte są bardzo wysokimi opłatami. O ile ma się pieniądze, to rządowi nie przeszkadza, że spędza się czas, chodząc po górach, odwiedzając świątynie czy galerie sztuki. Biedni ludzie muszą ufać rządowi, który wie, co dla nich najlepsze. Na czas igrzysk olimpijskich próbowano oduczyć Chińczyków, poprzez kary pieniężne, bekania, spluwania i rzucania wszystkiego na podłogę w miejscach publicznych. Obecnie wszystko wróciło do normy. Jest to wręcz szokujące w pierwszych dniach pobytu w kraju, szczególnie w takich miejscach, jak poczekalnie czy restauracje, gdzie grupy ludzi robią to jednocześnie w bliskiej odległości od ciebie. Podobno smarkanie nosa w chusteczkę uznawane jest za brak dobrego wychowania – gdzie tu logika? Jednak co kraj, to obyczaj.

Nie ma logiki ... no bo po co?
Ludzie są przemili, witają nas zawsze z uśmiechem i śmieją się z tego, że ich nie rozumiemy. Często, kiedy pytamy o drogę lub dania w restauracji, pokazują nam napisy po chińsku. Dlaczego zakładają, że znamy ich alfabet? Tak jakby nikt im nie powiedział, że Latolaje (biali ludzie w Chinach) posługują się innym alfabetem. Niektórzy są tak przestraszeni rozmową z białymi, że nawet jak ktoś mówi do nich po chińsku, to nie słuchają i kręcą głową na znak braku zrozumienia. Po chwili do nich dociera, że wypowiedziane słowa były w ich języku.
Inną historią są przypadki sprzedania nam w pociągu miejscówek, które nawet nie były koło siebie. Czy ciężko jest wydedukować, że jesteśmy małżeństwem i chcemy mieć siedzenia lub łóżka w wagonie sypialnym koło siebie? Raz nawet mieliśmy łóżka w innym przedziale! Kiedy  zamawiamy jedzenie, to nigdy dwa dania nie są przynoszone razem, a czasami nawet potrawę   dostajemy bez ryżu. Kelnerzy nie rozumieją, dlaczego nie jemy, tylko czekamy.

Jak roboty
Gdy zapisaliśmy się na zorganizowaną wycieczkę do starożytnych Tolou, to mogliśmy obserwować chińskiego turystę w akcji. Nigdy nie myślałam, że przyjdzie taki dzień, kiedy i my będziemy podążać za czerwoną chorągiewką pani przewodnik. Chiński turysta dla odmiany podąża i nie zadaje pytań. Każą iść w prawo, idzie w prawo. Każą kupować herbatę w sklepie z wygórowanymi cenami, to kupuje i jak mu każą pod koniec dnia iść do centrum handlowego, to też nie pyta dlaczego. Nikt z naszych współtowarzyszy nie zakwestionował faktu, że więcej czasu spędzili w sklepach niż na zwiedzaniu. Wszyscy szli za panią przewodnik jak przysłowiowe cielęta, jedli na czas, używali toalet na czas i nie zadawali pytań. To ich zachowanie jest dla nas wręcz fascynujące. Z jednej strony są odporni na reguły dobrego zachowania (mimo że rząd próbował ich uczyć „reguł Zachodu”), palą, stojąc koło znaku zakazu palenia i przejeżdżają jezdnię na czerwonym świetle, a z drugiej strony są tak zniewoleni przez machinę rządową, która nie pozwala im za siebie myśleć.

Gra w Chińczyka

Każdy zapewne pamięta grę w Chińczyka, gdzie czterema pionkami trzeba jak najszybciej dotrzeć do celu, pokonując po drodze różne przeszkody. Teraz już wiemy, skąd ta gra wzięła swą nazwę. Chińczycy wszędzie pędzą i czekanie czy stanie w kolejce nie ma tutaj racji bytu. Jeszcze się nie zdarzyło, by ktoś się przed nas nie wepchał przy okienku z biletami, przy wejściu na schody, do metra czy do pociągu. Rząd bardzo próbuje ich tego oduczyć, ale bez rezultatu. Nawet na stacjach kolejowych i autobusowych zainstalowano specjalne metalowe bramki, które pozwalają na przejście jednej osoby w jednym czasie, a i tak są tacy, którzy się po nich wspinają i krzyczą ci nad uchem, kiedy kupujesz bilety. Na peronach kolejowych jest jednak najgorzej. Kiedy po raz pierwszy jechaliśmy pociągiem z Datong-u do Pekinu, nie mogliśmy się nadziwić, gdzie oni się tak spieszą. Każdy ma przecież miejscówkę. Patrząc jednak na toboły, które ze sobą targali, szybko zrozumieliśmy, że to nie chodzi o siedzenie, ale o miejsce na bagaż. Na półce bagażowej nie wolno bowiem kłaść bagaży jeden na drugim i surowi konduktorzy bardzo tego przestrzegają. Te walizki i pakunki, które nie znalazły miejsca, muszą być trzymane na kolanach lub na ziemi. I tak się zaczął nasz udział w grze w Chińczyka na żywo. Kiedy oni krzyczą nad uchem, to my krzyczymy głośniej, kiedy oni się pchają, to my odpychamy ich na boki i kiedy oni gonią do pociągu, to my przed nimi. Po prawie 2 miesiącach w tym kraju weszło nam to już w krew, w końcu „kiedy wejdziesz między wrony, musisz krakać tak jak one!”

Przez żołądek do serca
Fascynująca podróż przez Chiny nie byłaby warta świeczki, gdyby nie smaki kulinarne tego kraju. Każda prowincja ma inne przysmaki i przyprawy. Na północy królują ciężko strawne potrawy z tłustego mięsa (wpływ  Mongolii) i makaronu, często smażone i mało pikantne. Za to wybór makaronów jest niezliczony. W Chinach jest nawet oficjalny zawód – makaroniarz, ponieważ stare metody wyrobu ręcznego makaronu są wielką sztuką. Mówi się, że Marko Polo wykradł przepis na tagiatelle właśnie z Chin. Przyznać muszę, że Chińczycy są w tym lepsi niż Włosi. Najlepszą w naszym mniemaniu zupę z wołowiną i grubym makaronem serwują w PingYao (jest ona słynna na całą prowincję). Im dalej na południe, tym więcej przypraw, ostrości chili i pojawia się ryż. Wybór jest wielki, ale najlepsze potrawy trafiały nam się w miejskich jadłodajniach lub na straganach nocnych rynków – dokładnie tam, gdzie pani z sanepidu złapałaby się za głowę.    
Beata Ulman

Odsłon: 345

  Komentuj

Napisz Komentarz
  • Proszę utrzymaj temat wiadomości związany z przedmiotem artykułu.
  • Osobiste słowne ataki będą usunięte.
  • Proszę nie używaj komentarzy, które mogą zablokować witrynę. Taki materiał będzie usunięty.
  • Upewnij się zanim klikniesz przycisk 'Wyślij', czy widzisz poprawny kod zabezpieczeń chroniący naszą witrynę przed spamem. Jeśli nie, kliknij *Odśwież Stronę* w twojej przeglądarce.
  • Jeśli nie możesz przesłać zawartości prawdopodobnie wpisałeś zły kod bezpieczeństwa.
Imię:
E-mail
Tytuł:
BBCode:Web AddressEmail AddressBold TextItalic TextUnderlined TextQuoteCodeOpen ListList ItemClose List
Komentarz:



Kod:* Code
Powiadom mnie o komenatrzach

Powered by AkoComment Tweaked Special Edition v.1.4.6
AkoComment © Copyright 2004 by Arthur Konze - www.mamboportal.com
All right reserved

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »

TELEGRAM KORSO

Budzyński i Armia

Tego nie możesz przegapić! Spotkanie z Tomkiem Budzyńskim odbędzie się dzisiaj (18.05) o godz. 18.00 w Klubie Muzycznym STUDIO przy ulicy Pułaskiego 2A, Artysta jest liderem zespołu muzycznego Armia. więcej

PZL wyprodukuje struktury lotnicze odrzutowca

PZL Mielec, będąca częścią Sikorsky Aircraft, podpisała kontrakt z amerykańskim producentem samolotów. więcej

Uwaga! Utrudnienia na ul. Kościuszki

W związku z prowadzoną przebudową ulicy Kościuszki, wykonawca prac informuje o utrudnieniach, jakie nastąpią w najbliższych dniach. więcej

Będziemy mieć strefę kibica

W Mielcu powstanie tzw. strefa kibica. Wspólne oglądanie meczów na ogromnym leadowym ekranie będzie się odbywać w miejscu sezonowego lodowisko.  więcej