|
Wtorek
Maj 22
| |
|
Rozmiar tekstu
|
| 157 lat temu popłynęli do Panny Marii |
|
|
| 05.01.2012. | ||||||||
![]() Panna Maria jest najstarszą polską miejscowością w Stanach Zjednoczonych. Zlokalizować ją można za pomocą każdej mapy. Jeżeli tylko będziemy sunąć palcem po mapie USA i znajdziemy się w stanie Teksas, to powędrujmy nieco na południowy – wschód od San Antonio. Może nam się wydawać, że ktoś tam wkleił kawałek jakiejś polskiej mapy z takimi miejscowościami, jak Chestochova, Kościuszko, Pavelek czy Panna Maria. Polscy księża misjonarze mają sporo zasług nie tylko w rozpowszechnianiu wiary, ale też kultywowaniu tradycji z kraju ojców i zakładaniu osad. Powstanie polskiej wioski w USA, na wysokości geograficznej Egiptu, było możliwe dzięki o. Leopoldowi Moczygębie. W zasadzie jest to historia naznaczona strugami łez, bo gościnna Ameryka nie okazała się wówczas zbyt łaskawa. Ziemia obiecana Leopold Moczygęba, franciszkanin pochodzący ze śląskiej Płużnicy, po przyjęciu święceń służył we Włoszech i w Bawarii. Właśnie stamtąd został wysłany na misje katolickie do Stanów Zjednoczonych, konkretnie do Bandery w Teksasie, gdzie mieszkali niemieccy emigranci. Był to 1840 rok. To była pierwsza wizyta Moczygęby w Stanach Zjednoczonych, które go oszołomiły wzrostem społecznym i ekonomicznym mieszkańców. W jego głowie zaczął wówczas kiełkować pomysł, aby ściągnąć do Teksasu Polaków. Pisał listy do swojego ojca, braci i krewnych, którzy pozostali na Śląsku, znajdującym się wówczas pod zaborem pruskim, nękani przez biedę czy epidemie. Prawdopodobnie w listach jawił im Amerykę jako ziemię obiecaną, gdzie zaznają dostatku. Listy musiały też wywołać spory entuzjazm wśród wielu ludzi, bo w 1854 roku na emigrację zdecydowało się prawdopodobnie 200 zamożnych osób. Najpierw wyprzedawali swoje majątki, aby we wrześniu ruszyć do Ameryki. Wśród emigrantów było czterech braci Leopolda Moczygęby, którzy w sumie mieli dziesięcioro dzieci. Podróż z Polski przez Niemcy i stamtąd statkiem do USA trwała około 9 tygodni. Emigranci przybyli do portu Galvestone w Zatoce Meksykańskiej 3 grudnia i następnie rozpoczęli pieszą wędrówkę w stronę San Antonio. 21 grudnia spotkali się z ojcem Moczygębą w Alamo, stamtąd poprowadził ich na teren zakupiony od Irlandczyka Johna Twohiga w hrabstwie Karnes, 88 km od San Antonio. Wigilijny dąb Emigranci dotarli do swojej przyszłej ojczyzny 24 grudnia 1854 roku. Na początek było to około 100 hektarów kupionych przez Leopolda Moczygębę. Wtedy w miejscowości, która jeszcze nie miała ani nazwy, ani domów i mieszkańców, pod rozłożystym dębem odbyła się pierwsza pasterka Polaków na obczyźnie. Mszę odprawił o. Moczygęba, a dąb stoi do tej pory, na pamiątkę tego dnia. Obok dębu jest miejscowy kościół katolicki. ![]() W interesie Polaków było jednak zadomowić się i zacząć nowe życie. W 1855 roku wybudowali pierwszy kościół, który - niestety - 20 lat później strawił pożar. Na budowę następnego poświęcili kolejne 2 lata. Emigranci chcieli też zapewnić swoim dzieciom wykształcenie i początkowo, gdzie się tylko dało, organizowali naukę. W 1868 roku wybudowano szkołę, pierwszą prywatną szkołę w USA, gdzie uczono w językach angielskim i polskim. Natomiast pierwszy murowany dom, w klasycznym śląskim stylu, ze stromym dachem, powstał w 1858 roku. Teksas ma suchy, pustynny klimat, wokół żyją węże i inne dzikie zwierzęta – dla Polaków oznaczało to coś nowego, co nastręczało im problemów. W połowie XIX wieku na Indian próbujących odzyskać swoje ziemie i grasujących rabusiów nie było sposobu. Także i na ten skrawek Teksasu dotarły epidemie i codzienne problemy. Jeden z pierwszych emigrantów osiadłych w St. Hedwig zapisał we wspomnieniach dramatyczne słowa: „oczekiwaliśmy już tylko naszego końca”. I jeszcze drobny szczegół ze wspomnień Constantiny Pyki-Adamietz: „pierwszy raz jedliśmy pieczone uszy”. Rozgoryczenie emigrantów powodowało kłótnie i pretensje do o. Moczygęby. Nic dziwnego, że musiał stamtąd wyjechać już po dwóch latach. Kolejnym i to jednym z większych problemów polskich emigrantów była wojna secesyjna, w której Ślązacy nie chcieli brać udziału. A jeśli już, to raczej zaciągali się pod sztandary Unii – oddziałów Północy, co wzbudzało niechęć innych Teksańczyków – konfederatów. Za duchem o. Leo Duch Leopolda Moczygęby z pewnością pozostał w Pannie Marii. Franciszkanin zmarł w 1891 roku w stanie Michigan, a w 1974 r. do Panny Marii sprowadzono jego prochy i złożono je pod dębem, pod którym emigranci spędzili pierwszą w USA Wigilię. 157 lat od tego dnia, w pewien listopadowy, bardzo ciepły dzień pojechaliśmy do Panny Marii, przemierzając bezkresny Teksas. Ponoć mieszka tam na stałe już tylko 40 osób. Kiedy podjechaliśmy pod kościół, zobaczyliśmy tylko jedną kobietę, która wówczas z niego wychodziła. Gdybyśmy wówczas wiedzieli, że nie spotkamy tam już nikogo, na pewno stałaby się ona dla nas główną bohaterką Panny Marii. Koło kościoła rośnie wspomniany dąb, dający cień na monument ku czci o. L. Moczygęby, przed wejściem są tablice z nazwiskami Polaków i nazwy miejscowości, z których pochodzili. Większość z nich wywodziła się ze Śląska, ale znaleźliśmy też tablicę z napisem „Eva Sieja 24.XII.1884 Kolbusova”; być może to właśnie ta podkarpacka Kolbuszowa, 30 km od Mielca. Szkoła była zamknięta, a przez szybę w drzwiach wejściowych można było zobaczyć na pierwszym planie zegar, na którym czas się zatrzymał. Zdenerwowaliśmy się, że z nikim nie porozmawiamy. W błogiej ciszy Panny Marii rozglądaliśmy się, aby znaleźć punkt z informacją. Jest! „Visitor center” - zamknięty. Znów zerkamy przez okno, oglądając pamiątki m.in. polskich drużyn sportowych ze Śląska, książki, albumy i masę innych – mogłoby się wydawać – rupieci. Skoro to jest tak mała miejscowość, to na pewno, tak jak w Polsce, najwięcej o niej i o ludziach tu żyjących wie ksiądz. Poszliśmy na plebanię. Tam znów odbijamy się od szczelnie zamkniętych drzwi i pozasłanianych okien. Wróciliśmy do kościoła i zaczęliśmy przeglądać polskie śpiewniki, widać, że przepisywane po raz dziesiąty, z pogubionymi literami czy końcówkami. Prasa parafialna po polsku, ulotki i księga gości, po której widać, że nieczęsto przyjeżdżają tam Polacy mieszkający w Polsce. Pozostawiliśmy więc oryginalny wpis z Mielca. ![]() Opuszczona Panna Maria czy nikt tu już nie mieszka? Na pewno ktoś mieszka, bo wszystkie trawniki są elegancko skoszone, w kościele czysto, niemal każde obejście uporządkowane, ale przy mało którym kręcą się ludzie, przy mało którym widać auto, które w Ameryce może być wskazówką, że ktoś jest w danym domu. Cmentarz! Jakiś „świeży” grób z biało-czerwonymi kwiatami, dalej duże rodzinne grobowce, także Moczygębów, małe bezimienne mogiłki, a przy niektórych informacje, że służyli w armii amerykańskiej. Wiele nazwisk zamerykanizowanych, zamiast Zając jest Zaiontz itd. Wiele amerykańskich imion z polskimi nazwiskami i odwrotnie. To znak czasu, który nie tylko w tym miejscu zatoczył koło. Anna Bratek Odsłon: 362
Powered by AkoComment Tweaked Special Edition v.1.4.6 |
||||||||
| « poprzedni artykuł | następny artykuł » |
|---|
| Chodnik donikąd |
| a ja apeluje aby wiecej nie glosowac na tych ... |
| Więcej... |
| Paweł i Gaweł w jednym żyli do... |
| MSM ma bardzo nieładny zwyczaj, że nalicza op... |
| Więcej... |
| Schodzić czy nie z roweru? |
| Rowerzyści to zakała blokująca ruch na drogac... |
| Więcej... |
| REGULAMIN PLEBISCYTU OSP |
| witam Państwa, chciałam zapytać czy jest ... |
| Więcej... |
| Mielczanie będą budować odrzut... |
| bardzo ladny towar |
| Więcej... |
| Buszujący w kawie |
| :? |
| Więcej... |
TELEGRAM KORSO
Budzyński i Armia
Tego nie możesz przegapić! Spotkanie z Tomkiem Budzyńskim odbędzie się dzisiaj (18.05) o godz. 18.00 w Klubie Muzycznym STUDIO przy ulicy Pułaskiego 2A, Artysta jest liderem zespołu muzycznego Armia. więcej
PZL wyprodukuje struktury lotnicze odrzutowca
PZL Mielec, będąca częścią Sikorsky Aircraft, podpisała kontrakt z amerykańskim producentem samolotów. więcej
Uwaga! Utrudnienia na ul. Kościuszki
W związku z prowadzoną przebudową ulicy Kościuszki, wykonawca prac informuje o utrudnieniach, jakie nastąpią w najbliższych dniach. więcej
Będziemy mieć strefę kibica
W Mielcu powstanie tzw. strefa kibica. Wspólne oglądanie meczów na ogromnym leadowym ekranie będzie się odbywać w miejscu sezonowego lodowisko. więcej