Korso - Tygodnik Regionalny | Mielec

Piątek
Maj 18
    Imieniny obchodzą: Aleksander, Aleksandra, Alicja
Rozmiar tekstu
  • Increase font size
  • Default font size
  • Decrease font size
Advertisement
Start arrow Publicystyka arrow Wspomnienia arrow Małżeństwo w cieniu polityki
Małżeństwo w cieniu polityki Drukuj Poleć znajomemu
21.04.2011.
Image
On może o sobie powiedzieć, że jest jednym z weteranów samorządowego życia w Mielcu, bo po raz pierwszy wiceprezydentem miasta został 24 lata temu, jeszcze w poprzednich realiach polityczno-gospodarczych, a radnym wybierano go już pięć razy z rzędu. Ona jest absolutną debiutantką, bo w listopadzie ubiegłego roku po raz pierwszy wystartowała w wyścigu do fotela radnej i wygrała go, osiągając (podobnie jak mąż) jeden z najlepszych wyników w Mielcu. O tym, jak podjęła decyzję, że wejdzie w politykę, opowiada tak: - W zeszłym roku pomyślałam sobie: kurcze, Baśka, tyle lat pracujesz i wkładasz w to wiele serca, ciekawe, jak to ludzie oceniają? I postanowiłam wystartować w wyborach do samorządu miejskiego, żeby sprawdzić, jak jest odbierana moja praca.

Test wypadł doskonale. Z dobrym wynikiem weszła do rady miejskiej. Razem z mężem, który też startował. Oczywiście z tego samego komitetu: Razem dla Ziemi Mieleckiej. Był taki moment, że wspólnie zasiedli na sali obrad rady miejskiej. Niedługo potem mąż został wiceprezydentem, więc małżeńskie rajcowanie trwało krótko.
Takie małżeńskie duety na szczeblu samorządowym, jak Barbara i Mieczysław Wdowiarzowie, to w skali kraju z pewnością sytuacja rzadko spotykana.

Trzeci, czwarty i piąty raz
Mieczysław Wdowiarz po raz trzeci wraca do pracy w Urzędzie Miejskim w Mielcu, jest to już czwarta kadencja w roli wiceprezydenta i piąty sukces w wyborach samorządowych, w których od roku 1994 systematycznie uzyskuje mandat radnego. Zapytany, czy wyborcze sukcesy sprawiły, że postanowił namówić żonę do stanięcia w wyborcze szranki, odpowiada: -W tych sprawach moja żona jest niesterowalna. To był jej pomysł.

Mielec – Tuszów - Mielec
Zanim rozpoczął swoją karierę samorządową i polityczną, był urzędnikiem. Jako absolwent Wydziału Prawa i Administracji rzeszowskiej filii UMCS Lublin po raz pierwszy o pracę w Urzędzie  Miejskim w Mielcu starał się w roku 1977. Nic z tego nie wyszło i tak trafił do Urzędu Gminy w Tuszowie Narodowym, gdzie otrzymał posadę referenta. Dopiero po powrocie z wojska w roku 1979 ówczesny naczelnik miasta Mielca, Józef Król, przyjął go do pracy na stanowisku inspektora wydziału gospodarki komunalnej. Jak po ponad 30 latach wspomina tamte czasy?
- Wcale wtedy nie było łatwiej niż dziś. Aspiracje ludzi były wcale nie mniejsze. Mielczanie zawsze mieli duże ambicje i wysoko stawiali władzy  poprzeczkę. Te ambicje m.in. napędzała przez dziesiątki lat fabryka, ściągając z całego kraju ludzi wykształconych. Jak ktoś myślał, że w zaciszu urzędniczych gabinetów znajdzie ciepłą i spokojną posadkę, to się srodze mylił. Trzeba się było szybko uczyć wszystkich zagadnień związanych z życiem miasta od ludzi, którzy znali je na pamięć i liczyć z tym, że jest się na cenzurowanym i nie ma taryfy ulgowej.

O zmianie ustroju i hartowaniu przyjaźni
Po 8 latach pracy w roli inspektora i szefa Miejskiej Komisji Planowania awansował na zastępcę prezydenta miasta, którym był wtedy Lucjan Surowiec. Po wyborach w 1990 roku, po przełomie ustrojowym, z dnia na dzień stracił posady i musiał szukać sobie innej pracy - poza urzędem miasta.
- Najgorzej było w 1989 roku, po rewolucji - potwierdza Barbara Wdowiarz. Słowo ,,rewolucja" pada podczas naszej rozmowy kilkakrotnie.  - To był bardzo ciężki czas, najgorsze, że nie widziałam perspektyw, a przecież w domu były malutkie dzieci, trzeba było je utrzymać - opowiada o tych czasach Barbara Wdowiarz.
Mieczysław Wdowiarz też wspomnień z tamtych czasów nie zaliczy do najlepszych: - Nie za bardzo rozumiałem tamtą politykę. Wyobrażałem sobie, że jak przyzwoicie pracuję, to powinienem mieć szansę tę pracę kontynuować, choć oczywiście niekoniecznie na dotychczasowym stanowisku. Nie wspominam tego dobrze, choć dzięki temu udało mi się dobrze poznać charaktery niektórych osób. Sprawdziło się powiedzenie, że kolegów i przyjaciół poznaje się w biedzie. Mogłem iść do pracy na WSK, bo ówczesny dyrektor Szymański mi to umożliwiał i tego mu nie zapomnę, ale chciałem pracować w tej dziedzinie, którą już poznałem. Tak się złożyło, że będąc wiceprezydentem, poznałem architekta, z którym współpracowaliśmy przy projektowaniu różnych inwestycji, pana Ferenca, który niedługo potem został wojewodą rzeszowskim. Widocznie musiałem zrobić na nim dobre wrażenie, bo będąc dla mnie prawie obcym człowiekiem, postanowił mnie u siebie zatrudnić i tak wkrótce potem znalazłem się w Kolbuszowej, pomagając przez 8 lat tworzyć tamtejszy urząd rejonowy.

Stabilizacja na krótko
Wydawało się, że doświadczenie przełomu lat 80. i 90. może zniechęcić go do włączania się w politykę. Znalazł dobrą pracę, poczuli jakąś stabilizację.
Jednak temperament polityczny spowodował, że znów wszedł do gry. Start w wyborach samorządowych w roku 1994 potraktował jako szansę zaistnienia w mieleckim samorządzie. - Nie zniechęcało to męża do ponownego udziału w polityce? Godziła się Pani na to, że mniej więcej co 4 lata będziecie przeżywać huśtawkę nastrojów, gorycz porażki, szukanie nowej posady? - pytam. - Nie, bo wiedziałam, że to dla niego ważne - odpowiada Barbara Wdowiarz. - Ma to po swoim ojcu, Michale, który zawsze był taki zaangażowany, był radnym gminnej rady narodowej, wybudował dom strażaka, zresztą umarł na zebraniu rady osiedlowej...

Bezpartyjny
Tym razem już na stałe wszedł do polityki. Został radnym, startując z listy Ochotniczej Straży Pożarnej na Smoczce. W  PRL był w partii. W nowej Polsce nigdy nie związał się politycznie i podkreśla swoją bezpartyjność.
-Nie byłem członkiem żadnej partii w tym czasie i do tej pory nie jestem. Wolę sam sobie narzucać cele i trzymać się z daleka od politycznych gremiów, bo to na szczeblu samorządowym jest zupełnie niepotrzebne. Duże partie chcą zawładnąć całą przestrzenią polityczną, także na najniższych lokalnych szczeblach, ale - jak pokazują ostatnie wybory - ludzie tego nie chcą i wybierają często osoby, które nie posługują się partyjnym szyldem. Moje poglądy polityczne są dalekie zarówno od skrajnej lewicy, jak i skrajnego liberalizmu. Można je ulokować gdzieś pośrodku. Moja dewiza to jak najmniej ideologii i jak najwięcej rozumu – mówi Wdowiarz.
Mimo deklaracji, w Mielcu zawsze będzie postrzegany jako przedstawiciel lewicy, co potwierdza zresztą czynem - w dwóch ostatnich wyborach w Mielcu wystartował z listy Komitetu Wyborczego Razem dla Ziemi Mieleckiej, zbliżonego do SLD.

On gospodarz, ona - społecznica
Co pociąga jej męża w polityce? Lubi kierować ludźmi, pociąga go władza? - pytam.
- Nie, jestem pewna na 100 procent, że mąż nie ma chęci kierowania ludźmi, nie jest to jego motto życiowe. Przez te blisko 40 lat dobrze go poznałam i wiem, że jest to raczej chęć rozwiązywania problemów i zadań. To jest rodzaj wyzwania. Mąż zawsze związany był ze sprawami Mielca i mnie to fascynuje, że on ma wizję rozwoju tego miasta. To jest supersprawa.
Miasto wg Mieczysława Wdowiarza widziane oczami żony? - Myślę, że rozwiązania komunikacyjne są dla niego niezwykle ważne. Ponadto powiedziałabym, że widzi to miasto powiązane z innymi ośrodkami, a nie oderwane, wyizolowane. To wizja miasta otwartego, służącego ludziom. Gospodarka komunalna to jego żywioł, w odróżnieniu ode mnie. Kompletnie nie czuję tego, nigdy spraw gospodarczych miasta jakoś nie roztrząsamy. Z kolei dla mnie ważna jest polityka społeczna, więc każdy ma swój temat. Ja się z tego cieszę, bo on lubi tę pracę. I rzadko narzeka, on jest super, ja go tak bardzo kocham, że to jest aż nieprzyzwoite - z rozbrajającym uśmiechem mówi moja rozmówczyni. - Tyle lat...

Zesłanie do MPGK
Polityczne zawirowania w miejskiej koalicji po wyborach w roku 2006 znowu wypchnęły Wdowiarza z urzędu przy ulicy Żeromskiego. Ugrupowanie Nasz Mielec prezydenta Janusza Chodorowskiego postanowiło zmienić koalicjanta w radzie i zamiast ugrupowania Razem dla Ziemi Mieleckiej w koalicji znalazło się Prawo i Sprawiedliwość. Skutkiem tej zamiany było objęcie funkcji wiceprezydenta przez Fryderyka Kapinosa z PiS-u. Mieczysław Wdowiarz zamienił gabinet w Urzędzie Miejskim na fotel głównego specjalisty w mieleckim MPGK.
-Taka jest demokracja i trzeba się z tym pogodzić. Rozumiałem doskonale sytuację, bo wielokrotnie jeździłem z prezydentem Chodorowskim do Rzeszowa i widziałem, jak trudno u władz wojewódzkich znaleźć zrozumienie dla mieleckich problemów.  Jak pojawiła się szansa, żeby to zmienić poprzez zmianę koalicji i szukanie przychylności w PiS-owskim sejmiku, to trzeba było ją wykorzystać i ja to rozumiałem. Stawką w tej grze były m.in. inwestycje na drogach wojewódzkich przebiegających przez Mielec, które były i są realizowane.

Wiceprezydencka satysfakcja
Pracując w MPKG, był radnym. Po ostatnich wyborach znowu uzyskał jeden z najlepszych wyników. Nowe koalicyjne rozdanie w mieście sprawiło, że znowu powrócił na jedno z najbardziej eksponowanych stanowisk w mieście jako wiceprezydent.
- Praca w samorządzie to nie polityka, tylko proza życia – to dziura w moście, brak chodnika i wiele innych spraw, którymi ludzie żyją na co dzień. Ale są to także problemy o znaczeniu strategicznym. Miałem przyjemność uczestniczyć w dwóch przedsięwzięciach mających kluczowe znaczenie dla miasta. Pierwszą było podjęcie jeszcze za czasów prezydenta Surowca budowy stacji uzdatniania wody. Niewydolne ujęcie wody na Wisłoce i zatruta woda to była dla miasta katastrofa. Nowe ujęcie, nowa sieć i nowe magistrale wodne oraz stacja uzdatniania to był cały ciąg olbrzymich  inwestycji. Drugim wielkim przedsięwzięciem była budowa nowego systemu kanalizacyjnego i oczyszczalni ścieków. Bez tych inwestycji w infrastrukturze technicznej niemożliwe byłoby funkcjonowanie miasta i jego rozwój. Rozwiązanie tych problemów było argumentem także przy powstawaniu strefy, dzięki której to miasto ocalało. Proszę zauważyć, że Mielcu nie ma wielkich problemów z terenami pod budownictwo tylko dlatego, że kilkadziesiąt lat temu spore obszary na terenie miasta, głównie na osiedlu Smoczka, stały się gruntami publicznymi, że doprowadzono tam wszelkie media kosztem olbrzymich nakładów finansowych – mówił Mieczysław Wdowiarz.  

Dlaczego wdałam  się w politykę?
Jak to się stało, że weszła do tej samej rzeki, co jej mąż? - Muszę się przyznać, że nie do końca zdawałam sobie sprawę, startując na radną, że to polityka - odpowiada po zastanowieniu. - Startowałam dlatego, że chciałam sprawdzić, czy ludzie doceniają to, co robię. Całe życie pomagam ludziom. Wyniosłam to z domu. Moja mama zawsze mi mówiła: jak widzisz kobietę, która niesie ciężkie torby, to masz jej pomóc...Więc słucham mamy i na przykład, kiedy pada deszcz, a ja jadę autem, to zapraszam do środka. Czasami nie wsiadają, ale to już ich wybór.
Tak się też złożyło, że zawodowo zajmuje się pomaganiem. - To niezwykłe, gdy człowiek ma pracę, którą kocha, a mnie się to przytrafiło, może dlatego robię znacznie więcej, niż to wynika z podstawowych zadań, które powinnam realizować. I w zeszłym roku pomyślałam sobie: Kurcze, Baśka, tyle lat pracujesz i wkładasz w to wiele serca, ciekawe, jak to ludzie oceniają? Wiem, że moi przełożeni oceniają mnie pozytywnie, dostaję od czasu do czasu nagrody, wojewoda wysunął dwóch kandydatów z województwa, w tym mnie, do pracy w Radzie Polityki Społecznej funkcjonującej przy Ministrze Polityki Społecznej...
Mąż nie przekonywał jej do startu w wyborach. - Co to, to nie - śmieje się Barbara Wdowiarz. - Wahałam się, kiedy dostałam tę propozycję i pytałam go: Jak ty to widzisz? On też nie był pewien, czy to dobry pomysł, zbyt szczęśliwy nie był, ale zaakceptował to. Zresztą u nas w domu nigdy nie jest tak, że ktoś sam robi coś na przekór, więc gdyby nie zaakceptował, nie startowałabym.

Serce po lewej stronie
Barbara Wdowiarz przyznaje, że zawsze miała lewicowe przekonania, więc start z ugrupowania lewicowego to był jej naturalny wybór. PRL podobał jej się z powodu prospołecznych rozwiązań. Np. studenci dostawali duże stypendia za wyniki i dzięki temu mogła studiować, bo tylko jedno z rodziców pracowało, więc sami nie daliby rady. - My mamy trójkę dzieci i wiem, że gdybyśmy z mężem mieli dochody takie, jak moi rodzice, nie dalibyśmy rady ich wykształcić. To niesprawiedliwe, że niektórzy nie mają szansy na wykształcenie, a dawniej wszyscy ją mieli.
U Barbary Wdowiarz lewicowe przekonania polityczne nie wchodzą w żaden konflikt z głęboką wiarą. - Jestem katoliczką, Kościół jest dla mnie niezwykle ważny. Jestem zresztą wolontariuszem ,,Arki", pracuję tam.

Pozytywnie zweryfikowani
Na pierwszej sesji rady miasta kadencji 2010-2011, jeszcze przed drugą turą wyborów na prezydenta miasta, Mieczysław Wdowiarz miał okazję usiąść w fotelu radnego obok swojej małżonki Barbary, która po raz pierwszy zdecydowała się wystartować w wyborach samorządowych i odniosła w nich sukces nie mniejszy niż jej mąż.
Jeśli głosy oddane w wyborach do rady miejskiej miały być sprawdzianem, jak oceniana jest praca Barbary Wdowiarz, dyrektorki Powiatowego Centrum Pomocy Rodzinie w Mielcu, to test wyszedł znakomicie. Dostała ponad 450 głosów, jeden z najlepszych wyników w tych wyborach. - Jaki jest pani plan na działanie w radzie? - pytamy. - Mam taki plan i jest nim powiązanie działań Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej z PCPR. Chciałabym, aby działania MOPS się rozwinęły, żeby nie skupiały się na wypłacaniu zasiłków. Mam pomysł na stworzenie ,,mieszkania chronionego" i wiele innych.
Czy „polityczne" małżeństwo rozmawia o swojej pracy i działalności politycznej w domowym zaciszu? Jak teraz wyglądają domowe dyskusje wiceprezydenta z radną?
On: - Czasem są to dość ostre dyskusje - odpowiada. - Pewne sprawy żonie jako obywatelce tego miasta i radnej staram się wytłumaczyć, ale z drugiej strony jej opinie są dla mnie często inspirujące i rzucają nowe światło na dany problem.
Ona: - Mamy z mężem zasadę, że nie rozmawiamy o pracy w domu. Chyba że jest coś tak ważnego, że nas to jakoś wyjątkowo dręczy i potrzebujemy rady, wsparcia... W innych sytuacjach nie, przynoszenie pracy do domu pewnie by się skończyło tym, że człowiek by zwariował.  

Dzieci
Dzieci były trochę zdziwione, gdy okazało się, że mama też startuje w wyborach. - Że tata od lat jest radnym, do tego się przyzwyczaiły, ale mama? - śmieje się Barbara Wdowiarz. Ich najstarsza córka Anna ma 34 lata, pracuje w pomocy społecznej w Radomyślu, zajmuje się projektami unijnymi. Ela studiuje prawo, jest na 4 roku, ale zastrzega, że nie pójdzie w ślady matki, ale będzie się zajmować finansami. Pracę będzie pisać z prawa finansowego. Syn Michał jest fizjoterapeutą.

Zwykłe życie
Praca zawodowa, działalność samorządowa, a także obowiązki rodzinne pochłaniają małżeństwu Wdowiarzom sporo czasu, więc wolnych chwil na pasje i rozrywki nie mają za wiele, a gdy znajdzie się chwila to: - Zdarza się nam czasami pobiegać na nartach biegowych albo pójść na basen – ten basen, który przez niektórych był tak krytykowany, a na który przychodzi teraz tak dużo ludzi – dzieci, młodzież i staruszkowie, co dawniej było nie do pomyślenia - opowiada wiceprezydent. - Kiedyś chodziłem na piłkę ręczną, bo kibicowałem bratu, który grał w Stali Mielec, a teraz jestem bardziej patriotą lokalnym i wolę pokibicować mojej Smoczance. Na tym samym stadionie sam kiedyś kopałem piłkę i z przyjemnością tu teraz przychodzę na mecze. Często na meczu jest po 200-300 osób. Śmiać się chce, jak prezes poważnego ligowego klubu mówi, że na ich mecze przychodzi 100 osób. U nas nie ma żadnych burd, ludzie przychodzą całymi rodzinami, jest fajna atmosfera - to czyste amatorstwo i rekreacja. Tak moim zdaniem powinien wyglądać sport.
Barbara Wdowiarz ma nieco inne pasje. - Przede wszystkim jest to praca na działce, przynajmniej raz w tygodniu chodzę na basen. Lubię czytać pełne miłości, ciepłe książki. Uwielbiam podróżować.
    
Małgorzata Rojkowicz,      

Edward Tabor


Odsłon: 1600

  Komentarz (1)
1. Kolorowy świat
Napisał(a) jan, na temat 26-04-2011 15:40
Ja zacytowałem kolorowy świat .........Zapytam ile tak naprawde jest prawdy w tym co jest napisane,Kolor i jeszcze raz kolor.

Napisz Komentarz
  • Proszę utrzymaj temat wiadomości związany z przedmiotem artykułu.
  • Osobiste słowne ataki będą usunięte.
  • Proszę nie używaj komentarzy, które mogą zablokować witrynę. Taki materiał będzie usunięty.
  • Upewnij się zanim klikniesz przycisk 'Wyślij', czy widzisz poprawny kod zabezpieczeń chroniący naszą witrynę przed spamem. Jeśli nie, kliknij *Odśwież Stronę* w twojej przeglądarce.
  • Jeśli nie możesz przesłać zawartości prawdopodobnie wpisałeś zły kod bezpieczeństwa.
Imię:
E-mail
Tytuł:
BBCode:Web AddressEmail AddressBold TextItalic TextUnderlined TextQuoteCodeOpen ListList ItemClose List
Komentarz:



Kod:* Code
Powiadom mnie o komenatrzach

Powered by AkoComment Tweaked Special Edition v.1.4.6
AkoComment © Copyright 2004 by Arthur Konze - www.mamboportal.com
All right reserved

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »

TELEGRAM KORSO

Budzyński i Armia

Tego nie możesz przegapić! Spotkanie z Tomkiem Budzyńskim odbędzie się dzisiaj (18.05) o godz. 18.00 w Klubie Muzycznym STUDIO przy ulicy Pułaskiego 2A, Artysta jest liderem zespołu muzycznego Armia. więcej

PZL wyprodukuje struktury lotnicze odrzutowca

PZL Mielec, będąca częścią Sikorsky Aircraft, podpisała kontrakt z amerykańskim producentem samolotów. więcej

Uwaga! Utrudnienia na ul. Kościuszki

W związku z prowadzoną przebudową ulicy Kościuszki, wykonawca prac informuje o utrudnieniach, jakie nastąpią w najbliższych dniach. więcej

Będziemy mieć strefę kibica

W Mielcu powstanie tzw. strefa kibica. Wspólne oglądanie meczów na ogromnym leadowym ekranie będzie się odbywać w miejscu sezonowego lodowisko.  więcej