Miłośnicy rodzinnych krajobrazów i historii, którzy w wakacyjnych wędrówkach po Polsce wyruszą z Warszawy na wschód, w stronę Białegostoku i granicy (dawną „szosą radzymińską”), natrafią niebawem na Wyszków nad Bugiem.
Niektórzy zaraz skojarzą to miasto z piosenką „Elektrycznych Gitar”: „Wyszków tonie, Wyszków tonie…” z charakterystycznymi dla tego zespołu subtelnymi dowcipami i lekko kłującymi podtekstami. Jeżeli jednak zatrzymają się w mieście, zobaczą na pewno na wzgórzu piękny XVIII-wieczny kościół, a przy nim na tablicy informację, że w plebanii obok kościoła w dniu 15 i 16 sierpnia 1920 roku przebywali: Feliks Dzierżyński, Julian Marchlewski i Feliks Kohn, a także, dwa dni później, generał Józef Haller i Stefan Żeromski. Szczegółów mogą się dowiedzieć między innymi z umieszczonego w Internecie tekstu Żeromskiego pt. „Na probostwie w Wyszkowie”. Tekst ten, drukowany przed wojną między innymi wraz z „Przedwiośniem”, przeznaczony był dla tych czytelników, którzy przez nieuważną lekturę powieści mogli mieć błędne wyobrażenie o poglądach autora. W czasach PRL oczywiście tekst był nieznany (z wyjątkiem nielegalnego obiegu) i chyba jest nadal nieznany, nawet niektórym polonistom. Żeromski, jako korespondent wojenny, wraz z Adamem Grzymałą Siedleckim i Ferdynandem Ruszczycem, przez palące się jeszcze wsie i zniszczone mosty dotarł do Wyszkowa, gdzie na plebanii przebywał już generał Haller oraz ambasador francuski Jusserand. Proboszcz opowiadał o wizycie nieproszonych gości, o rozmowach, które z nim prowadzili. Generał Haller tłumaczył, ambasador robił notatki. Żeromski nie przytacza w swym tekście treści tych rozmów. Odsyła czytelnika do pism i broszur agitacyjnych wydawanych między innymi przez partię „Proletariat”, do której należał Feliks Kohn. Przedstawia bohaterów wydarzeń, którzy „z ramienia Rosyjskiej Republiki Rad” zmierzali do Warszawy, by tam instalować rząd polskiej republiki rad, szczególnie Feliksa Dzierżyńskiego „przyszłego wielkorządcę naszej biednej ojczyzny –krótko, co prawda, sprawującego swą nad nami władzę i jak dotychczas, w niepokaźnym Wyszkowie.” Pisze także Żeromski: „Feliksa Dzierżyńskiego mam szczęście nie znać osobiście (…), nie dotykałem ręki krwią obmazanej po łokcie”. Juliana Marchlewskiego poznał w Rapperswilu, gdzie na jego prośbę, za obiecane godziwe honorarium, przekazał mu do tłumaczenia na język niemiecki i do druku wiele swoich tekstów. (Mimo wyczerpania nakładów drukowanych tekstów i prób ich wznowienia, żadnego honorarium nigdy nie otrzymał. Pozostały mu tylko liczne „autografy” Marchlewskiego na sporządzonych umowach.) Toteż na plebanii w Wyszkowie, bez wyrzutów sumienia, przemoczony i zmarznięty do szpiku kości, wrzucił do dwu szklanek gorącej herbaty cukier (po trzy kostki do każdej!). Proboszcz go bowiem zapewnił, że „to cukier pana Marchlewskiego, zostawiony przezeń w popłochu ucieczki”. Jak się ukazuje, cukier był produktem wówczas nieosiągalnym („oczy nasze ujrzały na jawie cukier kostkowy w najlepszym gatunku i w pokaźnej obfitości kawałków”). Feliksa Kohna pamiętał Żeromski jako sędziego na procesie Stanisława Brzozowskiego w Krakowie: „postać wywiędła, zniszczona, człowiek jakby ze mgły, o twarzy sympatycznej nerwowego utopisty”. Żeromski wówczas, podobnie jak Karol Irzykowski i Wacław Nałkowski, bronił Brzozowskiego oskarżanego o współpracę z carską policją polityczną, „ochraną”. Kohn był przekonany o jego winie. Wszyscy trzej goście w Wyszkowie byli „otoczeni silną strażą, która z nabitą bronią pilnowała ich kwatery na plebanii, jeździli znakomitym i wytwornym automobilem, jedli i pili doskonale, spali wygodnie. (Zawsze zadaję sobie pytanie, czym też ludzie tego rodzaju zarabiają na to dostatnie życie?) – pisze Żeromski. Jak niegdyś carscy komisarze „ci rodacy, dla poparcia swej władzy przyprowadzili na nasze pola, na nasze nędzne miasteczka, na dwory i chałupy, na miasta przywalone brudem i zdruzgotane tyloletnią wojną – obcą armię, masę złożoną z ludzi ciemnych, zgłodniałych, żądnych obłowienia się i żołdackiej rozpusty. W pierwszym dniu wolności, kiedyśmy po tak strasznie długiej niewoli ledwie głowy podnieśli, całą Moskwę na nas zwalili.” W Wyszkowie na plebanii 15 sierpnia 1920 r. czekali na rozwój wydarzeń. Jeden z licznych tekstów różnych autorów, poświęconych tym wydarzeniom, nosi tytuł „Gdyby pod Radzyminem…”. Strach pomyśleć, co by się stało z Polską, gdyby pod Radzyminem, na przedpolu Warszawy, wydarzenia wojenne przebiegły inaczej. Dziś Żeromskiego czytają tylko historycy literatury oraz – kilka utworów, z obowiązku - uczniowie (jeżeli w ogóle czytają, a nie tylko poznają streszczenia). Różne są tego przyczyny. Poza powszechną niechęcią do czytania, szczególnie większych całości, zraża między innymi młodopolski, nastrojowo – emocjonalny, trudny w odbiorze styl, fragmentaryczność fabuły utworów, wreszcie – temat, wciąż ten sam, wydawałoby się nieaktualny: historia i troska o los narodu oraz o los „bezdomnych”, i to bezdomnych taką bezdomnością, jakiej współcześni bezdomni (w naszym kraju i w krajach podobnych) nawet nie próbują sobie wyobrazić. A jednak ze zdumieniem można stwierdzić, że spór o Żeromskiego, o jego osobę i twórczość, trwa. W Kielcach, mieście Żeromskiego („Klerykowie” z „Syzyfowych prac”), nie wszyscy są dumni z niego. Można spotkać ludzi, na przykład przewodników wycieczek, którzy potrafią tylko z niechęcią opowiadać o „wstydliwych” szczegółach z biografii pisarza, o grzechach młodości, plotki o przyczynach nieuzyskania matury, o komplikacjach małżeńskich i rodzinnych. Jakby nie wiedzą o tym, że pisarz już w Kielcach był całkowitym sierotą, bez środków do życia, chorym na gruźlicę i często głodnym (dosłownie), że jako nauczyciel domowy był wykorzystywany i wyśmiewany przez uczniów i chlebodawców (Paluszkiewicz z „Syzyfowych prac” i Andrzej Radek), że tak wiele i ciężko pracował, że kształtował i budził polskie sumienie narodowe i sumienie wszystkich ludzi „w miękkie szaty odzianych”, że sam siebie zawsze krytycznie oceniał, a był wielkim pisarzem, jednym z największych Polaków i jednym z najszlachetniejszych, najuczciwszych i najbardziej ofiarnych ludzi. Twórczością Żeromskiego posługiwano się przez cały wiek w wielkim sporze ideologicznym. Był celem niewybrednych ataków. Robiły to obie strony wielkiego sporu, nie zawsze uczciwie i do końca wyczytując z jego tekstów to, co naprawdę napisał. Często wynikało to, i chyba wynika nadal, z nieznajomości zarówno utworów, jak i samej osoby pisarza, mimo że tak wiele już o nim napisano. Bogumiła Gajowiec Odsłon: 720
|
- Proszę utrzymaj temat wiadomości związany z przedmiotem artykułu.
- Osobiste słowne ataki będą usunięte.
- Proszę nie używaj komentarzy, które mogą zablokować witrynę. Taki materiał będzie usunięty.
- Upewnij się zanim klikniesz przycisk 'Wyślij', czy widzisz poprawny kod zabezpieczeń chroniący naszą witrynę przed spamem. Jeśli nie, kliknij *Odśwież Stronę* w twojej przeglądarce.
- Jeśli nie możesz przesłać zawartości prawdopodobnie wpisałeś zły kod bezpieczeństwa.
|
Powered by AkoComment Tweaked Special Edition v.1.4.6 AkoComment © Copyright 2004 by Arthur Konze - www.mamboportal.com All right reserved |