 Zasiadają na swoich prezesowskich fotelach po kilkanaście lat. Zarabiają grubo ponad 100 tysięcy złotych rocznie, niekiedy więcej od prezydenta miasta. Mowa o szefach miejskich spółek. Kim są, za co odpowiadają i jak są oceniani?
Miejskie spółki mają spory wpływ na komfort naszego życia, ale też na to, jak bardzo są obciążone domowe budżety rachunkami za wodę, ścieki, ciepło, przejazdy komunikacją miejską. Miejskie Przedsiębiorstwo Gospodarki Komunalnej odpowiada m.in. za produkcję i rozdział wody, odprowadzanie i oczyszczanie ścieków, usuwanie nieczystości stałych, remonty ulic, chodników, zimowe utrzymanie dróg. Miejskie Przedsiębiorstwo Energetyki Cieplnej odpowiedzialne jest m.in. za produkcję, dystrybucję i przesył energii cieplnej, remonty centralnego ogrzewania. Miejska Komunikacja Samochodowa zabezpiecza zbiorowe przewozy pasażerskie, a Miejski Zarząd Budynków Mieszkalnych zajmuje się administrowaniem i modernizacją podległych sobie budynków.
Od państwowych zakładów po spółki Gdy przedsiębiorstwa te powstawały, w okresie PRL-u były placówkami państwowymi. W 1991 roku ówcześni samorządowcy przekształcili je w zakłady budżetowe urzędu miasta. Na ich czele stali dyrektorzy. Po pięciu latach władze Mielca zdecydowały się na przekształcenie tychże czterech zakładów w spółki z ograniczoną odpowiedzialnością. Piąta miejska spółka powstała w 1998 roku na bazie wybudowanego rok wcześniej składowiska odpadów komunalnych. Mowa oczywiście o Zakładzie Utylizacji Odpadów Komunalnych.
Dobre oceny Na czele spółek miejskich stoją prezesi. Formalnie o sposobie wyboru i odwołaniu prezesów spółek miejskich, podobnie jak innych tego typu podmiotów funkcjonujących zgodnie z Kodeksem Prawa Handlowego, decyduje Zgromadzenie Wspólników i Rada Nadzorcza. Niemniej prezydent miasta ma wpływ na obsadzenie tych stanowisk poprzez swoich ludzi w radzie nadzorczej. Są nimi m.in. wiceprezydenci. W środowiskach zbliżonych do magistratu prezesi miejskich spółek w Mielcu uchodzą za fachowców w swoich dziedzinach. Dobra ocena ich działalności przez rady nadzorcze, prezydenta i rządzącą koalicję powoduje, że w większości przypadków pełnią oni swoje funkcje od kilkunastu lat. Co ciekawe, szefów miejskich spółek pozytywnie ocenia też opozycja. - Kierowanie spółkami komunalnymi nie należy do najłatwiejszych, ponieważ pomimo iż są to spółki prawa handlowego, ich głównym celem nie jest osiąganie zysku, a zaspokajanie podstawowych potrzeb mieszkańców. Analiza wyników finansowych z ostatnich kilku lat mieleckich spółek pozwala na wystawienie oceny pozytywnej jej prezesom. Na szczególne wyróżnienie, moim zdaniem, zasługuje kierownictwo MKS i MPGK za ostatnie inwestycje, tj. za pozyskanie środków na powiększenie i wymianę taboru, a także modernizację infrastruktury techniczno – komunikacyjnej oraz za nowoczesną oczyszczalnię ścieków – mówi Jacek Kopacz, szef opozycyjnego klubu radnych PiS. Przypomnijmy zatem pokrótce, kto kieruje miejskimi spółkami.
Kim są prezesi Historia MPGK sięga 1954 roku. Od tego czasu przewodziło mu siedmiu szefów. Najdłużej dyrektorem naczelnym był Władysław Łabędzki (1974-90). Po nim nastąpiła era Marka Bąbały, najpierw jako dyrektora, a następnie prezesa, którym jest od 15 lat. Zanim zajął najważniejszy fotel w przedsiębiorstwie, przez 10 lat pracował w nim jako kierownik Zakładu Dróg Miejskich. Dodajmy również, że w latach 1998-02 był radnym powiatowym z prawicowego AWS-u. Później jeszcze dwukrotnie startował do rady powiatu: z komitetu Prawo Rodzina Samorządność, czyli samorządowej emanacji PiS-u, a w 2006 r. z Ligi Prawicy Razem. MZBM, który powstał w 1957 r., także ma siódmego szefa w historii. Najdłużej dyrektorem był Kazimierz Sztuka, w latach 1958-81. Proces przekształcenia MZBM-u w spółkę przeprowadzał Leszek Gwóźdź, który prezesował do 1999 roku (nadal pracuje w firmie). Po nim fotel prezesa zajął Wacław Soja. W latach osiemdziesiątych pracował w MPB, był też prezesem Miejskiej Spółdzielni Mieszkaniowej (1987-90). Zanim przyszedł do MZBM, przez osiem lat przygotowywał do zawodu adeptów budownictwa w Zespole Szkół Budowlanych. Był także radnym powiatowym z lewicowego SLD. Prezesuje też mieleckiemu klubowi Gryf. MKS-em, którego początki sięgają 1961 roku, przez 41 lat kierował najpierw jako dyrektor, a później jako prezes Stanisław Kuśnierz. W latach 2002-06 firmą zarządzał członek zarządu Edward Krupiński, a 2006 roku kieruje nią Ewa Garncarz; najpierw jako członek zarządu, a w 2008 r. formalnie została prezeską. Na początku swojej zawodowej kariery pracowała w urzędzie miasta i MPGK. Z MKS-em związana jest od 20 lat. MPEC jako samodzielne przedsiębiorstwo powstało w 1988 z przekształcenia Oddziału Gospodarki Cieplnej MZBM-u. Jego dyrektorem, a następnie prezesem był Tadeusz Łagód. Po przejściu na wcześniejszą emeryturę jego miejsce w 2000 roku zajął Wacław Korona. Wcześniej pracował m.in. na WSK w Mielcu oraz zarządzał Zakładami Podzespołów Radiowych w Kutnie i Zakładami Przetwórstwa Owocowo - Warzywnego w Dwikozach. W MPEC-u pojawił się w 1999 roku na stanowisku wiceprezesa. Najmłodszą ze spółek, czyli ZUOK-iem, od początku kieruje Rafał Groele.
Sowite pensje Za swoją pracę prezesi miejskich spółek są sowicie wynagradzani. Tak w Mielcu, jak i wielu innych miejscowościach bywa, że zarabiają lepiej od włodarza miasta. Poniekąd związane jest to z przyjętymi rozwiązaniami ustawowymi. Zarobki włodarzy wynikają bowiem z ustawy o pracownikach samorządowych. Ich pensja obliczana jest na podstawie kwoty bazowej i przy obecnych przelicznikach mogą maksymalnie zarobić 12,8 tys. zł. Wynagrodzenia prezesów są naliczane na podstawie tzw. ustawy kominowej. Mogą więc otrzymać maksymalnie sześciokrotność średniej pensji krajowej (ok. 3,5 tys. zł), czyli ponad 21 tysięcy złotych. Spośród mieleckich prezesów spółek w ubiegłym roku najwięcej zarobił Wacław Soja. W jego przypadku na 180 tys. zł brutto złożyła się też nagroda jubileuszowa. Za nim uplasował się Marek Bąbała, który zarobił 156 tys. zł, a więc tyle, co prezydent Janusz Chodorowski. 144 tys. zł to dochód Wacława Korony, a 110 tys. zł Ewy Garncarz. Najmniej, bo „zaledwie” 80 tys. zł, zarobił Rafał Groele. Prezesi mówią, że ich zarobki wynikające z kierowania spółką idą w parze ze sporą odpowiedzialnością. Za podejmowane decyzje ręczą bowiem własnym majątkiem. To też odpowiedzialność za ludzi, którzy pracują w ich zakładach, a bywa, że jest ich ponad stu. Ale zaznaczają też, że znacznie więcej by zarabiali, gdyby kierowali prywatnymi firmami. A jak komentuje płace prezesów włodarz miasta? - Uważam, że zarobki prezesów spółek miejskich są adekwatne do zakresów ich obowiązków i wkładu pracy na tych stanowiskach – stwierdza Chodorowski.
Lokalna polityka a spółki Od czasu do czasu, zwłaszcza po zmianach, jakie na szczytach władz w miastach następują po wyborach samorządowych, słychać, że nowi włodarze „zmieniają” szefów miejskich spółek i „powołują” na nie swoich prezesów. Utykają też w spółkach swoich zasłużonych. U nas co prawda prezydent nie zmieniał się od 17 lat, ale zmieniały się koalicje. Na ile zatem polityka, ta w wydaniu lokalnym, wpływała na obsadzanie prezesowskich stołków? Zdaniem prezydenta Janusza Chodorowskiego w Mielcu takiego wpływu nie było. - Jestem o tym głęboko przekonany. W ciągu ostatnich kilkunastu lat zmieniały się koalicje w Radzie Miejskiej i gdyby faktycznie lokalna polityka miała mieć taki wpływ, to za każdym razem zmienialiby się szefowie spółek i instytucji nam podległych. Tymczasem w przeważającej większości prezesi pełnią swoje funkcje od wielu lat – stwierdza gospodarz Mielca. Oficjalnie prezydentowi z centrowego Naszego Mielca nie przeszkadza też fakt, że niektórzy prezesi angażują się w politykę, startując w wyborach samorządowych i to z ugrupowań, z którymi niekoniecznie mu po drodze. Przypomnijmy, że Wacław Soja startował z lewicowego SLD i Razem dla Ziemi Mieleckiej, a Marek Bąbała zasilał komitety prawicowe. - To pojedyncze przypadki. Nie zabraniam ani też nie namawiam szefów spółek do takiej działalności. Znam jednak takie samorządy, w których szefowie, jeśli nie wszyscy, to na pewno w zdecydowanej większości angażują się w ten sposób – stwierdza Chodorowski. Krzysztof Babiarz
Odsłon: 1773
1. Napisał(a) mario, na temat 27-07-2011 21:52 banda Wacek Soja profesor z bozej laski no i prezes od niczego smiech |
2. Jak nauczyciel, to na lata Napisał(a) Sandra, na temat 27-10-2011 21:02 Ciekawe, łatwo się puszcza góno w wentylator.... Dziwne, że nikt nie ocenia nauczycieli, którzy na swoich "stołkach" są po kilkadziesiąt lat. A dlaczego? Tylko z jednej prostej przyczyny: nie zarabiają sum zasługujących na zazrdość! Proste jak but, ludzie są zazdrośni. A podobno ze starzem zdobywa się doświadczenie. Nasz kraj wygląda jak wygląda, bo ci co się dorwą do władzy na jedną kadencją chcą się tylko nachapać zanim zostną wymienieni przez następną taką samą bandę. Jak siedzisz na jednym stanowisku przez X lat to nie masz zamiaru nasrać pod siebie, żeby tego wąchać dalej. Mario, Wacuś za dużo kap ci dał w zawodówce? Jeśli chcesz wyrazić krytykę, badź przynajmniej konstruktywny :P |
|
- Proszę utrzymaj temat wiadomości związany z przedmiotem artykułu.
- Osobiste słowne ataki będą usunięte.
- Proszę nie używaj komentarzy, które mogą zablokować witrynę. Taki materiał będzie usunięty.
- Upewnij się zanim klikniesz przycisk 'Wyślij', czy widzisz poprawny kod zabezpieczeń chroniący naszą witrynę przed spamem. Jeśli nie, kliknij *Odśwież Stronę* w twojej przeglądarce.
- Jeśli nie możesz przesłać zawartości prawdopodobnie wpisałeś zły kod bezpieczeństwa.
|
Powered by AkoComment Tweaked Special Edition v.1.4.6 AkoComment © Copyright 2004 by Arthur Konze - www.mamboportal.com All right reserved |