Korso - Tygodnik Regionalny | Mielec

Piątek
Maj 18
    Imieniny obchodzą: Aleksander, Aleksandra, Alicja
Rozmiar tekstu
  • Increase font size
  • Default font size
  • Decrease font size
Advertisement
Start arrow Publicystyka arrow Historia arrow Piękne i straszne
Piękne i straszne Drukuj Poleć znajomemu
03.11.2011.
Image
To miejsce piękne i straszne zarazem. Piękne – bo trzeba było nie lada artystów, aby stworzyć przejmujące, cudownie harmonijne dzieło architektoniczne, łączące funkcje cmentarza, pomnika i muzeum; straszne – bo tam każdy bez przesady centymetr ziemi przesiąknięty jest ludzką rozpaczą. Tam: w Bełżcu, gdzie przez dwa lata, między 1941 a 1943 rokiem, istniał jeden z najpotworniejszych hitlerowskich obozów śmierci: Dienststelle Belzec der Waffen SS. To nie był obóz pracy, to nawet nie był obóz koncentracyjny – to był właśnie obóz śmierci. Przywożeni tam w wagonach towarowych nie mieli być traktowani jak darmowa siła robocza, w ostatnich miesiącach przed śmiercią przysparzająca III Rzeszy korzyści – mieli żyć jedynie tyle, jak długo trwa pozbawianie ich bagaży i odzieży oraz ustawianie w kolumnach kierowanych do komory gazowej. Oczywiście, tego otwarcie nikt nikomu nie powiedział: główny komunikat, jaki wygłaszano i jako widniał na widocznych dobrze tablicach, głosił: „Całkowite złożenie odzieży! Wszystkie przywiezione przedmioty z wyjątkiem pieniędzy, rzeczy wartościowych, dokumentów i obuwia należy pozostawić na miejscu rozbierania się. Pieniądze, rzeczy wartościowe i dokumenty należy aż do oddania przy okienku zachować przy sobie i tychże z rąk nie wypuszczać. Obuwie należy parami związać i na wskazane miejsce złożyć. Łącznie całkowicie rozebranym przystąpić do kąpieli i inhalacji”. Fałsz i obłuda: oprawcom nie chodziło o spełnienie zapowiedzi podawanych w gettach, skąd wywożono ich mieszkańców, że trafią do miejsca, w którym rzetelną pracą zasłużą na przeżycie – chodziło jedynie o uniknięcie paniki, nad którą załoga złożona z esesmanów i ukraińskich policjantów mogłaby nie zapanować.
Oszukani stawali w szeregach, posłusznie pozbywali się bagaży i odzienia, poddawali zabiegom fryzjerskim. Każdy ściskał w dłoni ceramiczny żeton, otrzymany w owym okienku w zamian za „zdeponowane dobra.
Image
A potem wszyscy wschodzili do ciemnego pomieszczenia – rzekomej łaźni. Zamykały się żelazne wrota. Z otworów prysznicowych nie tryskała jednak woda – sączył się z nich zabójczy gaz. Nie jak w Auschwitz cyklon B, nie dwutlenek węgla (mordercy uważali, że to zbyt kosztowne i kłopotliwe w transporcie środki…), ale spaliny z silnika, wymontowanego ze zdobytego na Armii Radzieckiej czołgu. Przerażające: po pierwszych doświadczeniach, kiedy Niemcy z obozowej kadry zaczęli się uskarżać na bóle głowy, powodowane wonią spalin, zawezwani inżynierowie skonstruowali specjalne filtry przechwytujące niemiłe dla wrażliwych morderców zapachy!
Ofiar o nic nikt nie pytał. Co czuli w ostatnich chwilach – nie wie nikt. Zapewne padały słowa przerażenia, takie jak wypisane na ścianie muzeum zdanie bezradnej skargi: „Mamusiu! Ja przecież byłem grzeczny! Ciemno! Ciemno!”.
Ten los nieludzki spotkał nieznanych z liczby mielczan pochodzenia żydowskiego, potomków Izraelitów, którzy w późnym średniowieczu osiedlili się w mieście nad Wisłoką i dla których było ono ziemią rodzinną, najważniejszym punktem wszechświata. Owszem, w większości mieszkali w swoim sztetlu, osobnej dzielnicy, ale przecież ten sztetl i tak nosił nazwę Mielec. Nie zawsze wiedli spokojne życie - do historii przeszły ekscesy antyżydowskie z 1872 r. (tak intensywne, że władze musiały dla uspokojenia sytuacji ściągać wojsko) czy 1918 i 1919 (kiedy zdesperowani powojenną nędzą wieśniacy z okolicy wespół z miejskim lumpenproletariatem podejmowali próby rabowania ich dobytku) – nie zawsze też cieszyli się z przysłowiowych w kulturze Aszkenazim rodzynek z migdałami, gdyż w większości, utrzymując się z pracy rąk, klepali biedę; nigdy jednak nie odżegnywali się od współodpowiedzialności za losy miasta. Już w 1741 r. brali udział w wyborach rajców, mieli w radzie swoich przedstawicieli, zakładali stowarzyszenia religijne, polityczne, kulturalne, sportowe i dobroczynne. Z czasem doszło wręcz do tego, że żydowska społeczność przeważała pośród ludności Mielca: w 1923 r. stanowiła ona około 55 proc. populacji miasta. W 1939 liczebność członków gminy żydowskiej wynosiła 5420 osób – byli wśród nich też uciekinierzy z państw, w których obowiązywały haniebne ustawy norymberskie.
Pod wkroczeniu Niemców ta zakorzeniona nad Wisłoką grupa zaczęła być celem swoistego polowania. Już 13 września 80 osób spalono w synagodze, potem niemal każdego dnia trwały egzekucje i wywózki do obozów pracy oraz koncentracyjnych. Wielu trafiło do obozu pracy przymusowej, filii obozu w Płaszowie, zorganizowanego przy miejscowych zakładach lotniczych.
9 marca 1942 r. hitlerowcy przystąpili do likwidacji getta, w którym w koszmarnych warunkach gnieździli się nie tylko mielczanie, ale również wysiedleńcy pochodzenia żydowskiego z innych miejscowości. Około tysiąca osób rozstrzelano w masowych egzekucjach w różnych częściach miasta, pozostałych przy życiu podzielono na dwie grupy – jedną skierowano do wyniszczającej pracy w obozie w Pustkowie, drugą, liczącą według przybliżonych szacunków 500 osób, do Bełżca. Ich losem była śmierć w nieopisanych męczarniach.
Zamordowani w Bełżcu nie mają mogił z macewami, ich imion i nazwisk nikt nigdzie nie zapisał. Za całe epitafium muszą im wystarczyć rdzawe litery, wmurowane w betonowy pas, jakim autorzy projektu upamiętnienia Dienststelle Belzec der Waffen SS (Andrzej Sołyga, Zdzisław Pidek i Marcin Roszczyk) obwiedli przeklętą ziemię, na której rozciągały się zabudowania obozu. Wewnątrz pasa rozpościera się istna pustynia - szaro-czarne rumowisko kamieni, żużla i gruzu – rozcięta wąskim przejściem, wnikającym w ziemię, z każdym metrem coraz głębiej. Marsz tą ścieżką robi wstrząsające wrażenie: idącemu wydaje się, że jest w pułapce bez wyjścia, że nie może się wycofać, że musi maszerować przed siebie – gdzie nie ma nic, poza kilkunastometrową ścianą, zamykającą drogę ucieczki. Na tym murze, kojarzącym się natrętnie z jerozolimską Ścianą Płaczu, wypisano cytat z Księgi Hioba: „Ziemio, nie kryj mojej krwi, iżby mój krzyk nie ustawał”.
W bełżeckim pomniku zadbano jednak o drogi wyjścia – są niewidoczne z wąskiej ścieżki schody wyprowadzające na szczyt stoku. Swoiste sanktuarium, jakie powstało między wysokim murem a wyjściem, wykorzystano do oddania czci ofiarom opętanej ideologii nazistowskiej wypisano tam wydobyte z zachowanych ksiąg metrykalnych imiona Żydów mieszkających do wojny w miastach, miasteczkach i wsiach galicyjskich.
Jest więc nadzieja, że poprzez te imiona mielczanie też zostali upamiętnieni. Symbolicznie – jak około 600 tysięcy męczeńsko pomordowanych w tym potwornym obozie Żydów ze Wschodniej Galicji i Lubelszczyzny, a także z Austrii, Czech, Moraw, Słowacji i Niemiec. Ludzi, po których – jak chcieli oprawcy – miał nie zostać żaden ślad. Zamęczonych w komorze gazowej (i ograbianych jeszcze po śmierci ze złotych zębów, ukrytych w dłoniach kosztowności – oraz tych żetonów, wręczonych w zamian za bagaże, odzież, obuwie i rzeczy wartościowe; miały one jeszcze posłużyć) wywożono bowiem do masowych mogił; te po pewnym czasie rozkopano, a ekshumowane zwłoki palono na ogromnych rusztach, skonstruowanych z szyn kolejowych. Prochy przesiewano, by nie uronić ani odrobiny złota, które wcześniej mogło ujść uwadze przeszukujących – i rozsypywano na stoku, po rozebraniu baraków, zburzeniu komory oraz zniwelowaniu śladów zabudowań zalesieniem.
Na szczęście byli świadkowie, na szczęście przetrwała pamięć. Na szczęście też znaleźli się ludzie dobrej woli i wielkiej wrażliwości - z Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa, United States Holocaust Memorial Council i American Jewish Commitee, którzy postanowili po wsze czasy zapewnić niewinnym ofiarom totalitarnego szaleństwa godny hołd. Stąd wziął się ten piękny i straszny zarazem pomnik, stworzony w 2004 r. Warto go odwiedzić…
    
Waldemar Bałda
Odsłon: 708

  Komentarz (1)
1. Napisał(a) c.k, na temat 02-12-2011 17:21
:sigh

Napisz Komentarz
  • Proszę utrzymaj temat wiadomości związany z przedmiotem artykułu.
  • Osobiste słowne ataki będą usunięte.
  • Proszę nie używaj komentarzy, które mogą zablokować witrynę. Taki materiał będzie usunięty.
  • Upewnij się zanim klikniesz przycisk 'Wyślij', czy widzisz poprawny kod zabezpieczeń chroniący naszą witrynę przed spamem. Jeśli nie, kliknij *Odśwież Stronę* w twojej przeglądarce.
  • Jeśli nie możesz przesłać zawartości prawdopodobnie wpisałeś zły kod bezpieczeństwa.
Imię:
E-mail
Tytuł:
BBCode:Web AddressEmail AddressBold TextItalic TextUnderlined TextQuoteCodeOpen ListList ItemClose List
Komentarz:



Kod:* Code
Powiadom mnie o komenatrzach

Powered by AkoComment Tweaked Special Edition v.1.4.6
AkoComment © Copyright 2004 by Arthur Konze - www.mamboportal.com
All right reserved

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »

TELEGRAM KORSO

Budzyński i Armia

Tego nie możesz przegapić! Spotkanie z Tomkiem Budzyńskim odbędzie się dzisiaj (18.05) o godz. 18.00 w Klubie Muzycznym STUDIO przy ulicy Pułaskiego 2A, Artysta jest liderem zespołu muzycznego Armia. więcej

PZL wyprodukuje struktury lotnicze odrzutowca

PZL Mielec, będąca częścią Sikorsky Aircraft, podpisała kontrakt z amerykańskim producentem samolotów. więcej

Uwaga! Utrudnienia na ul. Kościuszki

W związku z prowadzoną przebudową ulicy Kościuszki, wykonawca prac informuje o utrudnieniach, jakie nastąpią w najbliższych dniach. więcej

Będziemy mieć strefę kibica

W Mielcu powstanie tzw. strefa kibica. Wspólne oglądanie meczów na ogromnym leadowym ekranie będzie się odbywać w miejscu sezonowego lodowisko.  więcej