|
Piątek
Maj 18
| |
|
Rozmiar tekstu
|
Publicystyka
Historia
Naczynajtie, my wam pomożem | Naczynajtie, my wam pomożem |
|
|
| 10.08.2011. | ||||||||
Warszawiacy, w liczbie kilkudziesięciu tysięcy, którzy 1 sierpnia 1944 roku jawnie, z biało-czerwonymi opaskami na ramionach ruszyli do walki, byli pewni, że właśnie zaczynające się powstanie w historii będzie się nazywało „sierpniowe”, będzie zwycięskie i przyniesie wolność Polsce. Stało za nimi dobrze zorganizowane państwo podziemne, stały tysiące ludzi wyszkolonych, zakonspirowanych w całej Polsce, którzy pośpieszą na dany sygnał do stolicy.
Radziecka armia, wyposażona w nowoczesną broń przez aliantów, szła na zachód jak burza, a w niej tysiące Polaków, syberyjskich deportowanych, zorganizowanych w dywizje. Na zachodzie właśnie ruszał drugi front, inwazja na Normandię. Niemcy pośpiesznie opuszczali stolicę, nad Warszawą latały radzieckie płatowce i zrzucały ulotki nawołujące ludność do oporu, z odbiorników radiowych rozlegał się głos: „Naczynajtie, naczynajtie, my wam pomożem”. Niestety. Powstanie nie było ani ogólnonarodowe, ani zwycięskie. Oddziały partyzanckie, które wyruszyły na pomoc stolicy, wykrwawiły się, a większość innych oddziałów nie mogła nawet wyruszyć. Samoloty alianckie, także z polskimi załogami, startujące z lotnisk we Włoszech, nie otrzymały pozwolenia na lądowanie na zajętych przez radziecką armię terenach Polski, musiały latać w dzień, stając się łatwym celem niemieckich ataków. Wspomina o tych dramatycznych lotach Stanisław Becker, pracujący po wojnie w mieleckiej fabryce („Halifaksy nad płonącą stolicą”). Radziecka armia, nawet mimo zdobycia nad Wisłą przyczółków, nie ruszyła na pomoc, radzieckie zrzuty miały znaczenie symboliczne. Dopiero gdy los powstania był już właściwie przesądzony, Polacy z Dywizji Kościuszkowskiej mogli przeprawić się na zachodni brzeg Wisły. Polegli w beznadziejnej walce w liczbie ponad dwóch tysięcy. Mielczanie w powstaniu W Powstaniu Warszawskim brali udział także mielczanie. Władysław Podolski („Andrzej”), podporucznik AK w plutonie ochrony sztabu „Bukszpan” (batalion „Baszta”, kompania „Koszta”), zginął w Śródmieściu przy ulicy Moniuszki 12 września 1944 r. Ekshumowany po wojnie, spoczywa na Cmentarzu Powązkowskim. Jego nazwisko widnieje na tablicy poległych w Muzeum Powstania Warszawskiego. Jego żona i dorastająca córka, również zaprzysiężone w AK, kilkakrotnie w czasie okupacji przyjeżdżały do Mielca jako łączniczki. Na kilka dni przed wybuchem powstania zostały aresztowane i wywiezione do obozu. Władysław Podolski, jako jedenastoletni uczeń mieleckiego gimnazjum, już w 1911 r. należał do organizacji niepodległościowej założonej przez Tadeusza Bigo, a następnie, w wieku 15 lat, wstąpił do legionów Piłsudskiego. W dwudziestoleciu międzywojennym zawodowo służył w wojsku w Warszawie. Był spokrewniony z licznymi mieleckimi rodzinami, między innymi Toczyńskich, Bigów, Kwapiszów, Wydrów. Warszawiacy, którzy przeżyli W Mielcu mieszkali zapewne, może jeszcze mieszkają ludzie, którzy w Warszawie przeżyli powstanie. Inżynier Andrzej Kowalski z Mielcem związany jest od blisko 60 lat. Przybył tu na nakaz pracy jako absolwent Wydziału Lotniczego Politechniki Warszawskiej, założył rodzinę. Jego żoną była mielczanka, Wiesława Wróblewska. Był jednym z twórczych umysłów w Ośrodku Badawczo – Rozwojowym Przemysłu Lotniczego mieleckiej fabryki samolotów. Jednocześnie z pracą w Mielcu odbywał dalsze studia w swej specjalności, uzyskał magisterium, następnie doktorat. Pracował przy różnych projektach powstających w OBR, a wraz z inż. Zdzisławem Żokiem zaprojektował szybowiec „Pliszka”. Inż. Kowalski niechętnie opowiada o Powstaniu Warszawskim. Należy do tych, którzy decyzję dowództwa o wybuchu powstania uważają za błąd. Ma do tego prawo po tym, w czym uczestniczył jako chłopiec. Był w piekle, jakie przeżywała ludność Warszawy, patrzył na ruiny ukochanego miasta i domu rodzinnego na Mokotowie, stracił brata, studenta Instytutu Wawelberga, rannego w ataku na Pole Mokotowskie, przeżył wypędzenie wraz z całą ludnością Warszawy. Do ukochanego miasta, poza latami studiów, już nie wrócił. Wróciła tam tylko jego siostra i – obecnie – pracują tam jego dwaj synowie, Piotr i Maciej, urodzeni i wychowani w Mielcu. Ojciec inż. Andrzeja Kowalskiego przed wojną był szefem kontroli w Instytucie Techniki Uzbrojenia. Po wojnie Kowalscy nie mieli już powrotu do Warszawy. Mieszkali w Skarżysku Kamiennej. Ojciec pracował jako dyrektor technicznych szkół, między innymi Liceum Konstrukcyjnego, do którego uczęszczał jego syn. Było tak do czasu, gdy odpowiednie władze odkryły konspiracyjną działalność i przynależność dyrektora. Pozostał bez pracy, młodo zmarł. Mimo negatywnej oceny decyzji dowódców powstania inż. Kowalski rozumiał tę decyzję. W atmosferze powszechnego zapału, wiary w pomoc sojuszników i w zwycięstwo, nie mogli postąpić inaczej, choć zapewne powinni. Powinni, poza wszystkimi ofiarami, które ponieśli i do których byli gotowi, zgodzić się także na niesławę, zarzut tchórzostwa i kunktatorstwa, ucieczki z pola bitwy. Przeważnie takie zarzuty na zawsze, jako legenda, przylgną do postaci. Krzywdząca niesława Oto niektóre znane z nowszej historii przykłady niesprawiedliwych ocen postaci i wydarzeń. Po klęsce 1939 r. naród czuł się zdradzony, opuszczony przez rządzących, wojsko przez dowódców. Ulica śpiewała: „Marszałek Śmigły Rydz zrobił do Anglii hyc” (czyli dał drapaka „do Anglii”). Dopiero ci nieliczni Polacy, którzy (najczęściej z wycieczką) znajdą się obecnie na historycznym moście na Czeremoszu w Kutach, posłuchają opowieści o dramatycznej nocy z 17 na 18 września, w której polski rząd w tym miejscu musiał zadecydować o pozostaniu w kraju lub przekroczeniu granicy wobec niespodziewanej agresji sowietów, mogą ocenić, jak tragiczna to była decyzja. O świcie, w ostatniej chwili, pod ostrzałem bojówek (ukraińskich? sowieckich? niemieckich dywersantów?), z którymi polska ochrona stoczyła prawdziwą bitwę i poniosła wiele strat, rząd opuścił kraj. Kłamstwa i fałszywe mniemania o ucieczce „do Anglii”, zdradzie i tchórzostwie wciąż są powtarzane. Podobnie złą sławą obrosła postać ministra Józefa Becka. Cytuje się tylko jedno zdanie z jego pamiętnego przemówienia w sejmie na wiosnę 1939 r., zdanie o honorze, co ma świadczyć tylko o ambicjach i, w najlepszym razie, o braku rozwagi i mądrości politycznej, jeżeli nie wprost o głupocie. Nawet niektórzy młodzi współcześni historycy tak twierdzą. Wciąż pokutuje przekonanie o zgubnej w polityce przedwrześniowej „teorii dwóch wrogów”. „Dwaj wrogowie”, jak pokazują doświadczenia minionego wieku, to nie teoria, ale rzeczywistość. Polska nie miała wyboru. Czy miała pozwolić sowietom na przemarsz przez Polskę lub sprzymierzyć się z Hitlerem? W Polsce silny był antybolszewizm, nie tylko w rządzie „obszarników” i burżuazji, ale także w całym narodzie po doświadczeniach z rosyjskiej rewolucji i niedawnego śmiertelnego zagrożenia w 1920 roku. Mimo tego bardzo powszechnego antybolszewizmu polski rząd nie zgadzał się na propozycje Hitlera przystąpienia do sojuszu przeciw ZSRR i po ostatecznej odmowie spowodował jego wściekłość i bezpośrednią agresję. (Odmowa utworzenia słynnego „korytarza” była tylko momentem ostatecznym.) Takie są między innymi najnowsze ustalenia niemieckiego historyka Rolfa Dietera Muellera w niewydanej jeszcze w Polsce książce pt. „Der Feind steht im Osten” („Wróg jest na wschodzie”). Na podstawie nieznanych dotąd dokumentów Mueller dowodzi, że Hitler nie planował ataku na Polskę. Był pewien, że razem z Polską zaatakuje ZSRR. Liczył na to, że Polacy, za namową Japonii, przystąpią do tego sojuszu. Po ostatecznej odmowie polskiego rządu zmienił plany. To, że Polska nie zgadzała się stanowczo na propozycje Hitlera, starannie ukrywano w peerelowskiej historii i propagandzie. O propozycjach niemieckich i odmowie mówił Józef Beck w swym słynnym przemówieniu wiosną 1939 r., odtworzonym w polskim Sejmie w roku 2009. Dowództwo AK przed decyzją Dowódcy Armii Krajowej w lipcu 1944 r. także stanęli w obliczu dwóch śmiertelnych wrogów. Nie mieli złudzeń. Znali prawdę o Katyniu i losie deportowanych, o kłamstwach Stalina, nie wierzyli w zapewnienia o pomocy, ale klęska Niemiec wydawała się już oczywista. Inżynier Kowalski nie miał w ręku ulotek, które zrzucały „kukuruźniki”, ale wielokrotnie słyszał wygłaszane po rosyjsku radiowe wezwania do rozpoczęcia powstania. Gdy los powstania był już praktycznie przesądzony, moskiewskie radio nadawało po polsku: „Miasto, ofiara zbrodniczej prowokacji, płonie”. Czyja to była prowokacja? W „Kolumbach – rocznik 20” Romana Bratnego jest taka scena: młodzi powstańcy słuchają tego komunikatu. Jeden z nich rzuca butem w odbiornik. Ludzie pamiętają też słodki głos spikerki radia Moskwa po 17 września 1939 roku informujący z radością o tym, że państwo polskie przestało istnieć. Dowództwo Powstania Warszawskiego, podejmując rozpaczliwą decyzję o rozpoczęciu walki, musiało myśleć zarówno o pokonaniu Niemców, jak i o uratowaniu Polski przed nowym zaborem. Czy należało się poddać i przez to uratować miasto i setki tysięcy ludzi, skoro aneksja była nieunikniona? Czy należało ułatwić, legitymizować ten akt nowego zaboru, narazić się na zarzuty zdrady i niesławę? Te zarzuty i tak potem stawiała PRL-owska propaganda i nawet powtarza się je z uporem do dziś. Weszło już do obiegu twierdzenie o „staniu z bronią u nogi”, o ambicji dowódców, o „głupim polskim honorze”. Dziś wiemy, że los dowódców, choćby nie wydali rozkazu wybuchu powstania, byłby na pewno taki, jak los „szesnastu” sądzonych w Moskwie. Wciąż trwa dyskusja o celowości i skutkach Powstania Warszawskiego, zainteresowani tematem naprawdę wiedzą na ten temat coraz więcej. Ogół Polaków jednak wie niewiele, powtarzają się stereotypowe twierdzenia. Już kiedyś, po jednej z naszych dawnych narodowych klęsk, pisał z goryczą Żeromski: „Umrzesz w pamięci dowcipnisiów i mędrków, utoniesz w mrokach nocy młoda dumo i młoda miłości”. Daj czynom miarę granic Są jednak także poważne oceny i podsumowania. W ubiegłym roku z okazji rocznicy Powstania Warszawskiego Andrzej Kunert powiedział, że niezależnie od ocen, po powstaniu pozostanie w historii pamięć o czymś naprawdę wielkim i szlachetnym, że zawsze będzie to punkt odniesienia dla wszystkich kochających Polskę, ale także pozostanie cenna nauka rozwagi. Pozostała. Zaowocowała choćby w wydarzeniach lat 1980 -89. Seweryn Krajewski modlił się wtedy swoją pieśnią: „Daj sercom dni gorące, daj czynom miarę granic”. Zachowaliśmy, na szczęście, „miarę granic”. „Daj pamięć twardym głoskom w kamieniu zapisanym”. Te „twarde głoski” to między innymi przykazanie: „Nie mów fałszywego świadectwa”. Więc nie powtarzajmy kłamstw świadomie, a jeżeli nie znamy prawdy, starajmy się ją poznać z uczciwych źródeł. Inżynier Kowalski, poza swoją dyscypliną wiedzy, czyli konstrukcjami samolotów i wytrzymałością materiałów, dużo czytał. Lubił chodzić pod prąd i wiedzę zdobywać u źródeł. Dokładnie przestudiował wszystko, co mógł, na temat historii, nie tylko XX wieku. Czytał uważnie „Biblię”, ale także „Torę”, „Kapitał” Marksa, dzieła Lenina i wreszcie - „Koran”, oraz wiele ważnych, a również lekkich powieści. Jest miłośnikiem teatru. Pozbawiony w Mielcu możliwości oglądania wielu spektakli na żywo, poznawał sztuki drukowane w „Dialogu”. Był chyba jedynym w Mielcu (nie wyłączając bibliotek) prenumeratorem tego miesięcznika. Bogumiła Gajowiec Odsłon: 487
Powered by AkoComment Tweaked Special Edition v.1.4.6 |
||||||||
| « poprzedni artykuł | następny artykuł » |
|---|
| REGULAMIN PLEBISCYTU OSP |
| witam Państwa, chciałam zapytać czy jest ... |
| Więcej... |
| Mielczanie będą budować odrzut... |
| bardzo ladny towar |
| Więcej... |
| Buszujący w kawie |
| :? |
| Więcej... |
| Paweł i Gaweł w jednym żyli do... |
| Mi pare lat temu naliczyli 3000zl zaw ode ze ... |
| Więcej... |
| Chodnik donikąd |
| ja bym chciała skomentować mój ostatni pobyt ... |
| Więcej... |
| Kronika policyjna 05/2012 |
| Chciałem sie dowiedziec czy to jest normalne ... |
| Więcej... |
TELEGRAM KORSO
Budzyński i Armia
Tego nie możesz przegapić! Spotkanie z Tomkiem Budzyńskim odbędzie się dzisiaj (18.05) o godz. 18.00 w Klubie Muzycznym STUDIO przy ulicy Pułaskiego 2A, Artysta jest liderem zespołu muzycznego Armia. więcej
PZL wyprodukuje struktury lotnicze odrzutowca
PZL Mielec, będąca częścią Sikorsky Aircraft, podpisała kontrakt z amerykańskim producentem samolotów. więcej
Uwaga! Utrudnienia na ul. Kościuszki
W związku z prowadzoną przebudową ulicy Kościuszki, wykonawca prac informuje o utrudnieniach, jakie nastąpią w najbliższych dniach. więcej
Będziemy mieć strefę kibica
W Mielcu powstanie tzw. strefa kibica. Wspólne oglądanie meczów na ogromnym leadowym ekranie będzie się odbywać w miejscu sezonowego lodowisko. więcej