|
Piątek
Maj 18
| |
|
Rozmiar tekstu
|
Publicystyka
Historia
100 lat polskiego lotnictwa oczami Zbigniewa Mączki | 100 lat polskiego lotnictwa oczami Zbigniewa Mączki |
|
|
| 07.12.2011. | ||||||||
![]() Zbigniew Mączka, mielczanin. Od 2007 do utworzenia Urzędu Lotnictwa Cywilnego był Głównym Inspektorem Lotnictwa Cywilnego przygotowując polskie lotnictwo cywilne do spełnienia wymagań Unii Europejskiej. Od początku istnienia ULC jest w nim zatrudniony, obecnie jest wiceprezesem ULC do spraw transportu lotniczego. W roku 1934 ponowne zwycięstwo w zawodach Challenge Internationalle des Avions de Tourisme. Tym razem odnieśli je piloci J. Bajan i G. Pokrzywka na samolocie polskim RWD-9. W roku 1937 Wanda Modlibowska uzyskała światowy, kobiecy rekord długotrwałości lotu – na polskim szybowcu Komar, a w 1938 roku nestor polskich mistrzów szybowcowych, Tadeusz Góra, zdobył Medal Lilienthala za najdłuższy przelot szybowcowy. Sportowe sukcesy miały zaplecze w wysiłkach naukowo-przemysłowych. Udało się, mimo bolesnych porażek, stworzyć przemysł lotniczy, produkujący samoloty i silniki (z tymi było trudniej). Wśród najbardziej udanych konstrukcji okresu międzywojennego warto przypomnieć bombowiec Łoś, samolot najlepszy w 1939 roku w swojej klasie. Trochę starszy samolot myśliwski P11C był znakomity – ale niestety w 1939 roku, krytycznym dla Polski, był już przestarzały. Samoloty skonstruowane wtedy w Polsce były używane przez armie Rumunii, Turcji, Jugosławii, Grecji. Okres międzywojenny Lotnictwo cywilne w Polsce w tamtych latach rozwinęło się w stopniu większym niż udział Polski w światowym potencjale gospodarczym. W roku 1929 powstał polski narodowy przewoźnik, LOT. W tym samym roku przyjęto fundamentalną dla lotnictwa cywilnego, obowiązującą do dzisiaj w wielu krajach umowę lotniczą, Konwencję Warszawską. Cywilne lotnictwo w Polsce musiało wówczas mieć znaczenie bardziej niż lokalne, skoro właśnie w Warszawie przyjęto tak ważną umowę międzynarodową. II wojna światowa W wojskowej szkole lotniczej w Dęblinie przygotowano całe pokolenie pilotów, którzy we wrześniu 1939 roku stawili opór ogromnej armii niemieckiej, po czym wspierali upadającą Francję i w końcu uczestniczyli w zwycięskiej bitwie w Wielkiej Brytanii – jako jedyni sojusznicy Anglii w krytycznych chwilach, w których ważyły się losy demokracji. Wtedy przeciw III Rzeszy, korzystającej z potencjału gospodarczego całej Europy, wspieranej przez Związek Radziecki Stalina, stała samotna Wielka Brytania. Stany Zjednoczone były neutralne, a Winston Churchill obiecywał Anglikom tylko krew, pot i łzy. Przy ich boku przeciw zbrodniczej, nazistowskiej ideologii stali Polacy, Czesi, Wolni Francuzi, nieliczni Grecy i Jugosłowianie – i nikt więcej. Nawet brytyjski następca tronu spiskował z hitlerowcami – co skończyło się wzmocnieniem dominacji królowej, dzielnie dzielącej z ludem brytyjskim grozę wojny. W bitwie o Anglię najpierw w składzie, a potem u boku RAF, walczyły 4 polskie dywizjony - 2 bombowe (300 i 301), 2 myśliwskie (302 i 303) oraz 81 polskich pilotów w dywizjonach brytyjskich, w sumie 144 polskich pilotów (poległo 29), co stanowiło 5% ogółu pilotów RAF biorących udział w bitwie. Polacy zestrzelili około 170 samolotów niemieckich, uszkodzili 36, co stanowiło około 12%[17] strat Luftwaffe. Byli więc ponad dwukrotnie skuteczniejsi od przeciętnych lotników walczących nad Anglią. Dywizjon 303 był najlepszą jednostką lotniczą biorąca udział w bitwie o Anglię, zgłosił zestrzelenie 126 maszyn Luftwaffe. Polscy piloci w ciągu całej II wojny światowej zestrzelili około 750 samolotów nazistowskiego wroga. W tym samym czasie inżynierowie lotniczy z Polski pracowali przy budowie nowych samolotów w Wielkiej Brytanii, Kanadzie i USA – patrz ramki z informacjami o konstruktorach. Ponad tysiąc polskich techników, inżynierów i lotników był prawdopodobnie :języczkiem u wagi“, decydującą o wygranej niewielką grupą wspierającą jedną ze zmagających się, równych siłą stron. Brytyjskie (i alianckie) zwycięstwo nie było, niestety, udziałem polskich żołnierzy. Polska została w rękach Stalina, który dla narodów Wschodniej Europy nie był lepszy od Hitlera. Polscy żołnierze nie zostali dopuszczeni do defilad zwycięstwa – zarówno w Londynie, jak i w Moskwie… Polscy lotnicy mieli niewielki wybór. Powrót do kraju oznaczał realne ryzyko więzienia lub wyroku śmierci. Mimo tego zagrożenia wielu przyjechało do komunistycznej Polski. Niektórzy z nich mieli szanse budować powojenne polskie lotnictwo. Inni w najlepszym razie żyli poza lotnictwem. Na przykład wspomniany wcześniej Scipio del Campio został inżynierem termodynamikiem i tłumaczem – znał kilkanaście języków. As bitwy o Wielką Brytanię, Stanisław Skalski, posiadacz największej liczby zestrzeleń w bitwie o Wielką Brytanię, spędził wiele lat w więzieniu – i tak miał sporo szczęścia. Przeżył. Lotnicy, którzy nie zdecydowali się na ryzyko powrotu, zostali uprzejmie „wyproszeni” z Wielkiej Brytanii. Losy ich były różne, często tragiczne. Czasem takie, jak los generała Władysława Turowicza. Urodził się na Syberii, przed I wojną światową. W Wielkiej Brytanii podczas II wojny był inspektorem technicznym. Po wojnie wyjechał do Pakistanu. Tam zorganizował siły powietrzne Pakistanu, a nawet walczył jako pilot myśliwski podczas drugiej wojny o Kaszmir w 1965 roku. Władysław Turowicz był generałem w Pakistanie. W latach 60-tych został szefem pakistańskiego Centrum Badań Kosmosu SUPARCO (Space and Upper Atmosphere Research Committee) i w końcu rozwijał pakistański program nuklearny. Centrum Kosmiczne w Lahore zostało nazwane jego imieniem. W Polsce pozostał całkowicie nieznany. Lotnicy i inżynierowie lotniczy związani z Polską pracowali po II wojnie światowej na całym świecie. Ślady ich pracy spotykamy w różnych, często niespodziewanych miejscach. Po II wojnie Po II wojnie światowej ziemie polskie znalazły się za „żelazną kurtyną”. Ale przecież kilkadziesiąt milionów ludzi mieszkających na nich nie było biernymi. Lotnictwo na ziemiach polskich po 1945 roku rozwijało się zgodnie z potrzebami radzieckich planów militarnych. Istniejące wcześniej i zbudowane po wojnie fabryki lotnicze produkowały samoloty bojowe (MIG 15 i MIG 17). Ale wydarzenia polityczne w Europie Wschodniej w roku 1956 spowodowały wycofanie produkcji nowoczesnych samolotów bojowych z Polski. Ryzyko buntu pewnie było zbyt duże i dlatego w ramach „socjalistycznej wspólnoty narodów” kierowanej żelazną ręką Związku Radzieckiego zdecydowano, aby w Polsce produkować wyłącznie małe samoloty transportowe, rolnicze i śmigłowce oraz poddźwiękowe TS-11 Iskra, szkolne, wyłącznie na potrzeby Wojska Polskiego (i, jak się okazało, Indii). Zbudowano w Polsce 13 tysięcy samolotów An-2. W krajach związanych z ZSRR był to podstawowy samolot lotnictwa ogólnego. Skonstruowany w 1946 roku przez Olega Antonowa - rosyjskiego konstruktora z Kijowa - okazał się prawie niezniszczalnym dziełem lotnictwa wschodniego. Ostatnie egzemplarze zbudowano w roku 2002, dla Wietnamu, w Polsce, w Polskich Zakładach Lotniczych w Mielcu (obecnie własność amerykańskiej firmy Sikorski – tak, tej firmy, którą założył Igor Sikorski, konstruktor samolotu Ilia Muromiec!). Jednym z najdziwniejszych osiągnięć polskiego przemysłu lotniczego, wspólnie z sowieckim biurem konstrukcyjnym Izmajłowa, było zbudowanie w latach 70-tych jedynego na świecie odrzutowego dwupłatowego samolotu rolniczego. Po pokonaniu niezwykłych trudności technicznych wykonano prawie 200 sztuk tego dziwadła (znanego w świecie jako M-15 Belphegor). Po latach okazało się, że miał on być użyty jako nośnik broni chemicznej w możliwej (po konflikcie na rzece Ussuri) wojnie między komunistycznym Związkiem Radzieckim a maoistycznymi Chinami. Prawie wszystkie samoloty M-15 zostały w latach 80-tych złomowane na lotnisku w sławnym później Groznym – wojna chemiczna z Chinami stała się nieaktualna. Ostatnie egzemplarze M-15 straszą w Muzeum Lotnictwa w Krakowie i na pomniku gdzieś na Ukrainie… Rozwój „w cieniu” Lata między II wojną światową a rokiem 1989, ważnym dla świata, zwłaszcza dla Europy Wschodniej, były dla polskiego lotnictwa latami rozwoju „w cieniu”. Wykształcono nowe pokolenia lotników i pracowników przemysłu lotniczego. Polskie Linie Lotnicze LOT nie uzyskały co prawda takiego udziału w przewozach światowych, jaki miały przed II Wojną Światowa, ale jednak rozwijały się i nawet zaczęły latać za Atlantyk. W sytuacji ograniczonego dostępu do paszportów dla obywateli PRL-u można uznać, że polskie lotnictwo cywilne zaspokajało potrzeby społeczeństwa kraju dość zacofanego - chociaż ambitnego i mającego większe niż normalne w krajach komunistycznych związki ze światem zachodnim. Zwłaszcza z USA. Popularne, chociaż niezbyt prawdziwe powiedzenie mówi, że drugim po Warszawie największym miastem polskim jest Chicago. Inżynierowie lotniczy z Polski pracowali przy budowie nowych samolotów w Wielkiej Brytanii, Kanadzie i USA. Frank Nicholas Piasecki (1919–2008), konstruktor lotniczy polskiego pochodzenia, inżynier aeromechaniki, pilot, przemysłowiec i filantrop. W 1945 r. skonstruował pierwszy na świecie udany dwuwirnikowy helikopter w układzie podłużnym (tandem), odpowiedni do transportu ciężkich ładunków tzw. Flying Banana. Wiesław Zenon Stępniewski (1909-1998), „Steppy”, inż. mechanik, konstruktor lotniczy. Po wojnie osiadł na stałe w Stanach Zjednoczonych, gdzie związał się z przemysłem śmigłowcowym, najpierw z The Jet Helicopter Corp., a od 1947 r. z wytwórnią Piasecki Helicopter Corp. (później Boeing Vertol), gdzie zajmował kierownicze stanowiska w działach badań aerodynamicznych i zaawansowanych technologii. Kierował pracami nad samolotem pionowego startu i lądowania w układzie zmiennopłata Vertol 76 (VZ-2). Henryk Kazimierz Milicer (Henry Millicer) (1915-1996), inż. mechanik, pilot sportowy, konstruktor samolotów. Od 1947 r. był zatrudniony w wytwórni Percival w Luton, gdzie przygotował dziewięć odmian usterzenia samolotu treningowego P.40 Prentice (zbudowano 422 szt.). Opracował też projekt wstępny samolotu treningowego Percival P.56 Provost (zbudowano 461 szt.), którego rozwinięciem jest treningowy samolot odrzutowy P.84 Jet Provost (zbudowano 505 szt.). W 1960 r. został głównym konstruktorem i kierownikiem technicznym wytwórni Victa. Jerzy Stanisław Rudlicki (1893-1977), inżynier, konstruktor samolotów w okresie 1926-36 był naczelnym konstruktorem w wytwórni lotniczej Zakłady Mechaniczne E. Plage i T. Laśkiewicz w Lublinie. Powstało tam wiele jego konstrukcji, z których najpopularniejszą był samolot łącznikowo-obserwacyjny Lublin R-XIII (wyprodukowano 270 sztuk) wraz z wersją treningową R-XIV (15 sztuk). W tym okresie wynalazł też Rudlicki usterzenie zwane motylkowym. Po kapitulacji Francji Anglicy całą tę grupę ewakuowali do Wielkiej Brytanii i zatrudnili w Burtonwood Repair Depot. Tam Rudlicki opracował szereg własnych wynalazków, m. in.: nadajnik dźwiękowy do bomb lotniczych, projekt latającego skrzydła z napędem odrzutowym i ze strumieniowymi lotkami i sterami (1941), elektryczny wyrzutnik bomb (1942), zrzutnik flar (bomb oświetlających) stosowanych przed nocnym bombardowaniem (1943). W 1943 r. przeniósł się do warsztatów filii amerykańskiej wytwórni lotniczej Lockheed w Belfaście w Irlandii Północnej. Tam opracował wyrzutnik do powierzchniowych bombardowań z czterosilnikowych bombowców Boeing B-17 Flying Fortress. Stanisław Paweł Prauss (1903-1997), mechanik, konstruktor samolotów. W tym okresie podjął pracę w biurze konstrukcyjnym PZL. Uczestniczył w projektowaniu samolotu myśliwskiego PZL P.l, a następnie trójsilnikowego samolotu pasażerskiego PZL.4. W 1931 r. zaprojektował pięciomiejscowy samolot pasażerski PZL.16. Następnie wszedł do zespołu pracującego nad samolotem PZL.23 Karaś (wyprodukowano 250 sztuk w dwóch wersjach). Prauss opracował też koncepcję samolotu rozpoznawczo-bombowego PZL.46 Sum, następcy Karasia. Od 1946 r. w wytwórni samolotów De Havilland w Hatfield brał udział w pracach nad pierwszym na świecie odrzutowym samolotem pasażerskim DH.106 Comet (oblot 1949 r., zbudowano 112 szt.). W 1949 r. wszedł w skład zespołu projektującego odrzutowy samolot myśliwski DH.112 Venom (oblot 1949 r., zbudowano 1435 szt.), a następnie DH.110 (oblot 1951 r.). Od 1952 r. pracował przy samolocie Comet III oraz przy wersji morskiej DH.110 nazwanej Sea Vixen (oblot 1955 r., zbudowano 148 szt.). W latach 1956-61 uczestniczył w projekcie samolotu pasażerskiego DH.121 Trident (oblot 1962 r., zbudowano 117 szt.). W 1963 r. wytwórnia została przejęta przez Hawker Siddeley Aviation Ltd., które od 1966 r. realizowały projekt samolotu pasażerskiego Airbus A.300. W latach 1969-70 Prauss skoncentrował się na opracowaniu projektów wstępnych samolotów HS-135 i HS-144. Rozwinięciem HS-135 jest samolot pasażerski BAe 146 (oblot 1981 r., zbudowano 270 szt.). Autor biogramów dr Krzysztof Mroczkowski Odsłon: 476
Powered by AkoComment Tweaked Special Edition v.1.4.6 |
||||||||
| « poprzedni artykuł | następny artykuł » |
|---|
| REGULAMIN PLEBISCYTU OSP |
| witam Państwa, chciałam zapytać czy jest ... |
| Więcej... |
| Mielczanie będą budować odrzut... |
| bardzo ladny towar |
| Więcej... |
| Buszujący w kawie |
| :? |
| Więcej... |
| Paweł i Gaweł w jednym żyli do... |
| Mi pare lat temu naliczyli 3000zl zaw ode ze ... |
| Więcej... |
| Chodnik donikąd |
| ja bym chciała skomentować mój ostatni pobyt ... |
| Więcej... |
| Kronika policyjna 05/2012 |
| Chciałem sie dowiedziec czy to jest normalne ... |
| Więcej... |
TELEGRAM KORSO
Budzyński i Armia
Tego nie możesz przegapić! Spotkanie z Tomkiem Budzyńskim odbędzie się dzisiaj (18.05) o godz. 18.00 w Klubie Muzycznym STUDIO przy ulicy Pułaskiego 2A, Artysta jest liderem zespołu muzycznego Armia. więcej
PZL wyprodukuje struktury lotnicze odrzutowca
PZL Mielec, będąca częścią Sikorsky Aircraft, podpisała kontrakt z amerykańskim producentem samolotów. więcej
Uwaga! Utrudnienia na ul. Kościuszki
W związku z prowadzoną przebudową ulicy Kościuszki, wykonawca prac informuje o utrudnieniach, jakie nastąpią w najbliższych dniach. więcej
Będziemy mieć strefę kibica
W Mielcu powstanie tzw. strefa kibica. Wspólne oglądanie meczów na ogromnym leadowym ekranie będzie się odbywać w miejscu sezonowego lodowisko. więcej